Najlepsze Serwery Minecraft w Polsce!
   Witaj serdecznie na forum gdzie znajdziesz swój ulubiony Serwer Minecraft                                        
         

Serwery Minecraft

Witaj, Serwery Minecraft - nie przypadkiem znalazłeś największe forum internetowe Minecraft w Polsce Serwery Minecraft 1.7, 1.8, 1.9, 1.10, 1.11, 1.12, 1.13, 1.14, 1.15 które tu znajdziesz pozwolą Ci miło spędzić czas, poznasz nowych wspaniałych ludzi i przeżyjesz fantastyczne przygody! Jednoczymy ludzi uwielbiających Gry i Minecraft! Zagraj z Nami i odkryj fantastyczne Serwery No Premium! Zobacz co oferuje polecana przez Nas

Lista Serwerów Minecraft



Zarejestruj się bezpłatnie na forum! Oto niektóre z przywilejów:
  • Zakładaj nowe wątki oraz aktywnie w nich uczestnicz,
  • Odblokuj możliwość pisania na Shoutboxie (czat),
  • Ogranicz ilość wyświetlanych reklam,
  • Zdobywaj odznaczenia oraz reputacje,
  • Znajdziesz tutaj darmowe poradniki Minecraft,
  • Odblokuj dostęp do ukrytych działów, tematów i linków,
  • Spersonalizuj swój prywatny profil,
  • Uczestnicz w forumowych konkursach,
  • Pamiętaj to nic nie kosztuje, MineSerwer.pl to darmowe forum internetowe na którym dowiesz się jak zainstalować minecraft oraz jak grać w minecraft!
Szukałeś Serwerów Minecraft? Znalazłeś! Zarejestruj się, a zagraj z nami!

               
serwery minecraft


✿ Dni Eventowe w każdą sobotę ✿

Tymczasowa zmiana nazw domenowych Naszych serwerów - informacja

♦ Rekrutacja Policjantów MineSerwer - PAŹDZIERNIK 2021 ♦

♥ NOWY SERWER GŁOSOWY - DISCORD ♥


 
Ocena wątku:
  • 2 Głosów - 4.5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Autor Wiadomość
troox Niedostępny
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
74
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #1
[MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Siema
W tym wątku poruszać będę wątki i historie postaci, które nie zostały wytłumaczone w Magic World 3, a nie będą poruszane w Magic World 4
Jeśli ktoś jest chętny to wątek jest otwarty, możecie dodawać swoje historie



Epizod I "Koniec i początek" (Przeczytaj po zakończeniu RP Magic World 3)
Rok: październik 2075
Obrzeża miasta Skingrad
Kraina pogrążyła się w chaosie. Podzieliła się na dwa fronty, które od dziś będą rywalizować i nieustannie się kłócić. Czarodzieje przez te kilka miesięcy byli zabijani przez ludzi, a teraz zostali całkowicie wygnani z miast. 90% czarodziei porzuciło swoje domy i wyemigrowało na Kartis, a to przecież liczba ponad 300 tysięcy nowych mieszkańców. Pozostałe 10% zostało na wyspie Magic World, skryci gdzieś na obrzeżach miasta, bądź po prostu mieszkający w miastach za sprawą tego że porzucili życie czarodzieja. Malacath od zawsze był patriotą ale i też egocentrykiem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego że zostając na tronie bez problemu mógłby stłumić rebelie, jednak co wtedy... Niszcząc Amona nie miałby szansy na racjonalne zniknięcie, a za sprawą wojny domowej mógł zostać uznany za zaginionego bądź zmarłego. Elf po raz kolejny wybrał mniejsze zło, jego zdaniem lepsze. Wolał oddać władze i narazić tym samym życie wszystkim czarodziejom. Z drugiej jednak strony nie włączył w konflikt elfów, po to by chronić swoich pobratymców. To jednak nie było prawdziwym powodem, dla którego Lord oddał władze...
Kilka kilometrów od portu w Skingrad stała łódź, mały szkuner z białymi żaglami. Wschodzące słońce oświetlało ocean i błyszczący się pokład. Na statku stała jednak jakaś kobieta. Była ubrana w dość przeciętny strój w postaci beżowej sukni, a w kruczoczarnych włosach miała opaskę. Jej zielone oczy rozglądały się z niecierpliwieniem na ląd. Co chwilę z ogromnego zdenerwowania zaciskała i rozluźniała pięści, patrzyła na swoje dłonie i co kilka minut wzdychała. Po bardzo długiej chwili wyczekiwania jej oczy zamarły na widok mężczyzny, który wyłonił się z lasu. Po chwili zrobiły się szklane, a gdy ten zaczął wchodzić po stalowej kładce na statek, wypowiedziała pierwsze słowa łamiącym się głosem.
- Malacath... Jesteś...
Elf podszedł bliżej kobiety i objął ją czule.
- Zapewniałem że przyjdę - odparł niskim głosem.
Kobieta co chwilę pocierała jego plecy, jakby nie widzieli się przez co najmniej kilka lat...
- W radiu mówili że Amon przejął krainę... Panuje chaos, bałam się że coś ci się stało - mówiła ze łzami szczęścia w oczach.
- To już nie moja sprawa... - odpowiedział nagle
Para oderwała się od siebie po czym Malacath gładkim, jednym ruchem zdjął swoją maskę. Jego czerwone oczy zaświeciły się od ujrzenia kobiety "na żywo" a nie przez obraz soczewek. Normalnym, nie modulowanym głosem dodał.
- Teraz zaczynamy nowy rozdział...
Malacath spojrzał sentymentalnie na swoją maskę. Kryło się za nią bowiem kawał historii, wspomnień dobrych i złych. Teraz na wschodzie słońca to wszystko się kończyło. Coś jednak się zaczynało... Nowa podróż Malacatha, ta lepsza... Po chwili spojrzał na ster, gdzie stał jego stary, dobry kompan. Były legionista Oghma Infinium, potężny mag i przyjaciel. Dagon... Malacath kiwnął do niego lekko głową i uśmiechnął się przyjacielsko. Dagon od razu zrozumiał polecenie i chwycił ster. Statek zaczął powoli odpływać w nieznane, w stronę wschodu słońca.
- Jest coś jeszcze, co muszę zrobić... - powiedział nagle elf
Zamyślony podszedł bliżej lewej burty. Pochylając się lekko w przód, wyciągnął rękę i zamoczył dłoń mówiąc szeptem.
- Od... Ah viing...
Po chwili usłyszał w swojej głowie cichy ryk krakena. Poczuł również rękę Ynareph na swoim ramieniu.
- Jesteś wolny. Thurri... - dodał wstając
Razem z kobietą wpatrywali się przez chwilę w milczeniu w oddalający się ląd.
- Więc... Co teraz? Mówiłeś że... - zaczęła kobieta
- Zabiorę cię na naszą wyspę... Gdzie będziemy bezpiecznie wychowywać naszego syna - odrzekł uśmiechając się lekko do niej.
Ynareph objęła lekko Malacatha wtulając się w jego bok. Razem stali i patrzyli na coraz dalej oddalający się ląd. Malacath w końcu czuł, że jego historia dobiega końca i zakończył ją najlepiej jak mógł. W oczach ludzi był wielkim, okrutnym elfem, i nie chciał tego zmieniać. Wciąż kochał swoją ojczyznę, Daggerfall, wciąż myślał o swoich braciach i siostrach. Tym razem jednak Mroczne Elfy będą musiały radzić sobie bez Malacatha... Cały Magic World z pewnością nie zapomni o Malacathie. Dzisiaj Lord znalazł się w gablocie najpotężniejszych... W gronie z Oculusem, Neclarem, Carrabothem, Cecillią i innymi potężnymi osobistościami. Dzisiaj przygoda Malacatha kończy się dla ludzi, a zaczyna ponownie dla nielicznych...
Nie było mu ani trochę szkoda Harkona, bo wiedział że wybrał dobrze oddając władze Amonowi. Poniekąd widział w ich sporze siebie oraz Neclara, jednak nie przejmował się tym. Czuł, że Harkon nie żyje.
Objęty Malacath przez Ynareph w końcu dostrzegł co tak naprawdę jest najważniejsze i za czym tęsknił przez ostatnie 5 lat...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-September-2021 21:44:08 przez troox.)
26-September-2021 13:42:30
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Hobbs
Wspieram Forum

Liczba postów: 6969
Dolaczyla: Jan 2012
Reputacja: 777

MineGold: 777.77

Serdecznie polecamy serwis który pomoze Ci zdobyc Ci polubienia, subskrybcje, followersów i rozbudowac Twoje socialmedia!
troox Niedostępny
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
74
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #2
RE: [MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Epizod II "Naprawić stare błędy" (Przeczytaj po zakończeniu RP Magic World, bądź po przeczytaniu strony 60-61 w RP MW3)
Rok: początek 2070
Kartis, wieś Hamada
Klimat krainy zawsze był dość ciepły. Dzisiejszej nocy było jednak zupełnie inaczej. Tak, jakby matka natura wiedziała że niedługo wydarzy się coś okropnego... Coś, co może zmienić i namieszać w krainie bardzo wiele.
Hamada była dość sporą i dobrze prezentującą się wsią. Domy choć były drewniane i nie wyglądały luksusowo to były bardzo zadbane. W środku jak i na zewnątrz. Z wielu domów unosił się dym z komina, a światła z ich wnętrz wydostawały się poprzez okna obite drewnianymi, pięknymi zdobieniami. Wieś posiadała kilka karczm, lecz tylko jedna nie miała konkurencji. Nikt nie był w stanie z nią rywalizować. Wszystko było spowodowane nie tylko dobrymi cenami, ale i rodzinną atmosferą. Czuć było jak karczma żyje własnym życiem. Wchodząc do niej wiele osób się uśmiechało i na samym progu śmiało.
Właśnie w tej karczmie wszytko się zaczęło... To ta karczma, a raczej jej jedyny gość stworzył Amona. Wywołał nieświadomie drugą wojnę domową na przestrzeni 5 lat. Mężczyzna był ponad dwumetrowym osiłkiem, wliczając w to jego czarny, przepasany żyletkami na jego obrębie cylinder, musiał mocno schylić się wchodząc do karczmy. Miał na sobie białą maskę z koślawie wyciętymi otworami na oczy. Całość przypominała materiałowi worek, który złączony był do jego białej koszuli. Na sobie miał czarny, wyglądający na trwały deszczowy płaszcz, do tego czarne spodnie i przypominające czarne, mosiężne wojskowe buty. Mężczyzna siedział w kącie karczmy, w miejscu gdzie padało najmniej światła. Była tam kanapa narożna ze stolikiem. Po obu stronach siedzieli mężczyźni, ubrani w zwykłe, mało wyróżniające się stroje. Jeden w zaciśniętej ręce miał białą, materiałową kominiarkę z otworami na oczy i usta.
Tymczasem przy ladzie karczmy dziś nocną zmianę miała piękna, czarnowłosa kobieta. Wiele mężczyzn próbowało ją podrywać ze względu na jej piękne, czarno-brązowe oczy. Na głowie miała kaptur, a dekolt był delikatnie odsłonięty. Pomimo swojego wieku nie wyglądała bardzo staro, wręcz przeciwnie... Jak na jej wiek trzymała się bardzo dobrze. Do lady po chwili podszedł mężczyzna, dobrze zbudowany o niskim głosie.
- Trzy piwa babo - powiedział oschle rzucając na blat garść monet.
Kilka złotych monet wypadło poza blat, spadając pod nogi kobiety. Czarnowłosa barmanka patrząc się przez chwilę w milczeniu na osiłka chciała coś powiedzieć, jednak uprzedził ją pewien mężczyzna, który zauważył całą sytuację i postanowił zainterweniować.
- Grzeczniej... - powiedział podchodząc obok kobiety
- Bo co? - odparł pewnie osiłek
Mężczyzna już miał coś odpowiedzieć, gdy zagłuszyła go kobieta.
- Daj spokój... - rzekła do niego. - Zaraz podam - dodała patrząc z uśmiechem już na osiłka.
Osiłek uśmiechnął się lekko i zaczął odchodzić mówiąc coś pod nosem.
- Nie możesz dawać się tak traktować - powiedział nagle mężczyzna i pozbierał monety z ziemi.
- Dam sobie radę - odparła z uśmiechem kobieta patrząc jak wkłada monety do kasy.
Mężczyzna pokiwał tylko lekko głową zamykając kasę.
- Nie dąsaj się - powiedziała rozluźniając sytuacje i położyła rękę na jego plecach, lekko masując.
- Nie miałeś przypadkiem pomóc Alyssi w polowaniu? - dodała patrząc na niego poważnie
- Właśnie wychodziłem - odparł odwzajemniając wzrok. - Miała na mnie zaczekać, ale tak rzadko do nas zagląda, że już zapomniałem jaki ma charakter - dodał.
- Nie gniewaj się na nią - powiedziała kobieta zdejmują rękę z jego łopatek. - Ma to po tobie - dodała z uśmiechem.
Mężczyzna po chwili również uśmiechnął się sentymentalnie po czym pocałował kobietę w polik i wyszedł z karczmy tylnym wyjściem...
W tym samym czasie osiłek zamawiający piwa podszedł do kąta, w którym siedział tajemniczy mężczyzna.
- Gdzie byłeś? - spytał niskim, spokojnym głosem
- Zamówiłem nam piwa szefie - odparł siadając do stolika na przeciwko niego.
- Pozwoliłem ci na to? - spytał retorycznie, nieco groźniejszym głosem
- Nie... - odparł posmutniałym głosem
Nagle zagadał do niego mężczyzna siedzący po jego prawej stronie.
- Jyggalag, już czas... Obserwator nie zauważył niczego podejrzanego pod chatą - powiedział.
Mężczyzna w cylindrze uśmiechnął się pod maską, po czym wstał, włożył rękę do mieszka przy pasie i wysypał garść monet na stół. Hałas toczących się po stole monet był tak duży że większość ludzi w karczmie obróciła się w stronę stolika. Nastała chwilowa cisza.
- To za miłą obsługę - powiedział patrząc na barmankę z uśmiechem.
Po chwili rozległ się dźwięk odsuwanych krzeseł po podłodze od stolika, Jyggalag spojrzał ostatni raz na kobietę za ladą i zaczął wychodzić. Za nim wyszło kilkoro innych mężczyzn. Po chwili odgłosy rozmów wróciły, a kobieta za ladą zabrała się do zbierania zamówień...
Kilka minut później Pyke oraz pozostali mężczyźni znaleźli się już przed celem. Był to dom rodziny Farellów. Od jego drzwi dzieliło całą bandę kilka metrów. Jyggalag obserwował dom przez kilka kolejnych sekund, aż nagle dostrzegł w oknie ruch. Był to delikatny ruch firanką.
- Jest w środku... Zaczynamy - powiedział niskim głosem z uśmiechem pod maską.
Dwójka mężczyzn podeszła pod drewniane drzwi. Wycelowali w nie różdżkami i wysadzili. Drzwi wyleciały w powietrze, rozerwały się na kawałki. Jyggalag wszedł do chaty jako pierwszy. Stanął przez chwilę w progu i wziął głęboki, słyszalny oddech.
- Ahh... Wiem że tu jesteś - rzekł.
Po chwili zaczął iść wgłąb chaty, jego mosiężne buty powodowały skrzypienie desek pod nim.
- Powiedz... Gdzie jesteś... - powiedział cichym, spokojnym głosem
Nagle zza zasłony wyskoczyła kobieta w podeszłym wieku. Miała lekko siwe włosy spięte w koka i wiele zmarszczek na twarzy. Uderzyła z krzykiem Pyke'a z metalowego pręta w głowę. Uderzenie było na tyle szybkie, że mężczyzna nie zdołał zrobić uniku. Było jednak na tyle słabe, że dosłownie nic nie poczuł, a sam pręt zgiął się przy uderzeniu. Kobieta upuściła pręt i przestraszona zaczęła cofać się w tył, do salonu.
- Przestań się bawić... - zaczął mówić przykładając dłonie do karku
- Nie lubię czegoś takiego... - mówił spokojnym głosem, strzelił karkiem i spojrzał na wystraszoną kobietę wypuszczając głośniej powietrze z nosa
- Gdzie jest Istredd? - spytał nagle podchodząc bliżej, po chwili wyjął różdżkę zza pazuchy
- Nic ci nie powiem! - krzyknęła kobieta ze łzami w oczach
Pyke zbliżył się do niej już bardzo blisko, na tyle że mógł jej przywalić. Nagle to zrobił, z otwartej dłoni uderzył ją prosto w głowę.
- Gdzie on jest! - krzyknął nagle do kobiety widząc jak ta upada na plecy
Kobieta jednak mu nie odpowiedziała. Jedyną odpowiedź jaką Pyke usłyszał były jej łzy, które kapały na jej suknie. Jyggalag natomiast wsłuchiwał się w jej szlochanie. Nagle zacisnął pięść i wymierzył różdżkę...
- Avada Kedavra!
Zielone światło błysnęło w całej chacie. Płacz kobiety się urwał, a zaczął lekki, spokojny śmiech Jyggalaga. Trwał on kilka sekund, do momentu gdy nie podszedł do niego jeden z jego ludzi...
- Szefie... Nikogo nie ma w domu. Przeszukaliśmy cały dom - rzekł.
Jyggalag nagle odwrócił się z kamienną i poważną już miną. Rozejrzał się na bałagan który zostawili jego ludzie po czym oschle odrzekł.
- Obserwujcie dom jeszcze przez kilka dni. Może się zjawi.
Zaraz po tym Jyggalag wyszedł z domu, a za nim dwójka osiłków, którzy wcześniej z nim weszli. Stanęli przed domem i ujrzeli jak dwoje innych mężczyzn wchodzi do domu z kanistrami paliwa. Zaczęli rozlewać całą ich zawartość po całej chacie.
- Co teraz zrobimy szefie? - spytał nagle osiłek niskim głosem
Minęła chwila nim Jyggalag odpowiedział. Widział, jak jego ludzie wychodzą z pustymi kanistrami z chaty.
- Teraz? - rzekł niskim głosem wpatrując się jak jego człowiek wyciąga zapalniczkę
Nagle dom wybuchł. Płomienie wystrzeliły z okien, przez komin i piwnice. Wybuch był na tyle głośny że słychać go było w Hamadzie. W oczach Pyke'a widać było odbijające się płomienie. Stał jeszcze tak przez chwilę w milczeniu patrząc na płonący budynek.
- Wracamy do Berlina - powiedział nagle niskim głosem.
Po chwili z budynku wydostała się kolejna eksplozja...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-September-2021 21:43:48 przez troox.)
26-September-2021 21:33:27
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Niedostępny
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
74
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #3
RE: [MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Epizod III "Powrót do domu"
Rok: ???
Świat Mugoli, strefa 51 w Nevadzie
Światło księżyca oświetlało mury bazy. Mimo nocy temperatura była bardzo wysoka, a żołnierze patrolujący bazę widocznie byli znużeni swoją funkcją. Cały teren bazy był ogromny, a w jego centrum stało kilkanaście hangarów. Wszystkie były doskonale strzeżone i nawet mysz nie mogła przecisnąć się przez te zabezpieczenia. Jeden z hangarów był dziś wyjątkowo bardziej strzeżony. W środku panował względny spokój, jednak w środku każdy niepokoił się nowo przybyłym obiektem badań...
- Stracił tętno, serce przestało bić. Zgon szacuje na kilkanaście godzin temu - zaczął naukowiec.
Na dużym stole przed nim był zapięty pasami i kajdanami nieprzytomny Harkon. Miał on kilka widocznych dziur w pancerzu od kul.
- Obrażenia wewnętrzne... Brak - mówił wciąż.
W pomieszczeniu było biało, lampy oświetlały stół operacyjny na którym leżał nieprzytomny elf. Nie było słychać dosłownie nic, żadnych dźwięków z zewnątrz. Pomieszczenie było bardzo dobrze wytłumione i klimatyzowane.
- Wykonaj sekcje zwłok, systemy mogły wprowadzić nas w błąd - odparł nagle jakiś wysoko postawiony naukowiec.
Naukowiec kiwnął głową i wziął z małego, białego pojemnika skalpel. Zaczął przybliżać ostrze do głowy elfa.
Gdy naukowiec miał już nacinać jego skórę, nagle coś zapikało. Była to maszyna od sprawdzania bicia serca i tętna podłączonego do niej organizmu. Mężczyźni od razu spojrzeli na urządzenie.
- To coś odzyskało parametry życiowe... - powiedział zaskoczony naukowiec patrząc na ekran
- To... Niemożliwe. Sam z siebie by się nie ożywił - dodał.
Nagle naukowcy poczuli dziwne uczucie w środku. Poczuli zamęt w głowie, ból i poczuli strach. Na ich skórach pojawiła się gęsia skórka.
- Wezwij kogoś do pomocy, coś się ze mną dzieje - powiedział jeden z naukowców chwiejąc się lekko.
Wnet Harkon otworzył oczy. Jego czerwone ślepia zaczęły rozglądać się po całym suficie. Nie wiedział gdzie jest i co tu robi. Pamiętał jednak, co zrobił mu Jyggalag... Naukowcy byli zbyt zajęci i zakłopotani by cokolwiek zauważyć.
- Idę po doktora - powiedział naukowiec.
Harkon słysząc jego głos lekko się szarpnął. Naukowcy od razu podskoczyli ze strachu i odwrócili się. Było jednak za późno... Elf kolejnym ruchem rozerwał kajdany, następnie napiął mięśnie i kolejne pasy zleciały z niego bez żadnego problemu.
- Czym... Kim jesteś? - spytał przestraszony naukowiec
Mężczyźni wiedzieli, że pomieszczenie było monitorowane i zaraz ktoś wejdzie im pomóc. Niestety, nic bardziej mylnego... Mrok Harkona był tak duży, że kamery przestały działać i zatrzymały się na jednej klatce, akurat w momencie gdy naukowcy wyszli poza jej zasięg patrzenia. Obserwujący kamerę nie miał pojęcia, co dzieje się w pomieszczeniu...
Elf wstał nagle ze stołu operacyjnego. Był wyraźnie wyższy od naukowców. Patrzył na nich przenikliwym wzrokiem, jego czerwone ślepia wzdłuż i wszerz obserwowały dwójkę mężczyzn. Po chwili Harkon wziął pierwszy od długiego czasu oddech. Naukowcy od razu lekko się cofnęli, nie wiedząc co znaczy mroczny dźwięk wydobywający się z jego respiratora. Słysząc go poczuli jeszcze większy strach. Harkon w milczeniu rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie widział swojej siekiery, ale czuł że jest gdzieś w hangarze.
Nagle zrobił krok w przód, a naukowcy od razu ze strachu zasłonili się rękoma. Elf doskonale czuł ich emocje, widział jak bardzo są wystraszeni. Po chwili patrzenia na nich, Harkon bez zawahania krzyknął:
- Yol!
Naukowcy zaraz zajęli się ogniem, zaczęli płonąć i topnieć. Po krótkiej chwili zostawili po sobie jedynie stos pyłu.
Młody Elf zaraz po tym zaczął się koncentrować. Grube mury tego pomieszczenia utrudniały zlokalizowanie siekiery, ale po chwili namysłu udało mu się to. Elf wyciągnął rękę. Minęło kilka sekund, nim siekiera doleciała do jego dłoni. Oręż znajdował się w zupełnie innym pomieszczeniu, znajdującym się kilkaset metrów od tego w którym był Harkon. Nim doleciał do jego ręki, ówcześnie zniszczył kilkanaście ścian, zabił po drodze kilku żołnierzy i rozerwał na pół patrolowego jeepa.
- W końcu... - powiedział mrocznym głosem
Harkon usłyszał alarm, syreny rozbrzmiały na całą bazę. Rozejrzał się znów po pomieszczeniu, po czym gdzieś się teleportował...
04-October-2021 20:41:00
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Ravcore Offline
┌►GєηєRαℓ◄┘
******

Liczba postów: 311
Dołączył: Feb 2017
504
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Honor, Rewolucja

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #4
RE: [MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Epizod IV " Nowy porządek" (Przeczytaj po zakończeniu RP Magic World 3)
Rok: 2075

Odkąd Amon i rewolucjoniści przejęli Ministerstwo i cały kontynent minęło kilka dni. Mieszkańcy miast i wsi praktycznie od razu dostrzegli zmiany. 98% czarodziejów która stawiała opór i pozostała na kontynencie został pochwycona a ich moc została permanentnie odebrana przez Amona na oczach ludności Ministerstwa. Cały czas panował stał wojenny jednak niebawem miał on zostać zniesiony. Na ulicach miast roiło sie od kultystów którzy swoimi wozami, motocyklami i cieżarówkami patrolowali miasta . Na kazdym budynku, słupie czy przystanku zwisały flagi rewolucji oraz plakaty ideologi równości z podobiznami Amona...
Jednocześnie stopniowo rozpoczęto rozbudowę fabryk samochodowych które należały do Haydena Sarro. Przedsiębiorca powoli tworzył imperialną wręcz markę w której zakładach zatrudnionych zostało tysiące ludzi. Na zarobki nikt nie narzekał bo każdy otrzymywał tyle na ile zasługiwał. Inspekcje takie były możliwe dzieki zaangażowaniu kultystów w obserwacje pracowników. W bardzo szybkim tempie dzięki rozwojowi technologicznemu którym dysponowali rewolucjonisci Amona, ludność kontynentu otrzymała dostęp do nowoczesnych urządzeń ułatwiających im życie codzienne. Magia przestała bym w ogóle konieczna i niezbędna do zycia. Ludzie po tym jak czarodzieje i istoty magiczne opuścily ich miasta poczuli sie bardziej swobodnie i bezpiecznej. Kultysci dbali o porzadek oraz o spokój na ulicach miast...
Bezdomnym czy biednym było sie teraz jedynie z wyboru.. Edukacja oraz rynek pracy ożywiły się na nowo. Ludzie uwielbiali Amona za to ze dał im szanse na lepsze zycie, z dala od prześladowań ze strony magów.. dał im wolność i prawa o które tak długo się domagali..
Maraal jako prawa ręka Amona został szybko awansowany z rangi kapitana na komandora. Stał się dowódca sił zbrojnych oraz ministrem spraw wojskowych i militarnych. Jego głos zaraz po Amonie był najwazniejszy na całym kontynencie.
Tydzień po przejęciu władzy Ministerstwo Magii przestało już kompletnie funkcjonować. Urząd został przekształcony w parlament kontynentalny w którym pierwsze skrzypce mieli grać niemagiczni obywatele. Amon sam nie zamierzał prowadzić wojen z żadnym z narodów dlatego też oznajmił iz Parlament będzie instytucją międzyrasową. W owym urzędzie swoich przedstawili mieli mieć elfy, wampiry, nieumarli, czarodzieje, syreny oraz istoty ludzkie.
Tym samym Hrabia Baldur czy Isabella otrzymali pozwolenie Amona na dalszą działalność, jednak jedynie pod jego protektorem.
Bardzo szybko rozpoczęto też prace nad stworzeniem stolicy państwa niemagicznych obywateli. Amon wahając sie pomiedzy Racon City a Ministerstwem ostatecznie wybrał Ministerstwo. Co więcej jednak ze względu na sentyment do Racon City postanowił zmienić jego nazwę na Valhirm.
W ciągu kolejnego miesiąca w Riven Port oraz w samym Ministerstwie powstały ogromne , ponad 40 metrowe posagi z czystego metalu przedstawiajacego Amona z wyciągniętą ręką do przodu. Inicjatywę tą wymyslił Hayden Sarro który sfinansował oba te projekty. Pod kazdym pomnikiem widniała duza metalowa tablica na której było napisane: "Najwyższy Wódz - Amon - Zbawca ludzkości"
Pomniki robiły wrażenie w oczach nawet samej Isabelli która jako jedyna wiedziała jak tak naprawdę wygląda Amon pod swoją mroczną maską..
W przeciwieństwie do Malacatha czy Cecili, Amon bardzo często pojawiał sie publicznie na pokazach aby spotkać sie z ludem i swoimi zwolennikami. Obiecywał wiele rzeczy które jak sie okazało szybko sie spełniały, nic wiec dziwnego ze ludność była zafascynowana jego osobom mimo iz tak naprawde nie mieli pojęcia kim w rzeczywistości jest..
Nieumarli z Abregado przestali przypływac na kontynent. Postanowili odizolować się od spraw krainy zawieszając tym samym morskie połączenia handlowe z Dohl de Lokke do Riven Portu. Jednoczesnie jednak zacisneli więzi z syrenami wspolnie kontrolując południową część krainy.
Mimo zapowiedzi braku zainteresowania prowadzeniem konfliktów, Amon kontynuował zbrojenia i dzięki pomocy Maraala , Haydena Sarro oraz nowoczesnej technologi był w stanie znacznie rozwinąć systemy obronne. Teraz praktycznie kazdy obywatel wiedział jak sie bronić i walczyć z magami.. Otwarcie ośrodków treningowych przez kultystów znalazło sie z wielkim zainteresowaniem ludności. Każdy po okiem kultystów mógł nauczyć się technik walki oraz blokady nerwowej używanej przez nich do paraliżowania wrogów..

Sam Amon natomiast po zburzeniu zamku balów mieszkał w swojej podziemnej bazie bardzo często myśląc o przeszłosci i czekającej krainę przyszłości.. Wiedział że dał ludziom to co Malacath swoimi czasy dał elfom.. Był z tego dumny..

[Obrazek: image.php?di=1VB2]

[Obrazek: Dnil.gif]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-October-2021 11:06:21 przez Ravcore.)
08-October-2021 20:56:14
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Ravcore Offline
┌►GєηєRαℓ◄┘
******

Liczba postów: 311
Dołączył: Feb 2017
504
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Honor, Rewolucja

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #5
RE: [MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Epizod V "Dzieciństwo" (Przeczytaj po zakończeniu RP Magic World 3)
Rok 2045

Wieś Tamrada - Pólwysep Eivar - Wyspa Kartis

Ciemności przykryły wyspę a gwiazdy otuliły nieboskłon jażąc się słabym blaskiem. Księżyc wisząc lekko nad horyzontem zatapiał końcówkę swojego sierpia w głebi oceanu. Dookoła było niezwykle spokojnie i cicho... No moze prócz słyszalnych okrzyków bawiacych się na polu dzieci. Ich zabawy wydawały sie niezwykle niewinne i beztroskie.. Proste gry w gonianego sprawiały im ogromne ilosci frajdy. Rodzice jednak nie spuszczali oka ze swoich pociech. Wiedzieli bowiem ze w pobliskich lasach czyha wiele niebezpieczeństw. Wieś nie była duża.. Składało sie na nią kilka drewnianych gospodarstw leżących dość blisko siebie. Szczegolne zainteresowanie tutejszych chlopów budził jednak jeden dom.. dom w którym mieszkała nad podziw urodzajna kobieta. Po wsi krązyły plotki że wyszła ona za elfa.. Co więcej doczekała z nim już dwójkę dzieci.. Tutejsi chlopi nie przepadali za elfami, uważali ich za podrasę niegodną do krzyżowania genów. Wierzyli że z takich współżyć moga powstac jakieś niekontrolowane mutacje..Mimo wszystko jednak nie wtrącali sie w nie swoje sprawy i swoje zdania zachowywali dla siebie.
Kobieta miała na imię Susan Farell i urodziła dotychczas dwójkę dzieci. Dwójkę zdrowych chlopców.. Pierwszy z nich liczył sobie juz 5 lat i był zdecydowanie bardziej podobny do matki.. drugi natomiast ku zaskoczeniu samej Susan znacznie bardziej przypominał ojca. Liczył on jednak sobie dopiero kilka miesięcy i nie chciał schodzić z rąk swojej matki nawet na chwile. Jego starszy brat natomiast mimo młodego wieku wykazywał się niespotykaną dojrzałością i samodzielnością. Nie lubiał bawić sie z innymi dziećmi na polu. Całe dnie uczył sie czytać i pisać. Bardzo lubił też biegać i wychodzić samotnie do lasu obserwując tamtejsza nature. Matka jednak zabraniała mu do niego wchodzić ze względu na dziką zwierzynę której było naprawde dużo. Przez swoja introwertyczną postawę bardzo czesto był obiektem smiechu wśród innych dzieci które wytykały go palcami. On jednak nic sobie z tego nie robił. Nie szukał kolegów czy przyjaciół. Czuł bowiem ze nie sa mu w ogóle potrzebni.
Pewnego razu w księzycową noc młody Istredd - bo takie imię nosił chlopiec, oddalajac się od swojego domu w którym jak zwykle jego matka opiekowała jego młodszym braciszkiem postanowił usiąść na molo i poobserwowac gwiazdy. Połozył się wygodnie na deskach i patrząc na nieboskłon myślał o tym kim chciałby zostac w przyszłości. Wielu rzeczy jeszcze nie rozumiał.. w koncu był tylko dzieckiem, jednak jego marzenia były bardzo wygórowane. Chciał aby inni mogli docenić jego talenty których tak wiele posiadał. Spodziewał sie jednak że to nie jest takie proste i wszystkie dzieci z okolicy nadal bedą sie z niego śmiały..
Jego ojciec w przeciwieństwie do matki nie nawiązywał z nim zbyt duzej więzi.. Bardzo rzadko go widywał..Wydawało sie że praktycznie w ogole się nim nie interesował. Ciagle był bowiem poza domem. Istredd nie potrafił tego zrozumieć. Nie miał nikogo z kim mógłby porozmawiać.. Jego matka ciagle była zajęta opieką nad jego młodszym bratem. Czuł sie odsunety na bok.. mimo iż w rzeczywistości wcale tak nie było. Bedąc jednak jedynie dzieckiem miał wyrzuty do swojej matki o to i bardzo czesto nie chciał z nią rozmawiać.
Chłopiec westchnął lekko i wyciągnął rękę ku niebu. Marzył o tym by zostac kimś wielkim.. chciał aby ludzie go szanowali za to kim jest.. Po chwili dostrzegł na niebie przecinającą nieboskłon spadającą gwiazde która tak szybko jak sie pojawiła tak szybko znikneła...

[Obrazek: image.php?di=1VB2]

[Obrazek: Dnil.gif]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-October-2021 11:26:29 przez Ravcore.)
09-October-2021 11:24:01
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Ravcore Offline
┌►GєηєRαℓ◄┘
******

Liczba postów: 311
Dołączył: Feb 2017
504
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Honor, Rewolucja

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #6
RE: [MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Epizod VI "Nieodkryty potencjał" (Przeczytaj po zakończeniu RP Magic World 3)

Rok 2052
Wieś Tamrada - Pólwysep Eivar - Wyspa Kartis

W pewien słoneczny poranek który zawitał do wsi Tamarda, Chlopiec o imieniu Istredd który liczył sobie teraz już 12 lat standardowo wyszedł do lasu po drewno na opał. Mieszkał on samotnie z matką już od dłuższego czasu. Ślad po jego ojcu i młodszym bracie kompletnie zniknął, zupełnie tak jakby wyparowali. On sam ledwo ich juz pamiętał.. wydawało mi się przez ten czas żył tylko z matką... Sama kobieta jednak bardzo czesto opowiadał mu o tym jak tęskni za jego ojcem.. Spodziewała się jednak że nigdy wiecej go nie zobaczy.. Istredd nie rozumiał do końca co się stało..ale nie wnikał w to.. nie tęsknił za swoim mlodszym bratem ani tym bardziej za ojcem.. Nigdy nie nawiązał z nimi poważnej więzi. Jedyna osoba którą naprawdę kochał była matka, która wspierała go cały czas. Istredd musiał nauczyć się wszystkiego sam. Majsterkowanie, łowienie ryb, opieka nad zwierzetami hodowlanymi.. To wszystko bylo na jego glowie. Nie miał czasu na spotykanie sie z innymi dziecmi które gdy on pracował, bawiły sie beztrosko w swoim towarzystwie. Wiele z nich wykazywało w sobie rowniez talent magiczny którego Istredd nie posiadał. Czesto obserwował swoich rowniesnikow z boku patrząc jak ci strzelają z rozdzek trenujac zaklęcia. Sluchał rowniez ich planów i marzeń.
"Gdy dorosnę zostanę aurorem i bedę bronił Królowej Cecili!"
" A ja ożenię się z księżniczką..." powiedział inny chlopiec
Dzieci w tej chwili wybuchły śmiechem. Istreddowi jednak nie było do śmiechu i odwrocil wzrok w inną stronę zajmujac się swoją pracą.
Chlopcy z okolic nie zamierzali jednak przepuscic okazji aby dokuczyć cięzko pracującemu Istreddowi.
" Ty znowu gonisz owce i sprzatasz po nich jak narobia na trawe.. co za przegryw.." - mowili smiejąc się
Istredd jednak ich ignorował.
Pewnego dnia Istredd dostrzegł że banda chlopców którzy opanowali swoje pierwsze magiczne tricki, zaczeli dokuczać swoim rowiesnikom którzy takowych mocy nie posiadali. Dreczyli ich na kazdym kroku zabierajac im to co mieli pod ręką grożąc przy tym pobiciem. Te doswiadczenia zaczely kreować w umysle mlodego Istredda pierwsze poglądy równosciowe..Nie cierpiał gdy lepsi dreczyli slabszych od siebie. Działo sie to wielokrotnie, w koncu Istredd nie wystrzymał i rzucając na ziemie wiadra z woda które niósł do domu postanowił dać nauczkę bandzie niesfornych chlopaków.
Akurat w tym momencie dręczyli oni malego chlopca rządając od niego pieniędzy.
- Zostawcie go... - rzekł Istredd
Banda blyskawicznie odwrociła się spoglądajac na Istredda
- O patrzcie.. znalazł sie bohater.. to ten przegryw co sprząta kupy po zwierzakach
Istredd nie odpowiedział. Patrzył na niech cały czas swoim srogim wzrokiem. W swoim sercu poczuł nagle coś dziwnego.. Jakby adrenalina..jakas dziwna siła..
- Na niego! - krzyknął lider grupy wyciagajac rozdzke.
Grad slabych zaklec posypal sie w stronę Istredda. Ten jednak ku zaskoczeniu chlopakow uniknął każdego z nich. On sam nie wiedzial jakim cudem udało mu sie to zrobić. Czuł się niezwykle lekki i szybki. Ten wyczyn jednak bardziej zdenerwował bande która rzucila rozdki na podłgę i gniewnie rzuciła się na Istredda z pięsciami. Zaczela sie bojka w której Istredd mocno oberwał. W pewnym momencie jednak wymierzył cios w ramię lidera grupy. Ten jeknął i upadł na ziemie jak sparalizowany. Reszta chlopców widząc co sie stało cofneła sie z przerażeniem. Mysleli bowiem że Istredd zabił ich kolegę. Blyskawicznie uciekli w poplochu zostawiajac lezącego na ziemi lidera i zaskoczonego Istredda.
Chlopiec nie miał pojecia co się stało. Nie wiedział jak to zrobił.. nie wiedział jak obalił tego chlopaka jednym ciosem. Spoglądał na swoje ręce w zdziwieniu nie mogąc wydobyć z siebie ani jednego slowa.
Po chwili dostrzegł że podchodzi do niego pewien starszy już meżczyzna. Istredd nie miał pojęcia jak zareagować. Obawiał się że moze ponieść konsekwencje swojego czynu.. Bał sie że jego matka bedzie zła za to że wdał sie w niepotrzebną bójkę. Bał sie ze ten meżczyzna wszystkim o tym co sie stało rozpowie. Tak sie jednak nie stało. Mezczyzna schilił się i popatrzył na Istredda spokojnym wzrokiem.
- To był ładny cios..
- Dziekuje?... - rzekł zaskoczony Istredd
- Wiem że chciałeś dobrze ale uczestnictwo w bitce nie było zbyt mądre..
- Wiem.. przepraszam.. po prostu.. nie mogłem patrzeć na to co robią.. Ludzie powinni szanowac innych ludzi.. powinni byc traktowani równo.. to niesprawiedliwe..
Mezczyzna pokiwał głową
- Masz rację..- rzekł - A teraz Chodź.. zaprowadzę Cię do domu.. i tego chlopca co obezwładniłeś też..
- Ja nie wiem jak to zrobiłem...
- Być moze posiadasz w sobie moc którą jeszcze nie odkryłeś.. Jesli chcesz mogę Ci w tym pomóc..
- Niby w jaki sposób?
- Jestem czarodziejem..na imię mi Ezghan*.. wiem coś na temat magii i jesli chcesz mógłbym Cie nauczyć kilku rzeczy w wolnej chwili.. odkryć twój magiczny potencjał..
Istredd usmiechnął się
- Z przyjemnością.. dziękuje..


*Ezghan Stary - czarodziej należacy do kregu czarodziejów z Abregado , członek organizacji czarodziejów, pózniejszy doradca Ghereta Von Avallana, Zginął w RP Magic World 2 podczas ataku nieumarłych na Riven Port.

[Obrazek: image.php?di=1VB2]

[Obrazek: Dnil.gif]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-October-2021 18:08:27 przez Ravcore.)
09-October-2021 17:09:25
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Ravcore Offline
┌►GєηєRαℓ◄┘
******

Liczba postów: 311
Dołączył: Feb 2017
504
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Honor, Rewolucja

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #7
RE: [MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Epizod VII "Romantyczna Noc" (Przeczytaj po zakończeniu RP Magic World 3)

Rok 2059
Wieś Tamrada - Pólwysep Eivar - Wyspa Kartis


Mijał rok za rokiem a konflikt pomiedzy magami a niemagicznymi obywatelami coraz bardziej sie pogłebiał. Sytuacja jednak według władz była kontrolowana a królowa Cecilia nie dostrzegała powstajacego problemu mimo iż o takowym została poinformowana. Z roku na rok przestępczość rosła i mimo prób aurorów ciezko było je wszystkie kontrolować. Głownymi sprawcami napadów byli czarodzieje jednakże władze zachowywały te informacje dla siebie nie chcąc jeszcze bardziej podburzać ludzi przeciwko sobie. Magia która miała slużyc ku pomocy ludziom stawała sie powoli narzędziem zbrodni. Ludzie liczyli na interwencje w tej sprawie króla Neclara jednakże wszystkie informacje które powinny być mu przekazane nie docierały. Nienawiść powoli rosła pomiędzy ludźmi i pewnego dnia miała w końcu wybuchnąć...
W tym samym czasie 19 letni Istredd zakończył szkolenia u Ezghana który mimo prób nie był w stanie nauczyć Istredda magii. Chlopak nie potrafił uzywac rożdzki a zaklecia ktore wypowiadał nie działy. Ezghan uznał szkolenie za swoją kompletna porażkę. Mimo to zachęcił Istredda podczas ich ostatniego spotkania do kontynuacji szkolenia na wlasną rękę. Istredd nie rozumiał do końca swoich zdolności mimo to jednak poświecił sie kompletnie treningom. Rosnące różnice pomiedzy ludzimi a czarodziejami oraz liczne napady który miały miejsce przez lata ukształtowały w jego głowie wizje kto tak naprawde jest w królestwie prawdziwym oprawcą. Dostrzegał korupcje która panowała wśród panujacej władzy i szczerze nie cierpiał za to zarówno króla jak i królowej. Nie potrafił zrozumieć dlaczego pozwalają aby działy sie takie rzeczy...
Pełen goryczy Istredd który nadal mieszkał ze swoją samotną matką która nie miała pojęcia o tajemnych szkoleniach syna, wiele czasu spędzał poza domem. Niezwykle zainteresowały go sztuki walki dlatego też praktycznie codziennie po parę godzin udawał sie do lasu aby ćwiczyć swoje umiejetnosci. W ciągu zaledwie kilku miesięcy byl juz na tyle dobry w walce w wręcz że bez problemu mógłby obalić każdego osiłka który stanął by mu na drodze. Szkolenia z Ezghanem mimo iż nie nauczyły go władania magią, obdarowały go ogromną wiedzą teoretyczną na temat zaklęc i teorii magii samej w sobie. Znal zarowno silne jak i słabe strony poszczegolnych zaklec. Dzieki takiej wiedzy bardzo szybko zdołał nauczyć się je sparować i blokowac, a te najpotęzniejsze unikać.. Caly czas tez pracował nad obezwladnianiem i paralizowaniem swoich wrogów. Pamietał bowiem dzien w którym obezwładnił jednego z chlopców zaledwie jednym ciosem. Chciał posiąść wiedzę jak doskonalić tę umiejetnosć którą nikt inny na swiecie nie posiadał... Zaczął dogłębnie myslec w jakis sposób działa ta technika. Z magicznych ksiąg przeniósł sie do studiowania biologii i ludzkiego ciała. Zrozumiał wtedy że ludzkie ciało posiada wiele punktów nacisku które wpływaja na system nerwowy organizmu. Istredd musiał nauczyć się wiec sekwencji ich rozmieszczenia na pamięć aby wiedzieć jak doskonalić nabyta umiejetność.
Do takowej okazji doszło kilka dni pozniej podczas gdy rabusie podpalili stodołę sąsiada. Trzech zamaskowanych czarodziejów miało w planach ukraść konie które były niezwykle wartościową zwierzyną w tych czasach. Istredd nie zamierzał stac z boku gdy takie coś działo sie na jego oczach. Bardzo szybko wkroczył do akcji. Czarodzieje widząc chłopaka zaczeli w jego stronę rzucać zaklęciami
"Bombarda!"
Istredd jednak bez problemu ich unikał a nastepnie podbiegając do kazdego z nich , pamietając rozmieszczenie slabych punktów ciała czlowieka oraz przy pomocy swojej ogromnej siły, idealnie trafił ręką w ramie czarodzieja który padł od razu sparaliżowany na ziemię. To samo czekało dwójkę pozostałych. Gdy na miejsce przybyli aurorzy którzy aresztowali rabusiów podziekowali chłopakowi za interwencje. On jednak nie przyjął ich pochwał udajac sie w swoją stronę. Szybko jednak wieść o tym wydarzeniu rozniosła sie po wsi. Chlopak został okrzyknięty bohaterem a jego matka była pod wielkim wrażeniem jego czynu. Nie wiedziała jednak jakim cudem Istredd tego dokonał, chlopak jednak nie chciał podzielić się tymi informacjami.. zamierzał zachowac je dla siebie.
Istredd nie dość że wysportowany i silny dzięki pracom na polu, był również niezwykle przystojny. Wiele dziewcząt mieszkajacych na wsi oglądało sie za nim.. w szczegolnosci po tym jak samodzielnie obalił 3 rabusiów. Dziewczyny wiele razy rywalizowały o to która namiesza mu w glowie. Próbowały wiele trików aby przyciagnąć uwagę Istredda na swoją osobę jednak chłopak przechodził obok tego obojetnie spławiając ich puste, miłosne zapędy. One jednak nie rezygnowały, lubiły bowiem to jak trudno jest zdobyć jego zainteresowanie. Sam Istredd jednak skupiony był na doskonaleniu swoich umiejetnosci, zamierzał stawac sie coraz lepszy..
Pewnego razu gdy nastał wieczór Istredd kończył swój codzienny trening walki. Zanim udał się do domu postanowił chwile odpocząc przysiadając na pobliskim molo na które chetnie przychodził odkąd był małym dzieckiem. Nie miał pojecia ze byl obserwowany. Zdejmujac koszule polozył sie na drewnianym molo spoglądajac prosto na nieboskłon i myśląc w kompletnej ciszy. Na chwile zamknął tez oczy i westchnął lekko. Gdy ponownie je otworzył zobaczył ze stoi nad nim jakaś dziewczyna. Istredd zaskoczony szybko sie zerwał z drewnianej podlogi.
- Wybacz że cię przestraszylam.. nie miałam takiej intencji..
Istredd westchnął lekko i spojrzał na nią kątem oka.
- Nic nie szkodzi i tak sie juz zbiera...
W tym momencie dogłebnie jego oczy dostrzegły całą sylwetkę dziewczyny. Była ona niezwykle ładna. Jej dlugie blond włosy oraz blyszace w mroku zloto-brazowe oczy odebrały mu na chwile mowę.
- Zbierałeś? - dokonczyła za niego
Istredd odwrocil wzrok kiwajac głową..
- Tak...
- Ty jestes Istredd prawda?.. Slyszalam o tym co zrobiles.. To bardzo imponujace , wręcz nierealne..
- Przyszłaś tu tylko po to aby mi to powiedzieć?
Dziewczyna skierowała swoj wzrok na jezioro
- Chciałam dowiedziec się czy to prawda.. Wiele dziewczyn o tobie mowi..wydaje mi sie ze im sie spodobałes..
- Puste lale..nie obchodzą mnie one.. szukają jedynie atencji
Dziewczyna slyszac to zasmiała się
- Co w tym smiesznego? - zapytał Istredd - Taka jest prawda..
- Nie zaprzeczam..wlasciwie to sie z tobą zgadzam.. ja też za nimi nie przepadam.. Próbowałam sie z nimi zaprzyjaznic ale nic z tego nie wyszlo.. Przez cały okres edukacji nie mam ani jednej kolezanki z która moglabym porozmawiać..
Istredd był zaskoczony tymi slowami. To co powiedziała ta dziewczyna wydawało mu sie niezwykle znajome.. Bardzo przypomniało to jego własna historię i doświadczenia z rowiesnikami.
- To tak ja jak... - odparł Istredd kiwając glową. - Powiedz.. Jak masz na imię? Nie widziałem Cię tu nigdy wczesniej..
Dziewczyna usmiechneła się
- To pewnie dlatego ze nie jestem stąd.. Moja rodzina przeniosła sie tu z miasta Skalif.. Nie było tam bezpiecznie, dlatego tez przeprowadzilismy sie w spokojniejsze regiony.. tutaj.. jakis tydzien temu.. a.. i na imie mi Cynthia...
Istredd rowniez lekko sie usmiechnął. Pierwszy raz poczuł ze moze z kimś porozmawiać. Z kimś kto nie bedzie sie z niego smial.. z kimś kto jest w stanie go zrozumieć. Cynthia była tą osobą.. Co więcej ich podobne historie i doswiadczenia pociągły za soba to ze Istredd patrzył na Cynthie w zupełnie innym świetle niż na inne dziewczyny.
Cynthia czesto w tajemnicy spotykała sie z Istreddem przez nastepnie dni i miesiące w tym samym miejscu i o tej samej porze. Bylo to ich sekretne miejsce gdzie wspolnie ze sobą rozmawiali przez dlugi okres czasu na rozne tematy. Istredd czuł ze za kazdym razem gdy widzi Cynthie jego serce zaczyna bic mocniej. Początkowo lekceważył te dziwne uczucia ale po pewnym okresie zrozumiał że stopniowo Cynthia zawrocila mu w glowie. Nie wiedział jednak czy dziewczyna czuje to samo, postanowił wiec się o tym przekonać.
Gdy jednego pieknego wieczora Slonce zaszlo za horyzontem Istredd standardowo udał sie na swoj trening. Gdy skonczył, gwiazdy swieciły już niezwykle wyraznie na niebosklonie. Ksiezyć jasniał w miejscu Slonca swym srebrzystym blaskiem sprawiając ze noc nie była kompletnie ciemna.
Chlopak usiadł na molo i przez chwile obserwował gwiazdy. Nie musiał czekac zbyt długo, Cynthia pojawiła sie po chwili, tym razem jednak ku jego zaskoczeniu pierwszy raz dziewczyna siadając obok niego od razu przytuliła się do jego ramienia, zupełnie tak jakby przypuszczała to co Istredd chce powiedzieć..
- Dziś jest przesilenie jesienne.. piękna noc.. - powiedziała
- To prawda - odparł Istredd - Cala wieś śpi juz głębokim snem.. a my dwoje siedzimy tutaj.. calkiem sami patrząc na księćyc i gwiazdy..
- Znalazł sie romantyk.. nie znałam cię od tej strony.. - odparła
- No widzisz... gdy sie postaram to potrafię byc romantyczny.. Wystarczy tylko ze dasz mi szanse.. Potrafie zaskakiwać..
- Coz.. to prawda.. - odparła Cynthia - Wracajac jednak... Czuje ze chcesz mi coś powiedziec ale wahasz się..
- Tak.. - odparł Istredd wzdychając - Obawiam sie ze teraz nie ma drogi odwrotu.. Powiedz więc.... Czy ty.. Czy czujesz coś do mnie? - zapytał Istredd
Dziewczyna popatrzyła na Istredda.
- Tak.. Chyba tak..- szepnęła cicho - A ty? Nie uwazasz mnie za pustą lale tak jak inne dziewczyny?.. w koncu ja rowniez ostatecznie dalam się ponieść uczuciom mimo iż nie powinnam.. Jestem taka jak one..
Istredd slysząc to zasmial sie pod nosem.
Cynthia blyskawicznie to zauwazyla.
- No co? Powiedz! Jesli naprawde myslisz ze mozesz...
Istredd jednak nie pozwolił dokonczyc Cynthi i przyciagajac ja do siebie pocałował ją. Po chwili Cynthia odwzajemniła pocałunek.
- Taka odpowiedz Ci wystarcza? - zapytał Istredd
Dziewczyna usmiechnela sie lekko patrząc Istreddowi prosto w oczy
Tej nocy miłość mozna było wyczuć w powietrzu. Dwójka zakochanych oddawała się namiętnym pocałunkom jeszcze przez długi okres czasu. W koncu jednak oboje nad ranem wrocili do swoich domów. Istredd była niezwykle zadowolony. W koncu nie czuł sie sam na tym świecie.. Miał kogoś kto go rozumiał, kogoś na kim mu zależało..

[Obrazek: image.php?di=1VB2]

[Obrazek: Dnil.gif]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-October-2021 14:37:50 przez Ravcore.)
10-October-2021 12:41:42
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Ravcore Offline
┌►GєηєRαℓ◄┘
******

Liczba postów: 311
Dołączył: Feb 2017
504
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Honor, Rewolucja

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #8
RE: [MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Epizod VIII "Porwanie" (Przeczytaj po zakończeniu RP Magic World 3)

Rok 2071
Wieś Tamrada - Pólwysep Eivar - Wyspa Kartis

Zaczynał sie drugi rok od zakończenia wielkiej wojny i przejęciu władzy przez Malacatha. Wiele osób nadal było zaskoczonych tym co sie wydarzyło. Wielu wyemigrowało, wielu zostało zabitych.. Wies Tamrada rowniez ucierpiała, większość mieszkańców została zabita, w tym takze Susan Farell - matka Istredda. Nieznajomy zabójca wtargnął do domu zabijając ją bez litości a następnie podpalając cały budynek. Był to ogromny szok dla Istredda i wszystko to pozostało to w jego pamięci mimo iż minął rok od tamtego zdarzenia.. Istredd obwiniał sie za to co się stało, nie było go wtedy w domu nie mógł jej obronić.. Był kompletnie załamany i do tej pory nie mógł się z tego podnieść. 32 letni meżczyzna jakim był Istredd nie był juz tym samym człowiekiem co kiedyś.. Te wszystkie wydarzenia jakie miały miejsce.. wojna, ataki czarodziejów, napady, śmierc jego matki sprawiły że jego serce kamieniało. Coraz częściej dostawał napadów gniewu których nie potrafił kontrolować. Chciał zemsty na czarodziejach za to co zrobili... chciał znaleźć morderce.. Jedyną barierą przed przejściem w kompletny stan szaleństwa, była jego żona... Cynthia. Byli oni już od kilku lat szczęśliwym małżeństwem. Cynthia czuła ból swojego meża i bała sie o niego. Probowała go uspokajać, przygotowała mu gorące kąpiele gdy tylko wracał z pracy oraz próbowała nieustannie odwracać jego uwage od mysli które go dręczyły. Zazwyczaj było to skuteczne.. zawsze bowiem gdy tylko na nią spojrzał, rysował mu sie uśmiech na ustach. Cynthia była jedyną bowiem osobą jaka mu pozostała w życiu. Nie chciał aby cokolwiek jej się stało, wiedział bowiem ze wtedy nigdy by sobie nie wybaczył.
Istredd przez ostatnie lata doszedł już do perfekcji w władaniu blokada nerwową. Nie miał sobie też równych w walce wręcz. Przez tyle lat zdołał nauczyć swoją żonę kilku istotnych ruchów samoobronnych oraz podstaw w uzytkowaniu techniki paraliżowania przeciwników. Chciał bowiem żeby Cynthia potrafiła sie obronić gdyby doszło do jakiegoś niespodziewanego incydentu..
Na takowy jednak nie trzeba było długo czekać..
Pewnego wieczoru gdy Istredd udał się do lasu aby pozbierać drewna na opał, pod jego dom przyjechał czarny wóz. Trzech osiłków wyszło z samochodu i rozejrzało się dookoła czy nikt przypadkiem ich nie obserwuje.
- Dobra.. zaczynamy akcje.. widziałem jak Istredd wyszedł do lasu.. - rzekł pierwszy
- Wchodzimy - rzekł drugi
W bardzo szybkim tempie trzech mężczyn wtargneło do środka domu. Cynthia która przebywała w kuchni przestraszyła sie nagłego huku.
Mezczyzni szukali czegoś pod domu ale nie mogli tego znalezć. Widząc kobiete rzucili sie na nia.
- Brac ją! - krzyknął jeden z bandy.
Cynthia nie miała nawet czasu na reakcje. Nie zdążyła nawet wyciagnąć reki aby sie obronić. Blyskawicznie mezczyzni zarzucili jej worek na głowę, związali i wyniesli z domu. Kobieta krzyczała, jednak na próżno.
Istredd który wlasnie wracał z drewnem na opał dostrzegł jakiś wóz pod jego domem. Uslyszał tez krzyki jego zony. Mezczyzni którzy zdazyli już wsiąść do samochodu w tej chwili rowniez zdążyli dostrzec Istredda.
- Jedziemy! Szybko! - krzyknął jeden z nich.
Gwałtowni pisk opon był słyszalny w całej okolicy. Istredd nie miał zielonego pojęcia co sie dzieje, Czy oni własnie wtargnęli do jego domu i porwali jego zonę? Rzucił na ziemię drewno i ruszył w pościg za samochodem. Mezczyzni na tylnych siedzeniach zaczeli za nim ciskać zaklęcia z rózdzek.
Istredd unikał jednak ich biegnąc najszybciej jak potrafi. Samochod jednak byl szybszy i zniknął z jego pola widzenia po kilku minutach. Istredd zatrzymał sie na środku drogi nie mogąc uwierzyć w to co sie własnie stało. Upadł na kolana patrząc na ziemię. Jego pięsci zaczeły się trząść. Gniew i ból kompletnie nim zawładnął wydobywajac z jego ust potęzny okrzyk. Jego zona została porwana... a on nie zdołał temu zapobiec..
Przez kolejne godziny Istredd opuszczajac swój dom podążał za sladami opon.
Tymczasem oprawcy kierowali sie w stronę portu na Kartis. Droga do niego była długa i ciagneła sie przez lasy. Cynthia przestała już krzyczeć, wiedziała bowiem ze to jej nie pomoże. Nie mogła nic zrobic.. była bezradna.. Wsłuchiwała sie jedynie w rozmowy oprawców w kompletnym milczeniu i bezruchu. Spodziewała sie bowiem że byc moze nigdy wiecej nie zobaczy Istredda, byc moze zabija ją przy najblizszej okazji...
Nagle jednak kierowca zahamował.
- Co jest? Czemu stoisz.. jedz. - rzekł jeden z mężczyn.
Kierowca wskazał ręką na droge na której środku stała jakaś istota patrząc prosto na wóz
- Złaź z drogi popaprańcu!
Istota jednak stała dalej.
- Przejedz tego cudaka.. Nie mamy czasu na to - odparł mezczyzna
Kierowca szybko wcisnal pedał gazu, samochod ruszył. Ku zaskoczeniu jednak osiłków istota wyciagneła berło które zabłysło jaskrawym, niebieskim światłem i skierowała go prosto w kierunku wozu. Potezna wiązka energii uderzyła w samochod który gwaltownie wybuchnął. Osiłkowie leżeli na ziemi ranni, Zaden z nich nie mogl sie podniesc. Istota wolnym krokiem podeszla blizej. Jej uwagę zwrocila związana kobieta która jako jedyna nie ucierpiała powaznie podczas wybuchu.
Istota zdjęła worek z jej twarzy. Cynthia otworzyła oczy widząc wokól siebie lezacych meżczyn i plonący wrak samochodu. Nad nia natomiast stała mroczna postac z berłem. Był to oczywiście Ignathir..
- Witaj droga panno.. - rzekł nieumarły arcymag - Zabłądziłaś?
Przerazona kobieta popatrzyła na maga
- Kim.. ty jesteś?.. czego ode mnie chcesz?.. Nie zrobiłam nic zlego!..
Ignathir zasmiał się.
- Nie musisz się obawiać.. Nie zamierzam Cie skrzywdzić.. wrecz przeciwnie zamierzam Ci pomóc..
- Pokazesz mi drogę do domu? Nie mam pojecia gdzie jestem.. Oni mnie porwali.. a mój mąż sie martwi wiec..
- Nie zawracaj sobie takimi rzeczami glowy.. Teraz bedzie wszystko dobrze.. Zabiorę Cie do domu ale najpierw.. chcę abyś mi pomogła...
- Pomóc? W czym mogłabym Ci pomóc?
Ignathir zaśmiał się i otworzył portal swoim berłem.
- Chodź.. a dowiesz się wszystkiego.. - odparł
Cynthia przez chwile się wahała, ale w koncu Ignathir chwilę temu uratował ją przed pewną śmiercią z rąk zbirów.. była mu za to wdzięczna.. Postanowiła mu więc zaufać.. nie miała nic do stracenia... poslusznie więc weszła za nim do portalu.

Dzień pózniej Istredd dotarł w końcu do miejsca gdzie zakończyła sie podróż zbirów. Praktycznie od razu dostrzegł wrak samochodu z którego nadal unosił sie lekki dym. Mezczyzn jednak nie było. Prawdopodobnie uciekli. Cynthi tez nie było.. Ślady stóp zostały zadeptane przez zwierzeta i padający w nocy deszcz.
Istredd był w kropce.. Nie miał pojęcia co zrobić dalej.. Nagle dostrzegł srebrny naszyjnik który należał do Cynthi.. prawdopodobnie odczepił jej sie od szyi podczas eksplozji samochodu.. Chwycił go do ręki przez długi moment wpatrujac się w niego.
- Nie spoczne dopóki Cię nie odnajdę... Wiem że zyjesz.. Ci którzy to zrobili bedą cierpieć.. wszyscy Ci cholerni magowie poniosą konsekwencje.. obiecuje Ci to.. Obiecuje...

[Obrazek: image.php?di=1VB2]

[Obrazek: Dnil.gif]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-October-2021 15:56:15 przez Ravcore.)
11-October-2021 15:54:35
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Hobbs
Wspieram Forum

Liczba postów: 6969
Dolaczyla: Jan 2012
Reputacja: 777

MineGold: 777.77

Serdecznie polecamy serwis który pomoze Ci zdobyc Ci polubienia, subskrybcje, followersów i rozbudowac Twoje socialmedia!
Ravcore Offline
┌►GєηєRαℓ◄┘
******

Liczba postów: 311
Dołączył: Feb 2017
504
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Honor, Rewolucja

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #9
RE: [MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Epizod IX "Maska" (Przeczytaj po zakończeniu RP Magic World 3)

Rok 2071
Miasto Dunwall

Minęło kilka miesięcy odkąd Istredd rozpoczął poszukiwania swojej żony - Cynthi. Niestety do tej pory nie odnalazł nawet śladu po swojej ukochanej. Mezczyzna byl zalamany, przeszukał całe Kartis.. wypytywał ludzi.. zagłebiał sie do najciemniejszych lasów... Nic jednak tym nie osiagnął. Cały czas jednak nie tracił nadziei. Nie zamierzał spocząć w swoich poszukiwaniach, czuł że jego zona zyje.. nie znalazł bowiem jej ciała.. mogła uciec. ukryć sie gdzieś.. byc może czeka aż ten ją znajdzie... Całe porwanie było dla Istredda szokiem. Najpierw jego matka, teraz jego zona.. Nie miał pojecia dlaczego to wszystko go spotkało.. nie był w koncu niczemu winien.. do tej pory zawsze pomagał ludziom, utrzymywał dobre stosunki z sasiadami..a mimo to został ukarany przez los..
Jego umysł był teraz pełen nienawiści do magii i czarodziejów..brzydził się nimi... sam siebie uważał nawet za nieczystego.. żałował że zgodził sie na szkolenia u Ezghana gdy był młody.. żałował że w ogole dowiedział sie jak magia funkcjonuje.. Nie chciał miec z nią niczego wspólnego.. To bowiem ona odebrała mu wszystko co kochał.. uzytkownicy magii odebrali mu rodzinę.. Chciał zemsty.. chciał ich wszystkich ukarać aby nie mogli skrzywdzić już nikogo więcej.. Wiedział bowiem ze dla niego jest już za późno.. ale jest wiele osób takich jak on które da sie jeszcze uratowac przed podobnym losem..
Aktualnie Istredd przechadzał sie ulicami miasta Dunwall. Przybył tutaj na statku płynącym z Kartis wczorajszego wieczora. Było około godziny 11 a pogoda była kiepska. Z zachmurzonego nieba padał mocny deszcz który zalewał chodniki i ulice. Wszyscy na ulicach przechadzali sie z parasolami w dłoniach udajac sie do zakładów pracy, czy to też na zakupy.
Istredd ubrany był w ciemne szaty a na głowie załozony miał kaptur który powierzchownie osłaniał go przed deszczem. Po dluzszej chwili podążania przez miasto wszedł w boczną uliczkę i usiadł na brukowym murku schowanym pod dachem jakiejś kamiennicy. Siedział on w milczeniu i ciszy myśląc o wszystkim co go spotkało. Zastanawiał sie też gdzie sie udac i co powinien zrobić.. W końcu opuścił on swój dom który z pewnością przez ten czas został już okradziony i zdewastowany. Nie miał żadnego planu co robic dalej.
W pewnym momencie uslyszał on jakieś krzyki dobiegające z końca uliczki. Slyszał rzucane zaklecia. mając doswiadczenie w takich sytuacjach wiedział doskonale co sie dzieje.. Po raz kolejny banda magów zaatakowała niewinna osobę.. Katem oka dostrzegł że magowie biegną w jego stronę z łupami. Z końca ulicy wybiegła też jakaś kobieta krzycząc aby ich zatrzymac.. wzywała pomocy..
Istredd westchnął lekko i powoli wstał z ziemi i stajac na środku uliczki zagrodził drogę bandzie czarodziejów.
- Złaź z drogi a odpalimy Ci trochę łupów kolego! - rzekł jeden z czarodziejów śmiejąc się
Istredd jednak jedynie co to spojrzał na torbe którą osiłek trzymał w ręku a następnie z powrotem skierował swój wzrok na maga.
- Oddajcie co ukradliście, a wyjdziecie z tej sytuacji bez szwanku..
Czarodzieje popatrzyli po sobie lekko zdziwieni. Po chwili jednak zaczeli rechotać ze śmiechu. Cała banda wyciagneła rózdzki. Istredd wiedział do czego dojdzie. Nim Ci zdązyli wypowiedzieć zaklęcia Istredd podbiegł do nich a nastepnie obezwładnił i sparaliżował zaskoczonych rabusiów.
Mezczyzna patrzył jak czarodzieje leżą na ziemi bez ruchu. Chwycił torbę którą jeden z nich trzymał w ręce i otworzył ją. Dostrzegł w niej mnóstwo pieniędzy, biżuterii oraz kilka drobiazgów które lekko go zaskoczyły.
W tej chwili do Istredda pobiegła kobieta którą owa banda napadła.
- Dziękuje.. dziękuje panu bardzo.. Nie wiem jak pan to zrobił ale dziekuje że ich pan zatrzymał.. Jest pan bohaterem..
- To drobiazg.. - odparł Istredd podajac kobiecie torbę. - Mimo to radze zadzwonić po policje.. niech ich aresztują za włamanie..
- Tak zrobię.. - odparła kobieta
Istredd juz miał odchodzic gdy kobieta go zatrzymała.
- Jak mogłabym sie panu odwdzięczyć?
Istredd spojrzał na kobietę lekko zaskoczony.
- To nie jest konieczne..
Kobieta jednak nalegała. Istredd patrzył jak ta wyciaga coś z torby. Była to biała maska na twarz, podobna do tych które używa sie podczas przedstawien teatralnych.
- Niech pan ją wezmie.. Jest niezwykle drogocenna..Legendy głoszą że przedstawia ona twarz wielkiego wojownika którego moc była niezwykle potężna.. Dzieki niej był w stanie bronic niewinnych i pomagać potrzebującym.. Byl wielbiony przez lud dzięki swojemu poczuciu sprawiedliwości.. Byl prawdziwym bohaterem, wielkim wodzem na jaki ten świat zasługiwał.... Zupełnie tak jak pan... Tam maska jest bardzo stara.. Oczywiscie jesli sie panu nie spodoba bedzie mogl pan ją sprzedac u jakiegoś kolekcjonera..
Istredd chwycił maskę w ręce i przez dłuższa chwile patrzył na nia z zainteresowaniem.
- No dobrze.. wezmę ją.. - odparł - Dziekuje..
Kobieta usmiechneła się i udała sie z powrotem do swojego domu aby zadzwonic po policję. Tymczasem w głowie Istredda zaczeła pojawiac się pewna myśl.. myśl która miała odmienic jego życie.. Podszedł do jednego z leżacych czarodziei patrząc na niego w milczeniu.
Czarodziej spojrzał na niego swym błednym wzrokiem. Istredd poczuł wtedy coś dziwnego w swoim umysle.. Nadprzyrodzoną wręcz siłę...Nie potrafił sie kontrolowac... wyciagnął rekę przed siebie spoglądajac srogo na czarodzieja.
- Nim trafisz do wiezienia.. - zaczął Istredd mrocznym tonem - Upewnię sie, że nie skrzywdzisz już nigdy nikogo wiecej..
W tej chwili przyłożył rękę do jego czoła. Czarodziejowi wytrzeszczyły sie oczy, poczuł ogromny ból który paraliżuje całe jego ciało. Po chwili bylo po wszystkim.
- Co.. co ty mi zrobiles..? - wyjeknął czarodziej leżąc na ziemi
Istredd spojrzał mu prosto w oczy.
- Twoja magia znikneła...na zawsze.. - odparł Istredd
Po tych slowach mezczyzna odwrocil sie i powoli odszedł w swoją stronę spoglądajac na maskę którą wziął od kobiety. Czarodziej natomiast stracił przytomność.

Kilka dni pozniej od tego wydarzenia, Istredd oddajac się długim przemyśleniom ostatecznie podjął decyzję co chce zrobić. Całe Kartis praktycznie znało jego osobę oraz jego historię. Nie chciał aby ktokolwiek rozpoznał go w również w królestwie. nie chciał przyciągać zbędnej atencji ludzi.. Dodatkowo ta historią jaką opowiedziała mu kobieta o owej maskę którą otrzymał.. zainspirowała go..myslał o tym przez naprawdę długi czas.
Sama maska była bardzo stara i zakurzona.. Istredd postanowił ja odnowić i przemalować...
W taki tez sposób na czole maski powstało czerwone koło a otwór na usta został powiększony. Istredd załozył równiez nowy, mocny i elastyczny sznurek który miał utrzymywać maskę na twarzy. Z ostatecznego efektu oraz wyglądu był bardzo zadowolony.
Niedługo potem założył ją na twarz po raz pierwszy. Poczatkowo nie był przekonany czy powinien to robić ale w końcu zdołal sie przełamać. Początkowo poczuł sie dziwnie, jednak w koncu zaczął sie do niej przyzwyczajać. Wiedząc doskonale że sytuacji w krainie jest niezwykle napieta a czarodzieje naduzywają swoich umiejetności do złych celów, postanowił rozpocząć swoje działanie pod przykrywką w pojedynczych usługach, ratujac z opresji bezbronnych ludzi. Nienawiść do magów w jego sercu i umysle rosła z każdym dniem aż w końcu postanowił stworzyc organizacje równościową.
W grudniu 2071 roku pojawili sie w niej pierwsi członkowie. Jednym z nich był Maraal który stracił żonę podczas wojny z ręki magów. Istredd obiecał mu wtedy szansę na pomszczenie jej śmierci. Rozumiał bowiem jak wiele dla Maraala znaczyła jego ukochana.. Rozumiał go doskonale.. W tajemnicy przed światem zewnętrznym organizacja zaczeła rosnąć, ostatecznie wybierając Istredda jako swojego lidera. Tamtego dnia Istredd po raz ostatni stanął przed lustrem z odsłoniętą twarzą.
- Cynthio..nie wiem gdzie jesteś.... czuje jednak że nadal żyjesz... Chcę żebyś wiedziała że pewnego dnia Cię odnajdę i znów bedziemy razem.. teraz mam jednak szansę aby odmieniec losy milionów ludzi.. chce im pomóc i wskazać drogę.. Chcę aby czarodzieje poniesli konsekwencje swoich czynów..
- Nie byłem w stanie Cię obronić.. nie byłem w stanie obronic swojej matki.. ale przyrzekam Ci ze stanę sie silniejszy.. Odmienie losy bezbronnych..Zrobie to dla nich.. Wymierzę sprawiedliwość... albowiem dnia dzisiejszego... Istredd zniknął..
W tej chwili załozył na twarz swoją maskę.
- Narodził sie AMON... - dokończył.

[Obrazek: image.php?di=1VB2]

[Obrazek: Dnil.gif]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-October-2021 15:02:22 przez Ravcore.)
12-October-2021 16:41:41
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Niedostępny
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
74
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #10
RE: [MAGIC WORLD] Zbiór krótkich opowiadań
Epizod X "Włamanie"
Amsterdam
Rok: ---

Ulice Amsterdamu były dzisiejszej nocy mało zatłoczone. Nic dziwnego skoro był środek tygodnia i ludzie kładli się wcześniej spać by wyspać się do pracy czy szkoły. Pod jeden z bloków podjechało czarne audi a z niego wyszedł mężczyzna ubrany w garnitur. Na oko można było dostrzec że jest już starszym człowiekiem, jego ruchy były ociężale i powolne. Wszedł do bloku a następnie udał się do mieszkania. Nie miał pojęcia że jest obserwowany... Z czarnego, przyciemnionego zaułka wyłoniło się troje postaci które zaczęły iść w kierunku wejścia do bloku...

Starszy mężczyzna siedział już przy stole wraz ze swoją żoną. Wspólnie jedli obiad i cieszyli się ostatnimi godzinami wolnego czasu, nim udadzą się do łóżka by jutro znów zacząć dzień od wstania do pracy.
Nagle jednak przerwało im pukanie do drzwi.
- Kto to o tej porze się tak dobija... - powiedział niezadowolony wstając od stołu
Mężczyzna otworzył drzwi i ujrzał... Kuriera. Nie zachowywał się jednak normalnie, co więc... Mężczyzna nie spodziewał się żadnej paczki.
- O co chodzi? - spytał zaskoczony
- Paczka dla pana - powiedział chłopak nerwowo trzymając paczkę.
Starszy mężczyzna uchylił bardziej drzwi, by zobaczyć dokładniej co trzyma w ręce. To był jego błąd...
- Przepraszam, to pomyłka. Dobranoc - powiedział nagle mężczyzna zamykając drzwi.
Gdy już miał przekręcić klucz w drzwiach, poczuł czyjąś obecność. Było jednak za późno by się obrócić. Postać zarzuciła mu na kark łokieć zasłaniając usta i zaczęła podduszać. Postać obróciła się z mężczyzną w stronę jego żony, która miała przystawiony nóż do gardła, a za nią stał... Talon. Po chwili do mieszkania wszedł kolejny Scavengers, na plecach trzymając martwego kuriera. Okazało się, że Scavengersi użyli maskowania na pancerzach by najpierw zastraszyć kuriera a później wejść do mieszkania niepostrzeżenie i bez hałasu.
Talon nagle kiwnął głową, Scavengers trzymający starca puścił go a ten upadł na kolana.
- Gdzie jest Ynareph? - zadał oschle Talon.
- Kim... Kim wy jesteście? - spytał przestraszony mężczyzna
Talon nagle mocno przyłożył ostrze do gardła jego żony, tak mocno że powstało rozcięcie z którego zaczęła toczyć się krew.
- Ynareph jest w Magic World! - odparł widząc zapłakaną i cierpiącą żonę
- Gdzie dokładnie? - spytał niewzruszony Talon czując jak krew kobiety spływa mu po dłoniach
- Miała wypłynąć z kimś na wyspe, mówiła coś o mapie! Jest w jej pokoju, zostawcie nas! - mówił przestraszony mężczyzna
Talon spojrzał od razu na Scavengersa i wydał mu rozkaz.
- Przeszukać.
Żołnierz od razu kiwnął głową i poszedł wykonać rozkaz. Po kilku minutach przyszedł i pokazał znalezione w szafce zdjęcie Talonowi...

[Obrazek: 62pJ1iP.jpg]

Talon przypatrywał się chwilę zdjęciu. Scavengers po chwili odwrócił zdjęcie i ukazała się jego oczom mapa z tajemniczą wyspą...
- Macie co chcecie, teraz nas zostawcie, błagam! - mówił mężczyzna prosząc o litość
Talon spojrzał się na mężczyznę. Bez żadnego zastanowienia przeciągnął ostrze po gardle kobiety. Mężczyzna chciał krzyknąć z wewnętrznego bólu, wybuchnąć emocjami ale nagle żołnierz za nim złapał go za usta, przyciągnął do góry i uniemożliwił krzyk.
- Wykonać rozkaz Darkseida. Żadnych świadków - powiedział Talon.
Scavengers kiwnął głową i zaraz po tym skręcił kark mężczyźnie...


Kilka dni później...
Telewizja Magic World:
- Kilka miesięcy temu odnotowano włamanie hakerskie do archiwum parlamentu. Dziś sprawa powraca do żywych, w Amsterdamie doszło do śmierci trójki osób, w tym dwójki która była ofiarą ataku hakerskiego. Co dziwne, hakerzy przejeli dane tylko dwóm osobom, które jak podaje nasz wywiad - "wraz z przejęciem władzy przez Amona wyrzekli się magii i uciekli do Amsterdamu". Jak dalej potoczy się ta sprawa?
16-October-2021 20:57:04
Znajdź wszystkie posty Odpisz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości