Najlepsze Serwery Minecraft w Polsce!
   Witaj serdecznie na forum gdzie znajdziesz swój ulubiony Serwer Minecraft                                        
         

Serwery Minecraft

Witaj, Serwery Minecraft - nie przypadkiem znalazłeś największe forum internetowe Minecraft w Polsce Serwery Minecraft 1.7, 1.8, 1.9, 1.10, 1.11, 1.12, 1.13, 1.14, 1.15 które tu znajdziesz pozwolą Ci miło spędzić czas, poznasz nowych wspaniałych ludzi i przeżyjesz fantastyczne przygody! Jednoczymy ludzi uwielbiających Gry i Minecraft! Zagraj z Nami i odkryj fantastyczne Serwery No Premium! Zobacz co oferuje polecana przez Nas

Lista Serwerów Minecraft



Zarejestruj się bezpłatnie na forum! Oto niektóre z przywilejów:
  • Zakładaj nowe wątki oraz aktywnie w nich uczestnicz,
  • Odblokuj możliwość pisania na Shoutboxie (czat),
  • Ogranicz ilość wyświetlanych reklam,
  • Zdobywaj odznaczenia oraz reputacje,
  • Znajdziesz tutaj darmowe poradniki Minecraft,
  • Odblokuj dostęp do ukrytych działów, tematów i linków,
  • Spersonalizuj swój prywatny profil,
  • Uczestnicz w forumowych konkursach,
  • Pamiętaj to nic nie kosztuje, MineSerwer.pl to darmowe forum internetowe na którym dowiesz się jak zainstalować minecraft oraz jak grać w minecraft!
Szukałeś Serwerów Minecraft? Znalazłeś! Zarejestruj się, a zagraj z nami!

               
serwery minecraft


Rekrutacja Policjantów MineSerwer - WRZESIEŃ 2020


 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ravcore - niedokończona historia zabójcy z Magic World
Autor Wiadomość
troox Niedostępny
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 25
Dołączył: Feb 2020
46
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

MineGold: 0.00
Post: #1
Ravcore - niedokończona historia zabójcy z Magic World
Przed rozpoczęciem czytania warto zapoznać się z tym, jednak nie jest to konieczne:
RP MagicWorld

Epizod 1
3 miesiące do zabicia Malacatha
Początek

"Miałem 12 lat kiedy oddano mnie do zakonu. Kolejne tyle spędziłem na treningach. Tyle wystarczyło bym stał się jednym z najlepszych w swoim fachu. Pierwszy kontrakt dostałem po ukończeniu osiemnastych urodzin. Młody przedsiębiorca. Wplątał się w długi z naszą gildią. Idealny cel dla żółtodzioba. Odnalazłem go w Doftown. Szedł wystrojony w garnitur, w ręce miał teczkę. Ja ubrany w prosty strój zaczepiłem go i spytałem o imię. To mi wystarczyło. Wysunąłem ostrze z rękawa i wbiłem je w jego brzuch trzy razy.
Czy czuję się winny? Nie. Umywam od tego ręce. To praca, jak każda inna.
Znałem go? Skądże. To nie ja wybieram kontrakty.
Jestem potworem? Być może. Ale za to piekielnie bogatym.
Pewnie sobie myślicie, że jestem arogantem. I nie będę zaprzeczał, jestem nim."

Ravcore skończył pisać. Odłożył długopis na stół. Nagle do pokoju wszedł jakiś mężczyzna.
- Ravcore. Dziś wielki dzień - powiedział i podszedł do niego, zabójca wstał.
- Tak. Tak... - przytaknął
- Coś cię trapi. O co chodzi? - spytał
Ravcore nic nie powiedział, patrzył na mężczyznę.
- Słuchaj... To nie my wybieramy cele. My je tylko eliminujemy. Przecież wiesz że gdyby było inaczej, to nie przydzielił bym cię do tego zlecenia - rzekł widząc że Ravcore nie odpowiada.
- Nie będę dla niego pracował, bracie - powiedział w po chwili.
- Nie masz wyjścia. Markus wybrał ciebie, bo wie ile jesteś wart. Zna twoje umiejętności - odrzekł szybko.
- To nie jest nasza wojna - powiedział Ravcore, zaczął zakładać łuk i inne akcesoria.
- Obrabował bank Gringotta bez żadnego wysiłku. Ma dużo pieniędzy i wie czego chce. My jesteśmy na skraju bankructwa. Nie mamy wyjścia - odpowiedział.
Zabójca przez pewien moment nic nie mówił. Gdy się ubrał, spojrzał na brata.
- Robię to tylko dla bractwa, Connor - zaczął wychodzić.
- Doceniam, jednak łaski nam nie robisz - odpowiedział i odprowadził go wzrokiem do drzwi.
- Powodzenia... - rzekł Connor
Zabójca zatrzymał się i spojrzał na brata przez ramię. Nic jednak nie odpowiedział. Założył kaptur, maskę na nos i po chwili wyszedł...
Oceny: Camrakor_13 (+1), Ravcore (+1)
13-September-2020 13:36:50
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Brat Banana
Wspieram Forum

Liczba postów: 6969
Dolaczyla: Jan 2012
Reputacja: 777

MineGold: 777.77

Serdecznie polecamy:
troox Niedostępny
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 25
Dołączył: Feb 2020
46
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

MineGold: 0.00
Post: #2
RE: Ravcore - niedokończona historia zabójcy z Magic World
Epizod 2
67 dni od zabicia Malacatha
Trudna noc

- Tak właśnie zaczęła się moja praca dla Malacatha - rzekł Ravcore.
- Słyszałem o tobie wiele legend przyjacielu. Wojownik z Hammersteel. Najlepszy w swoim fachu - odrzekł mężczyzna.
Zabójca nic nie odpowiedział. Wziął łyk ze szklanki i wstał z fotela.
- Dziękuję Josh. Ale nie mogę tu dłużej zostać - spojrzał na niego z góry.
Josh zaraz po tym wstał.
- Możesz zostać do rana, jeśli chcesz - odpowiedział z lekkim uśmiechem.
- Nie. Chowam się u ciebie od kilku dni. Ja tak nie potrafię. Muszę wrócić na Abregado, do matki - mówił Ravcore.
- Rozumiem... - odpowiedział Josh
Przyjaciele uścisnęli sobie dłonie. Zabójca zaczął kierować się do wyjścia z domu.
- Powodzenia jeszcze raz - dodał Josh, zabójca kiwnął głową.
Drzwi od domu otworzyły się. Ravcore zaczął wychodzić, jednak od razu gdy przeszedł jedną nogą na drugą stronę, dostał drzwiami i wpadł do środka. Drzwi zamknęły się za upadającym mężczyzną.
- Co jest?! - krzyknął ze zdziwieniem
Josh wybiegł na zewnątrz otwierając na nowo drzwi. Zabójca wstał i również wybiegł do przyjaciela. Spojrzał w lewo i ujrzał krzyczącą kobietę.
- Złodziej! Zabrał mi torebkę!
Ravcore obrócił się w prawo i zobaczył jak pirat ucieka z torebką w ręku. Zabójca od razu podjął pościg, bez żadnego zastanowienia.
Złodziej uciekał najszybciej jak może, jednak doświadczony Ravcore go doganiał. Miał lepszą kondycję i był znacznie szybszy. Pirat w akcie desperacji zaczął strzelać z różdżki w tył. Wystrzelił 4 bombardy, jedną po drugiej. Tylko jedna była blisko trafienia Ravcore. Na tyle blisko, że musiał zrobić unik. Ta akcja go nieco spowolniła. Złodziej nadal uciekał, zapędził się w ciasne uliczki. Cisnął bombardą w wóz z beczkami, który dopiero co ominął. Beczki wyleciały z powozu i uniemożliwiły dalszy pościg Ravcore. Mężczyzna jednak nie chciał się poddać. Niedaleko leżących beczek stała drabina prowadząca na dach. Wdrapał się na nią, po czym wyszedł na dach. Pirat jednak był już uliczkę dalej. Ravcore zaczął skakać po dachach budynków i z góry obserwował biegnącego złodzieja. W końcu jednak był na równi z nim i postanowił zrobić swój ruch. Wyjął szybko łuk, strzałę, napiął cięciwę i wystrzelił. Strzała trafiła w dzwon, który wisiał w powietrzu przed uciekającym złodziejem. Mężczyzna przestraszył się huku i gwałtownie zatrzymał. Nagle usłyszał kolejny dźwięk. Był to Ravcore, który właśnie zeskoczył z dachu. Mężczyźni mierzyli się wzrokiem, pirat był jednak wystraszony. Na ulicy zaś nie było nikogo, ponieważ była 3 w nocy.
- Oddaj to - rzekł zabójca.
- Nie! - krzyknął i wystrzelił bombardą w Ravcore, ten jednak zrobił lekki unik w bok
- Dobra... Sam tego chciałeś - odpowiedział.
Ravcore czystym ruchem wyjął miecz który był na plecach. Powoli jednak stanowczo podchodził do przeciwnika. Pirat wyjął szable i zaczął biec. W biegu wystrzelił małą bombardą w ramię zabójcy. Ravcore dostał, jednak zachował trzeźwy umysł.
Nagle złodziej zamachnął się z krzykiem. Ravcore zablokował uderzenie swoim mieczem. Z rękawa u drugiej ręki wysunął mu się sztylet, który mocno złapał. Niespodziewający się atakiem pirat nie miał jak zareagować. Zabójca wbił sztylet pod żebra przeciwnika. Poczuł że nacisk szabli na jego miecz się zmniejszył dlatego przepchnął pirata, który upadł na ziemię. Szabla upadła obok.
- Nie! Proszę! - krzyknął, na jego twarzy był grymas bólu
Ravcore uniósł miecz nad swoją głowę i wbił go w klatkę piersiową złodzieja. Po wszystkim klęknął i wziął torebkę. Już miał zajrzeć do środka, gdy nagle usłyszał kobiecy głos, ten sam co kilka minut wcześniej.
- Dziękuję...
Mężczyzna obrócił się. Ujrzał przepiękną brunetkę z kręconymi włosami. Miała czerwoną sukienkę, kabaretki. Na nogach zwykłe buty, nie wyróżniające się. Kobieta miała 34 lata. Podeszła bliżej zabójcy, który był w kapturze i masce.
- Dostałeś... - powiedziała spoglądając na jego ramię
Ravcore oddał torebkę kobiecie.
- Jestem Paola - wyciągnęła rękę do mężczyzny.
- Ravcore... - pocałował rękę
Mimo że kobieta była o kilka lat starsza, to Ravcore się nią zainteresował. Zaproponowała by zabójca przyszedł do jej domu i opatrzył ranę. Ten bez wahania się zgodził. Po kilku minutach byli już przy mieszkaniu. Kobieta zaczęła wyjmować klucze z torebki.
- Jeszcze raz dziękuję - powiedziała i otworzyła drzwi.
- Żaden problem.
Weszli do środka. Ravcore wszedł do salonu i usiadł od razu na fotel. Rozglądał się po pokoju.
Kobieta natomiast przyszła z miską, gąbką i jakimś lekiem. Usiadła przed Ravcore.
- Pokaż co ci zrobił - powiedziała stawiając na stolik miskę.
Zabójca podwinął rękaw, kobieta ujrzała niezbyt dużą, jednak bolącą ranę.
- Ojej... - powiedziała i zaczęła się przyglądać ranie
- To nic takiego - odpowiedział Ravcore.
Kobieta zanurzyła gąbkę w wodzie i wzięła rękę zbójcy. Zaczęła jeździć gąbką po ramieniu mężczyzny. Próbował ukryć lekki grymas bólu.
- No już twardzielu... Jeszcze troszkę... - mówiła patrząc się w jego oczy
Po chwili znowu zanurzyła gąbkę w wodzie i powtórzyła czynność. Zabójca również spojrzał w oczy kobiety. Spodobała mu się.
Kobieta położyła gąbkę do miski, skończyła obywać ranę. Zaraz po tym wylała lek na ranę. Ravcore poczuł lekki ból.
- To nic takiego, tak? - spytała retorycznie, uśmiechając się lekko
- Nie musiałeś go zabijać - dodała.
- Mógł ci coś zrobić - odpowiedział.
- Ja już będę szedł... - dodał
Ravcore w tym momencie poczuł coś do Paoli. Wiedział, że nie może wejść w jakikolwiek związek. To nie było w jego stylu.
- Nie, zaczekaj. Nie możesz nadwyrężać ramienia - rzekła troskliwie.
- Nadal cię boli? - spytała patrząc na ramię
- Trochę... - odpowiedział
Kobieta pochyliła się do Ravcore, stawiając ręce na jego udach. Dała mu lekkiego całusa. Zabójca poczuł płomień w środku, zrobiło mu się bardzo miło. Dawno nie czuł tego uczucia. W tym momencie przestał być na chwilę zimnym zabójcą...
- Już nie boli? - oderwała się od ust Ravcore
Kobieta usiadła okrakiem na zabójcę, zarzuciła mu ręce na kark i znowu pocałowała. Tym razem Ravcore odwzajemnił pocałunek.
- Masz piękne oczy... - powiedział patrząc się na Paole
Kobieta uśmiechnęła się słodko. Po chwili zaczęła ściągać sukienkę...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-September-2020 20:17:35 przez troox.)
Oceny: Ravcore (+1)
15-September-2020 20:16:37
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Niedostępny
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 25
Dołączył: Feb 2020
46
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

MineGold: 0.00
Post: #3
RE: Ravcore - niedokończona historia zabójcy z Magic World
Był ranek, około szóstej. Pont Vanis zaczynało się budzić. Statki odpływały i przypływały. Na ulicach powoli zbierały się grupki piratów. Przy karczmach już było słychać skoczną muzykę. W jednym z domów był Ravcore, który po upojnej nocy właśnie się przebudził. Leżał w łóżku z Paolą. Przechylił głowę w prawo i ją ujrzał. Poczuł jej zapach włosów, czuł jej dotyk bo była wtulona w jego tors. Ravcore czuł się jak w niebie. Po raz pierwszy od kilkunastu lat poczuł że ktoś się o niego zatroszczył. Nie był jednak pewien czy zrobił dobrze. Kodeks gildii zabraniał wiązania się w związki. Z drugiej strony gildia przestała istnieć 3 miesiące temu, a Ravcore od 2 nie był jej członkiem. Nie wiedział czy da sobie radę jako mąż czy ojciec. Leżąc przy Paoli wiedział jedno - zakochał się od pierwszego wejrzenia. Ravcore podniósł się i przetarł oczy. Chciał uciec. Wstając jednak zbudził kobietę.
- Jak się spało, kochany? - spytała i poprawiła lekko włosy patrząc na niego z porządaniem
Zabójca również na nią spojrzał.
- Dobrze. A tobie? - odpowiedział
- Nigdy nie było mi lepiej - powiedziała lekko się uśmiechając.
- Wybierasz się gdzieś? - spytała widząc że Ravcore zaczął wstawać z łóżka
- Tak... Zrobię jakieś zakupy na śniadanie - skłamał, zaczął zakładać spodnie.
- Dobrze... Nie daj mi długo czekać - odpowiedziała Paola i położyła się znów do łóżka, zamknęła oczy.
Ravcore zdawał sobie sprawę z tego że łamie serce Paoli. Sam był tą sytuacją zmieszany. Życie z rodziną u boku nie było dla niego, dlatego jak najszybciej chciał uciec.

Zabójca ubrał się w resztę stroju, schował łuk i miecz do pochwy na tyle. Ubrał buty i wyszedł z domu. Od razu przywitał go blask słońca i skoczna muzyka z jednej z karczm. Zaczął iść przed siebie, do portu. W pont Vanis nie miał już czego szukać. Nagle jednak zaczepił go pijany pirat.
- Panie... Da..j naa ch...chleeebb! Hahaa! - wymachiwał kuflem, piwo wylewało się przy każdym machnięciu
Ravcore odsunął się od niego, odepchnął lekko. Ten poleciał na ziemię. Zabójca po jakiś kilku minutach był już przy porcie. Zaczepił zarządcę.
- Są wolne kursy na Abregado? - spytał
- Nie ma! - odpowiedział pirat
Ravcore po tym wyjął spod pasa mieszek z monetami. Dał go zarządcy.
- Zaraz, zaraz... Przypomniało mi się. Jest kilka kursów! - zmienił nagle zdanie na widok pieniędzy, schował mieszek do torby
- Tamten statek płynie na wyspę! - wskazał palcem na zacumowany w porcie rybacki kuter
Ravcore odszedł od mężczyzny w stronę wskazanego statku. Kuter był mniejszy od szkunera, to zabójcę martwiło najbardziej. Na łajbie chodził ubrany w żółty płaszcz z kapeluszem, kapitan.
- Płyniesz do Abregado? - spytał mężczyzna
- Arr takk! Do armat, majtku! - odkrzyknął kapitan, był szaleńcem
Ravcore zaczął wchodzić na pokład, pomyślał że dostał zaproszenie od kapitana. Nie wiedział jednak że prawdziwym kapitanem jest ktoś inny... Nagle obok niego przeszedł dwumetrowy dryblas w samych spodniach i szelkach. Poszedł dalej nic nie mówiąc. Po chwili przed zabójcą zatrzymał się jakiś mężczyzna. Był ubrany w czarny płaszcz, jedno oko miał szklane. Od razu przykuł uwagę Ravcore.
- Jestem Edward. Kapitan tego... Czegoś - powiedział i wystawił rękę na powitanie
Ravcore od razu miał podejrzenia.
- Siurius - skłamał, nie podał ręki.
- No dobrze... Panie Siurius. Witamy na pokładzie! - dodał i odszedł
Ravcore poszedł pod pokład. Zaczął się rozglądać. Po dłuższej chwili znalazł sobie miejsce. Położył kilka rzeczy na stół i usiadł przy nim. Drzwi od kajuty miał otwarte. Pokój nie był duży. Stolik, łóżko, dwie półki i wieszak. Małe okno oświetlało stolik.
Statek ruszył. Zaczął płynąć do Abregado. Podróż tempem kutra rybackiego zajmie 2 dni...

Tymczasem po godzinie od rozpoczęcia kursu, na górnym pokładzie...
- To ten zabójca - rzekł Edward.
- Ravcore z Hammersteel? Ten słynny asasyn? Jego głowa kosztuje krocie... - powiedział Luis grubym głosem
- Tylko... Co z tym Mario... - dodał
- Tego dziada pozbędziemy się razem z tym frajerem. To idealna okazja - odrzekł Edward.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-September-2020 18:35:03 przez troox.)
16-September-2020 18:29:32
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Niedostępny
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 25
Dołączył: Feb 2020
46
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

MineGold: 0.00
Post: #4
RE: Ravcore - niedokończona historia zabójcy z Magic World
Epizod 4
69 dni od zabicia Malacatha
Nadzieja w Abregado

Drugi dzień podróży. Za kilka godzin kuter miał dopłynąć do portu w Abregado. Ravcore właśnie się obudził. Był ranek. Wstał z łóżka przecierając lekko oczy. Wziął spod poduszki nóż, który zawsze trzyma podczas snu. Tylko raz w życiu tego nie zrobił. Była to noc z Paolą...
Ubrał na plecy łuk, wsunął miecz do pochwy i wyszedł z kajuty. Od razu przywitał go głos Luisa.
- Księżniczka wstała, haha! - krzyknął
Zabójca nie dał się sprowokować takimi tekstami.
- Za ile będziemy w Abregado? - spytał
Luis podszedł do Ravcore. Nosem prawie dotykał jego torsu. Nie spojrzał na niego w górę.
- Idź na pokład. Ma lśnić, czaisz? - rzekł dryblas
Zabójca nic nie powiedział. W tej chwili to oni rozdawali karty, więc nie mógł wdać się w bójkę. Luis odsunął się i przepuścił mężczyznę.
Ravcore wyszedł na pokład. Od razu poczuł zapach świeżych ryb. Zaczepił go Mario.
- Do armat! - krzyknął mu przez uchem i uciekł do steru
Po chwili przyszedł Edward
- Nie zwracaj na niego uwagi. To szaleniec i stary dureń. Dobrze się spało? - zmienił temat
- Ta - odpowiedział chłodno.
- To dobrze. Za chwilę będziemy wyrzucać zbędny balast. Pomożesz nam - Edward odszedł wskazując beczki z odpadkami.
Ravcore zaczął przenosić beczki pod ster burtę. Były ciężkie, dlatego postanowił je przeturlać po pokładzie. Było ich z 6. Gdy skończył, podszedł do niego Luis.
- Daj to, bo sobie ręce połamiesz, ha ha! - zaśmiał się
Dryblas zaczął podnosić beczki i wysypywał z nich odpadki do wody. Ravcore odwrócił się w stronę Edwarda. Poczuł się niekomfortowo.
Nagle Luis złapał za nogę Ravcore i podniósł w górę. Zabójca zaczął zwisać głową w dół. Rzucił nim o pokład powodując duży huk i ból u mężczyzny. Leżał na plecach.
- Ravcore... Myślałeś że jesteś anonimowy po tym jak pracowałeś z Malacathem? - spytał Edward, Mario stał przy sterze i nic nie reagował
Luis kopnął Ravcore, ten odleciał na drugą stronę statku i poobijał się. Mario nie reagował i zajmował się sterem.
Dryblas szybkim krokiem podszedł do leżącego bohatera i próbował go wziąć do góry. Ravcore w porę wysunął sztylet z rękawa i wbił go w nadgarstek Luisa. Dryblas krzyknął i odsunął się od wstającego już zabójcy. Luis ustał przy Edwardzie, który wyjął już szable.
- Nie masz dokąd uciec - powiedzial Edward.
- Twój łeb jest warty krocie! - dodał i ruszył na Ravcore
Bohater szybko wyjął miecz i zablokował cios. Odepchnął Edwarda, jednak przy nim bym już Luis. Zabójca zamachnął się, jednak dryblas chwycił miecz i wyrwał go z ręki Ravcore. Momentalnie zareagował i prześlizgnął się gładkim ruchem pod nogami Luisa, wbijając kolejny sztylet w lewą łydkę. Dryblas uklęknął ale nadal trzymał miecz Ravcore.
Edward wyjął drugą szable. Zaczął machać w stronę mężczyzny, jednak każde ciosy były omijane. W końcu Ravcore dostał. Ostrze przecięło materiał i lekko uszkodziło udo. Zabójca kopnął po tym Edwarda, odsuwając go od siebie. Wyjął różdżkę i już miał uśmiercić Edwarda, gdy nagle za rękę chwycił go Luis. Uniósł w górę i rzucił na pokład. Po tym powtórzył ruch jeszcze raz, tym razem mocniej. Ravcore leżał na plecach, zwijał się z bólu.
- Luis, dobij go! - krzyknął Edward
- Mały robaczek, ha ha ha! - zaśmiał się dryblas
Podniósł nogę i zamierzał zmiażdżyć głowę zabójcy.
Nagle wszyscy usłyszeli zaklęcie.
- Bombarda Duo!
Zaklęcie uderzyło w Luisa i wywaliło go za statek. Z krzykiem wpadł do wody. Zaczął się topić, bo nie umiał pływać.
- Ty stary dziadu! Bombarda! - odkrzyknął Edward
Zaklęcie na szczęście tylko lekko odrzuciło Mario.
Edward chciał jak najszybciej dobić leżącego Ravcore. Zaczął do niego biec. Gdy był już wystarczająco blisko, zabójca chwycił leżący obok niego miecz i wystawił przed siebie. Wstał i nagle miecze starły się ze sobą.
- Nawet nie wiesz ile dasz mi szczęścia, gdy będziesz martwy! - krzyknął
Ravcore odepchnął lekko Edwarda. Mężczyzna od razu chciał ponownie zaatakować, ale przecenił swoje umiejętności. Zabójca uniknął ciosu, nadepnął na szable. Edward wypuścił jedną szable, drugą próbował wymierzyć kolejne cięcie. Ravcore zablokował i skontrował. Rzucił szybkim ruchem sztylet który wbił się w ramię Edwarda, a zaraz po tym się zamachnął. Mężczyzna upadł na kolana, a obok niego leżała już jego głowa. Zabójca splunął na martwego już Edwarda i poszedł do Mario, który już się pozbierał.
- Żyjesz? - spytał
- Tak! Szczury lądowe! - mówił Mario
- Dzięki za pomoc... - dodał Ravcore
- Nie ma sprawy! Mario jestem! - wystawił rękę
- Ravcore - podał rękę.
- Kim byli ci dwaj? - spytał po chwili
- Szabrownicy! Przeklęci złodzieje! Wyrzucili moją załogę i sami mianowali się kapitanem! Ciągnęli ze mnie haracz, arr! - krzyknął
- Koniec tych pogadanek! Szoruj pokład! Abregado za horyzontem!
Ravcore obrócił się. Ujrzał blask słońca, który padał na wodę przed kutrem. Na przodzie ujrzał rozpoczynającą się wyspę.
- W końcu dom... Abregado... - powiedział do siebie Ravcore
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-September-2020 19:15:32 przez troox.)
17-September-2020 19:15:12
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Niedostępny
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 25
Dołączył: Feb 2020
46
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

MineGold: 0.00
Post: #5
RE: Ravcore - niedokończona historia zabójcy z Magic World
Epizod 5
69 dni od zabicia Malacatha
Strata

Kuter dotarł do portu w Abregado.
- Wysiadaaać!! - krzyknął Mario
Ravcore zszedł z pokładu. Po raz ostatni spojrzał się na Mario, z którym przypłynął. Pomaszerował wgłąb wyspy. Szedł przez stanowiska handlowe i stragany. Słyszał krzyki bawiących się dzieci, kupców i przygrywającą skoczną muzykę. Ravcore wyjął z kieszeni spodni kartkę. Na niej był napisany adres jego domu rodzinnego. Nie było go w nim prawie 6 lat. Zapamiętał co było napisane na kartce i zaczął iść pod wskazane miejsce.

Po godzinie marszu dotarł pod starą kamienice. Była zdewastowana.
- Inaczej pamiętam to miejsce... - powiedział do siebie po czym zapukał
Nie dostał odpowiedzi, dlatego zapukał drugi raz. Tym razem usłyszał głos starszej kobiety.
- Już idę, idę!
Po chwili zabójca ujrzał starszą kobietę w drzwiach. Zrobiło mu się lepiej na jej widok. Kobieta od razu poznała syna.
- Ravcore...? To ty? Synu... - powiedziała ze łzami w oczach i przytuliła się do niego
- To ja matko... - odpowiedział
- Nie było cię tyle lat... Wchodź do środka! - mówiła
Mężczyzna z kobietą weszli do środka. Matka zrobiła mu ciepłą herbatę, jedzenie i wspólnie usiedli przy stole.
- Czego szukasz u starej matki? - spytała żartobliwie
- Długo by opowiadać... - odrzekł
- Nie widziałam cię od czasu gdy dostałeś zlecenie w Abregado. Opowiadaj, jestem ciekawa.
- Pracowałem dla Malacatha. Od tego to wszystko się zaczęło. Bractwo upadło, Mike i reszta zginęła. Ocalał tylko ja i Connor. Teraz jestem ścigany przez ministerstwo i łowców głów.
- Connor jest bezpieczny? - spytała
- Tak, matko. Mieszka w Hammersteel i nikt nie wie że należał do bractwa.
- Dobrze że już jesteś w domu... - powiedziała kobieta
- Nie będę długo. Nie chce ci sprawiać kłopotów - mówił Ravcore.
- Nie sprawiasz przecież, co ty mówisz - zaprzeczyła kobieta.
- Teraz nie. Za kilka dni mogą wiedzieć gdzie się ukrywam, a wtedy mogą zrobić coś tobie. Nie mogę na to pozwolić - ostrzegł.
Ravcore długo jeszcze rozmawiał z matką. Poszedł spać dopiero późnym wieczorem.

Po przebudzeniu cały dzień spędził w domu pomagając matce przy obowiązkach. Kolejne dni mijały mu tak samo. Któregoś dnia jednak postanowił wyjść z domu zrobić drobne zakupy na następne dni. Po kilkudziesięciu minutach zaczął wracać do domu. Gdy doszedł do kamienicy, ujrzał otwarte na oścież drzwi. Puścił torbę z zakupami i zamienił się w wozaka. Wspiął się po budynku i wszedł do odpowiedniego okna. Na jego szczęście było uchylone. Wszedł do mieszkania matki i usłyszał krzyki.
- Pytam jeszcze raz. Gdzie on jest?!
- Nie ma go już na wyspie! - odkrzyknęła kobieta ze łzami
Ravcore wpadł do pomieszczenia gdzie działa się akcja. Było tam 3 zbirów. Zabójca zmienił się w człowieka, wyjął łuk i strzelił w jednego z nich. Dostał w głowę i od razu osunął się na podłogę. Matka krzyknęła ze strachu. Drugi zanim się obejrzał, już był w objęciach Ravcore. Zarzucił mu łuk na szyję i podduszał. W tym samym czasie trzeci chwycił jego matkę i przystawił nóż do gardła.
- Puść ją! - krzyknął Ravcore i szarpnął zbirem, który coraz bardziej się dusił
- Ravcore... Mój szef na ciebie poluje. Od kilku dni obserwujemy budynek i całą okolicę. W końcu się zjawiłeś, haha! - zaśmiał się
- Zostaw go, to nic się jej nie stanie! - dodał
- Ravcore... Nie słuchaj go... - powiedziała matka
- Daj się pojmać po dobroci, a starucha będzie żyć! - zastraszył zbir
Ravcore puścił zbira. Ten trzymał się za gardło i stanął za zabójcą.
- Teraz ją puść - rzekł patrząc się na załzawioną matkę.
- Zależy ci na niej? Myślałem że w tym interesie nie ma czasu na jakiekolwiek przywiązania - powiedział zbir.
- Teraz! - dodał
Nagle zbir wbił nóż w brzuch matki Ravcore, a drugi próbował się rzucić na zabójcę. Mężczyzna w pore wyjął sztylet i wbił go w brzuch przeciwnika. Drugi wysunął mu się z rękawa i rzucił go w ostatniego zbira. Dostał w kolano i uklęknął z bólu. Ravcore podbiegł i kopnął go w szczękę, nokautując go. Zaraz po tym spojrzał na konającą matkę.
- Matko... - uklęknął przy niej i podtrzymał głowę
- Pamiętaj że jesteś silny... Zawsze byłam z ciebie dumna, mój synu...
Matka drgającą ręką przejechała po poliku zabójcy i zamknęła oczy. Zmarła na rękach Ravcore... Mężczyzna uronił łzę, pierwszą od kilkunastu lat.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-September-2020 18:36:51 przez troox.)
20-September-2020 18:36:30
Znajdź wszystkie posty Odpisz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości