Najlepsze Serwery Minecraft w Polsce!
Witaj serdecznie na forum gdzie znajdziesz swój ulubiony Serwer Minecraft

Serwery Minecraft

Witaj, Serwery Minecraft - nie przypadkiem znalazłeś największe forum internetowe Minecraft w Polsce Serwery Minecraft 1.7, 1.8, 1.9, 1.10, 1.11, 1.12 które tu znajdziesz pozwolą Ci miło spędzić czas, poznasz nowych wspaniałych ludzi i przeżyjesz fantastyczne przygody! Jednoczymy ludzi uwielbiających Gry i Minecraft! Zagraj z Nami i odkryj fantastyczne Serwery No Premium! Zobacz co oferuje polecana przez Nas

Lista Serwerów Minecraft

.

Zarejestruj się bezpłatnie na forum! Oto niektóre z przywilejów:
  • Zakładaj nowe wątki oraz aktywnie w nich uczestnicz,
  • Odblokuj możliwość pisania na Shoutboxie (czat),
  • Ogranicz ilość wyświetlanych reklam,
  • Zdobywaj odznaczenia oraz reputacje,
  • Znajdziesz tutaj darmowe poradniki Minecraft,
  • Odblokuj dostęp do ukrytych działów, tematów i linków,
  • Spersonalizuj swój prywatny profil,
  • Uczestnicz w forumowych konkursach,
  • Pamiętaj to nic nie kosztuje, MineSerwer.pl to darmowe forum internetowe na którym dowiesz się jak zainstalować minecraft oraz jak grać w minecraft!
Szukałeś Serwerów Minecraft? Znalazłeś! Zarejestruj się, a zagraj z nami!

serwery minecraft



❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
Autor Wiadomość
Danio008 Niedostępny
Wieczni Łowcy

Liczba postów: 1,114
Dołączył: Aug 2015
Nick na Serwerze:
Kindred

Odznaczenia:

(
Zobacz Odznaczenia)

Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #1
❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
❁Kalisowe Dzienniki❁


◐Akt I◑

Skradziony Diament

[Obrazek: kamie%C5%84+dusz.jpg]


Rozdział I

Tajemniczy Złodziej



Szybki Banan stał na marmurowym balkonie swojego olbrzymiego pałacu. Balkon otoczony był pięknie zdobionymi kolumienkami, a u stóp Banana leżał czerwony dywan. Sam Banan ubrany był bardzo bogato. Jego bordowy płaszcz sięgał do podłogi, a złota korona z diamentami połyskiwała w blasku promieni słonecznych. Nosił także skórzany pas, do którego przymocowana była pochwa, w której Banan trzymał swój Miecz Tyraela, który niegdyś go wybrał, aby właśnie on nim władał.
Patrzył on na swoją piękną krainę, którą niedawno utworzył. Jego wielkie królestwo otoczone było kwarcowymi murami, a do różnych celów prowadziły liczne piaszczyste ścieżki. Drewniane piękne domy przeważały w mieście, wraz z licznymi fontannami i posągami. Nie zabrakło również licznych ogrodów oraz drzew, albowiem rosły tu liczne palmy kokosowe i bananowce.
Banan wyraźnie na kogoś czekał, spoglądając na bramę miasta, nad którą rozciągnięta była wspaniała tęcza, oznaczająca znak pokoju:
-Nad czym dumasz mój przyjacielu?-odezwał się czyjś głos za plecami Banana.
Banan odwrócił się, a za nim stał Kalis w swojej wspaniałej złotej zbroi zdobionej rubinami. On również nosił pas, do którego przyczepiona była pochwa, a w niej piękny złoty miecz Kalisa:
-Podejdź tu, proszę-odpowiedział Banan.
Kalis posłusznie podszedł do Banana i położył ręce na brzegu balkonu:
-O co chodzi Bananie?
-Spójrz na te piękne miasto!
-No patrzę przecież!!!
-Kto by pomyślał, że za murami tego królestwa, znajdują się połączone przez nas cztery wspaniałe miasta. Wystarczyło skontaktować się z władcami, którzy mieli problemy w swoich królestwach i potrzebowali pomocy!
-Najlepsze było, jak władca Minecraftowo czołgał się do nas na kolanach, by mu pomóc!
-O tak... Albo ta upartość władcy RoyalCrafta! Minefox zaatakowali barbarzyńcy, więc łatwo ich namówiliśmy, a Mineserwer był nasz, tylko tamten stary Rafael uważał, że należy do niego... Dobrze że to wyjaśniliśmy...
-Tak łatwo nas nie oszuka nikt, da się bardzo łatwo wyjawić prawdę! Ona zawsze wyjdzie na jaw!
-Wciąż jeszcze musimy wiele pozmieniać w naszym nowym zjednoczonym królestwie.
-Tak, lecz McSurvi się rozwija! Za tymi murami jest nasze ogromne państwo! Wiele musieliśmy przejść, od tamtych czasów mija chyba dziewięć lat, a my doszliśmy do tego, co właśnie stoi przed nami!
-Modlę się, by te czasy nie powróciły! A tak wogóle, co z naszą starą drużyną?
-Ironhide otworzył swoją prywatną kopalnię żelaza, Gosia pracuje w kwiaciarni w Minefoxie, Snow i Piotrovsky otworzyli sklep z bronią, a dalej nie pamiętam!
-Ja kilku pamiętam, o ilu się nie mylę, Danio poślubił jakąś ehmm... O, już pamiętam! Poślubił Dziką Rybę i siedzi na kanapie przed telewizorem i wcina masło... Franzoir zato został pielęgniarką... Kompletnie im odbiło!
-Należy im się za pomoc! Vark, o ile pamiętam, pracuje w cyrku...
-Bananie?
-Tak?
-Na kogo my dokładniej czekamy?
-Na naszych gości, rzecz jasna!
-Lecz jakich to gości mamy zaszczyt przyjąć?
-Szanownego Lorda Arrasa z odległej krainy Makapaka, dawnego władcę RoyalCrafta-księcia Dimma, księżniczkę Elżbietę III Tłustą oraz Sir Errona z królestwa Oluju... Patrz! O wilku mowa! Właśnie są!
Kalis spojrzał się we wskazane przez banana miejsce. Przez bramę przejeżdżały cztery wspaniałe karoce w czterech różnych kolorach. Jedna była żółta, druga niebieska, jeszcze inna zielona, a ostatnia czerwona. Wszystkie były zdobione złotem i kamieniami szlachetnymi, a ciągnęły je wspaniałe białe jak śnieg rumaki.
Karoce jechały wzdłuż piaszczystej drogi w stronę zamku. Wraz z nimi, maszerowało mnóstwo żołnierzy, którzy mieli zapewnić ochronę tym ważnym osobom.
Ten wspaniały widok przerwał banan:
-Choć przyjacielu, musimy powitać naszych gości!
-Masz, jak zwykle, rację!
Obrócili się na piętach i pomaszerowali wzdłuż czerwonego dywanu na balkonie, ku wejściu. Znaleźli się we wspaniałym, również kwarcowym, korytarzu, a na ziemi leżał ten sam dywan. Po bokach, pod ścianami stało mnóstwo półek z książkami oraz doniczki z kwiatami. Na ścianach wisiały również obrazy, a z sufitu zwisały wspaniałe żyrandole z diamentów.
Maszerowali ku schodom na końcu korytarza, po czym zeszli po nich na dół do sporego pokoju z licznymi schodami w różne strony.
Zeszli znowu po jednym z zestawów schodów i znaleźli się w olbrzymiej sali. Kwarcowe ściany lśniły czystością, a żyrandole były doskonalsze niż na marnym korytarzu. Na suficie widać było liczne malowidła, a obok ścian stały kolumny oraz rzeźby. Po środku sali stał wielki drewniany stół, a obok niego rzędy krzeseł. Na końcu tej sali były wielkie, otwarte na oścież drzwi, za którymi było widać właśnie te miasto, które podziwiali na balkonie. Pod ścianami stało w rzędach mnóstwo żołnierzy w złotych zbrojach.
Kalis i Banan ruszyli w kierunku bramy, by powitać gości. Po dłuższym czasie karece dojechały pod sam pałac.
Z pierwszej karocy wysiadła gruba brzydka kobieta. Była to Elżbieta III Tłusta. Nosiła ona na sobie długą aksamitną białą suknię, a na głowie miała zwykłą złotą koronę.
Z następnych pojazdów wysiedli jednocześnie książę Dimm oraz Lord Arras. Oboje byli ubrani w skórzane płaszcze, różniące się jedynie odcieniem. Obaj także nosili swoje ciężkie sandały.
Z ostatniego wozu wysiadł Sir Erron. Ubrany był w elegancką czerwoną koszulę oraz swoje luźne królewskie spodnie.
Wszyscy czterej kroczyli do pałacu wraz ze swoimi wojskami, które w razie zagrożenia miały poświęcić życie za swoich władców, zaś Banan i Kalis rozpostarli przed nimi swoje ręce, w geście pokoju. W końcu Banan przemówił:
-Witajcie Moi Drodzy! Jak się miewają sprawy?
-Znakomicie Sebastianie-odparła Elżbieta-W moim kraju jest spokój, i tak powinno być!
-Nie każdy ma tyle determinacji, by taki spokój osiągnąć, Moja Droga-Wtrącił się Sir Erron-Dobrym przykładem jest nasz książę Dimm!
W tej chwili on się wtrącił:
-O tak, Sebastianie! Gdyby nie twoja wspaniała myśl, mój kraj byłby stracony! Choćmy więc na salę, by wznieść toast za nasze Nowe zjednoczone królestwo!
-A zatem, Niech tak się stanie!-odpowiedział Banan.
Wraz z Kalisem poprowadził gości do głównej sali, by usiedli przy ogromnym stole, aby razem spędzić ten dzień w uczcie i zabawie. Wskazał każdemu miejsce, w którym ma usiąść, a strażnicy otoczyli ich, uniemożliwiając jakikolwiek zamach z zewnątrz. Na końcu usiadł sam Szybki Banan, po czym przemówił:
-A więc, Moi Drodzy!-podniósł kieliszek z winem, a reszta zrobiła to samo-Wznieśmy toast za naszą wspaniałą znajomość!
-Oraz za twoje Nowe państwo, Sebastianie!-dodał książę Dimm.
Następnie Kalis krzyknął:
-Hip Hip! Hurra!
Wypili do dna, po czym zabrali się za jedzenie okolicznych przysmaków. Na stole stały najróżniejsze potrawy, począwszy od prymitywnych ziemniaków, po kreatywne ciasta oraz inne słodycze.
Nagle tą wspaniałą ucztę przerwał jakiś głośny huk. Żyrandole straciły swój blask i sala pociemniała. Wszyscy obrócili głowy, a przed nimi leżały trzy ciała martwych żołnierzy. Królowa Elżbieta natychmiast zaczęła uciekać z wrzaskiem ku drzwiom. To samo zrobił Lord Arras, który słynął z tchórzostwa.
Nad pozostałymi przeleciał ze świstem jakiś dziwny mroczny i nieznajomy cień. Banan natychmiast wstał, po czym odbiegł od stołu i wyciągnął swój Miecz Tyraela. To samo zrobił Kalis, który stanął do Banana plecami. Erron, po dłuższym namyśle także uciekł w popłochu. Został jedynie książę Dimm, który również wyjął swój miecz. Tą formację otoczyła reszta żołnierzy, po czym wszyscy wypatrywali zagrożenia.
Przez chwilę było cicho, jednak wkrótce cień przeleciał zwinnie obok nich, po czym dało się słyszeć kolejny głośny huk. To wielka brama została zamknięta, pozostawiając ich w ciemności. Po chwili ktoś krzyknął i kolejnych dwóch żołnierzy leżało martwych. Banan powiedział:
-Kim jesteś? Ujaw się tchurzu!
Cień spadł przed nimi z sufitu i przez chwilę widzieli kawałek czarnego kaptura oraz długą szatę. Postać przemówiła chłodnym mrocznym głosem:
-Jak sobie życzysz...
Postać machnęła ręką, a przez salę poleciały dwa ostrza, przebijając na wylot dwóch kolejnych żołnierzy. Banan natarł na postać, lecz ta pomknęła ku jednym z korytarzy, jakby miała się udać właśnie do tego jednego konkretnego korytarza. Banan, Kalis, Dimm i żołnierze pobiegli za nią. Korytarz zaczynał prowadzić w dół. Banan, biegnąc cały czas, spytał się Kalisa:
-Masz pojęcie dlaczego pobiegł właśnie tędy?
-Nie wiem! Chyba czegoś szuka!
Biegli dalej i schodzili coraz głębiej i głębiej. Tajemnicza postać była bardzo zwinna. Wykonywała niezwykłe akrobacje. W końcu dotarli do sporego pomieszczenia ze ścianami z bruku, w którym przechowywane były różne zwoje i księgi, lecz postać najwyraźniej nie była nimi zainteresowana, ponieważ wbiegła w kolejny korytarz, prowadzący jeszcze głębiej.
Tym razem wbiegli do czegoś w rodzaju kanałów. W powietrzu czuć było zapach rozkładu oraz innych niezbyt miłych rzeczy. Biegli dalej, nie zatrzymując się. W końcu Kalis krzyknął:
-Banan!!!
-Tak?
-On biegnie po diament! Po TEN diament!
-Jeśli masz rację, to nie zbyt fajnie! SZYBCIEJ!
Wbiegli w kolejny korytarz, prowadzący jeszcze niżej, aż do olbrzymiej komnaty, na końcu której stał olbrzymi stół. Po bokach ścian wisiały chorągwie oraz obrazy. Z góry zwisał olbrzymi żyrandol. Na wspomnianym wcześniej stole leżał dziwny czerwony klejnot. Był to diament, wokół którego unosił się dziwny zlowieszczy pył.
Postać pobiegła w jego stronę, energicznym ruchem złapała go w ręce i schowała do kieszeni, a następnie stanęła na przeciwko nich i czekała na ich pierwszy krok. Banan krzyknął:
-Kim jesteś! Mów?
-Twoim największym koszmarem... Wkrótce wszelkie zło zostanie pochłonięte, a twój splamiony rodzaj zniszczony...
-Mów jaśniej!
-Nie mam takiego obowiązku przed zwykłym śmiertelnikiem... Anioł Śmierci nigdy nie jest od nikogo zależny...
-A więc to Ty jesteś Howster?
-Zgadłeś... Za to Ty jesteś martwy...
Dwa ostrza poleciały w stronę Banana, lecz ten zdążył ich uniknąć. Howster pokazał swoje prawdziwe oblicze. Wspaniały granatowy płaszcz i kaptur idealnie dodawały jego postawę. Spod kaptura nie było widać nic, oprócz czerwonych mrocznych oczu. W prawej ręce trzymał coś podobnego do sierpa, tyle że większego. Zaś w lewej trzymał noże, którymi rzucał.
Nagle Anioł Śmierci znowu zamienił się w ten mroczny zmiennokształtny cień i próbował ominąć przeciwników. Podczas gdy banan natarł na niego z mieczem, ten zrobił szybki unik i kombinował dalej. Wkrótce nadarzyła się okazja, ponieważ między strażnikami powstał niewielki otwór, przez który Howster umknął. Był już w drodze na górę. Banan natychmiast pobiegł w jego stronę, krzycząc przy tym:
-Szybko! Musimy odzyskać ten diament za cenę życia!
Znaleźli się w kanałach, a następnie biegli już następnym korytarzem, gdy Howster rzucił trzy noże na raz i przebił dwóch żołnierzy, nietrafiając jednym noży.
Dobiegli do komnaty ze zwojami oraz księgami. Howster natychmiast pobiegł na samą górę. Znaleźli sie już w głównej sali.
Nagle Howster przybrał normalną postać i zaczął walczyć. Skoczył na banana, który zdąrzył się obronić, wyciągając swój miecz. Srebrny sierp Howstera oraz diamentowe Ostrze Banana przecinały powietrze.
W końcu Kalis rzucił się na Howstera, jednak ten to zauważył i skoczył wysoko w górę, w tej samej chwili, w której Kalis i Banan się zderzyli.
Howster pomknął ku drzwiom, jednak zagrodził mu drogę książę Dimm. Rozwścieczony Anioł Śmierci pokazał swoje jeszcze gorsze oblicze. Zza pleców pojawiły się skrzydła z kości, które rozpostarł szeroko. Machnął nimi energicznie, a książę Dimm poleciał do tyłu.
Kalis i Banan już wstali, jednak Howster wydostał się na zewnątrz. Wnet z jednego z korytarzy przebiegło więcej żołnierzy, z jakąś dziewczyną na czele. Jej czerwone błyszczące włosy powiewały wraz z wiatrem wdzierającym się do zamku, a jej wspaniały wystrój onieśmielał wszystkich. Ubrana była we wspaniałą czarną koszulę oraz krótką spódnicę. W prawej ręce trzymała coś w rodzaju berła, a w lewej sztylet:
-Słyszeliśmy hałas! Czy coś się stało?
Banan natychmiast do niej podbiegł:
-Chelseo! Jak dobrze że jesteś! Musisz nam pomóc! Diament został wykradziony!
-Chodzi o TEN diament?
-Tak, Anioł Śmierci wkradł się do zamku! Aktualnie ucieka z miasta! Musisz go gonić! My musimy się przygotować!
-Możecie na nas liczyć! Dalej drużyno!
Pobiegli szukać Howstera, kiedy Banan pociągnął gdzieś Kalisa za rękę. Szli długim korytarzem, na końcu którego wisiał obraz przedstawiający ironhida. Banan wyciągnął ze swojej podręcznej kieszeni dziwny pilot i nacisnął na nim guzik. Nagle obraz zniknął i pojawiło się przejście do dziwnego pokoju.
Jego ściany wykonane były z obsydianu. Po środku stał olbrzymi ekran, a na ścianie wisiały dziwne przedmioty. Stało tam również dużo półek oraz mikstur.
Banan natomiast zaprowadził Kalisa do srebrnej zbroi oraz kilku innych przedmiotów. Banan powiedział:
-Diament, w którym została uwięziona dusza Herobrina został skradziony przez Anioła Śmierci. Chelsea nie da rady go pokonać. Wysłałem ją po to, by lokalizowała jego pozycję i dała nam czas na przygotowanie się! Oto sześć moich nowych broni, które nadal testuję!
-A czy są bezpieczne?
-Ehmm... Pewnie tak! Ktoś musi, jak się pewnie domyślasz, zostać w królestwie i rządzić. Wręczę ci te przedmioty, a ty musisz za wszelką cenę odzyskać diament!
-No... Niech będzie! Mam nadzieję że dam radę...
Banan zdjął ze ściany srebrną zbroję i kazał założyć Kalisowi:
-To jest pradawna wzmocniona zbroja, wykonana z bardzo mocnej stali. Jest jeszcze lepsza niż Szmaragdowa!
Następnie podał mu miecz, z którego tryskały pioruny. Miecz był koloru niebieskiego:
-To jest Miecz Dusz! Wzmocniony Miecz Pioruna! Nie strzela piorunami, lecz emituje je!
Następnie podał mu zielony łuk i strzałę:
-To jest Łuk Zagłady i Strzała Śmierci, która zawsze do Ciebie wróci!
Kolejnym przedmiotem był dziwny róg:
-To jest Boski Róg Mocy. Kiedy się naładuje, a ty w niego zadmiesz, odzyskasz siły, poprawi się twoja szybkość oraz siła!
Następnie podał mu nieco fioletową różdżkę:
-To jest całkowicie Nowy VorteX. Co prawda nie strzela kulą ognia, lecz możesz nim skoczyć znacznie dalej, wyżej i precyzyjniej.
Na końcu podał mu czerwoną różdżkę, emitującą płomienie:
-A to jest Inferno! Strzela ognistymi kulami! Mam nadzieję, że te przedmioty ci się przydadzą!
Kalis zawiesił łuk na ramię, VorteX przyczepił do prawej strony zbroi, Inferno do lewej, a Róg zawiesił sobie na szyi:
-Mam nadzieję, że odzyskam diament... Nie chcę przechodzić tego po raz kolejny:
-A ja mam nadzieję, że te przedmioty Cię nie zawiodą!
-Chodźmy już!
-Niech tak się stanie!
Gdy doszli do wielkiej sali, wpadła do niej wyczerpana Chelsea. Ubrania miała całe poszarpane i ledwo dyszała:
-Uciekł... Na północ! Wielu... Z nas... zginęło...
Do sali wpadły resztki żołnierzy, którzy przeżyli. Kalis powiedział:
-Na północ, tak?
-Tak!
-Wyruszam natychmiast Bananie!
-Kalisie! Gdzie? Pójdę z tobą mistrzu!-błagała Chelsea.
-Zostań tu! To jest Anioł Śmierci! Wykończy Cię!
-Jeśli trzeba, zginę u twego boku!
-Niechaj ci Bedzie! Dobrze Bananie, chyba musimy się pożegnać!
-Powodzenia przyjacielu! Pamiętaj, nie wolno ci zawieść!
-Nie zawiode!
-Powodzenia!
Kalis i Chelsea wyszli na zewnątrz i po raz ostatni spojrzeli na pałac:
-Przygodo! Czekaj tam na mnie!
Oceny: Vark123 (+2), Howster109 (+1), Foxiu (+1), BATOKO_01 (+1), Wiki333 (+1), xJuQi (+1), Anty (+1)
11-November-2016 22:28:14
Znajdź wszystkie posty
Brat Banana
Wspieram Forum

Liczba postów: 6969
Dolaczyla: Jan 2012
Reputacja: 777

MineGold: 777.77

Serdecznie polecamy:
Dzeremi500 Offline
Maniak anime
**********

Liczba postów: 1,169
Dołączył: Mar 2016
412
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Dzeremi500

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 105.00
Post: #2
RE: ❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
Bardzo ładnie zrobiony epizod, te kilka dni czekania się opłaciły Smile Dobra robota! Łap plusa.
@edit: mała rzecz, którą zauważyłem dopiero po drugim przeczytaniu. Zapamiętaj na przyszłość - imiona Chelsea się nie odmienia, więc niezależnie od formy zdania i tak będzie Chelsea Wink

@up: Ja się bardziej boje że Dzeremi do mnie przyjdzie i mnie zabije D; ~TrooxPL 2017
Oceny: Danio008 (+1)
11-November-2016 22:40:28
Znajdź wszystkie posty
PSmith15 Niedostępny
Banned

Liczba postów: 1,260
Dołączył: Jan 2015
Nick na Serwerze:
PSmith15

Odznaczenia:

(
Zobacz Odznaczenia)

Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #3
RE: ❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
Dziełem tego się nie nazwie, acz piękne wprowadzenie
11-November-2016 23:21:41
Znajdź wszystkie posty
KaroLxMiszczU Offline
Inspiracja
**********

Liczba postów: 1,101
Dołączył: Sep 2016
494
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
MiszczU96

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 1,000.52
Post: #4
RE: ❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
Piękne +

Powinni zrobić nowy dział " opowiadania "
Bo też zaczynam pisać Big Grin
11-November-2016 23:32:05
Znajdź wszystkie posty
MrDemonik22352 Niedostępny
☆ Legenda WD ☆

Liczba postów: 1,411
Dołączył: Nov 2015
Nick na Serwerze:
Demonik22352

Odznaczenia:

(
Zobacz Odznaczenia)

Poziom:
MineGold: 300.00
Post: #5
RE: ❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
@up: Nie będzie takiego działu, pisałem dawno propozycje, ale niestety od tego jest offtopic.
11-November-2016 23:49:38
Website Znajdź wszystkie posty
Howster109 Offline
✰Pomocnik+ MS✰
******

Liczba postów: 1,243
Dołączył: Nov 2015
783
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Howster109

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 10.00
Post: #6
RE: ❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
Fajne podoba mi się Smile czekam na kolejne wpisy

[Obrazek: 96221ef8ly1frvii58sdkg20ci05ae81.gif]
Mathilda: Życie zawsze jest takie ciężkie czy tylko jak się jest dzieckiem?
Léon: Zawsze
11-November-2016 23:56:18
Znajdź wszystkie posty
Danio008 Niedostępny
Wieczni Łowcy

Liczba postów: 1,114
Dołączył: Aug 2015
Nick na Serwerze:
Kindred

Odznaczenia:

(
Zobacz Odznaczenia)

Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #7
RE: ❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
@ReFresh@


Rozdział w przygotowywaniu!
14-November-2016 20:01:17
Znajdź wszystkie posty
Danio008 Niedostępny
Wieczni Łowcy

Liczba postów: 1,114
Dołączył: Aug 2015
Nick na Serwerze:
Kindred

Odznaczenia:

(
Zobacz Odznaczenia)

Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #8
RE: ❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
❁Kalisowe Dzienniki❁


◐Akt I◑

Skradziony Diament

[Obrazek: kamie%C5%84+dusz.jpg]


Rozdział II

Początek Nowej Przygody



Kalis i Chelsea patrzyli na pałac, który prawdopodobnie nie prędko zobaczą. Wyglądał on ślicznie pod wpływem promieni słonecznych. Wysokie kwarcowe wieże górowały w powietrzu, a czerwone flagi powiewały godnie. W końcu Kalis się odezwał:
-Chelseo, jesteś świadoma zagrożenia, na jakie wyruszamy? Czy na pewno chcesz podróżować u mojego boku?
-Tak jak powiedziałam, jestem gotowa zginąć za dobro na świecie i za honor!
-Dobrze, zatem musisz mi obiecać, że niezależnie od sytuacji będziesz mi posłuszna!
-Oczywiście mistrzu!
-A zatem wyruszajmy! Im bardziej wzlekamy, tym Howster bardziej rośnie w siłę!
Spojrzeli po raz ostatni na machającego im w bramie Banana, po czym obrócili się na piętach i pomaszerowali wzdłuż piaszczystej ścieżki. Mieszkańcy zdawali się nie przejmować całym zjawiskiem, a niektórzy wcale nie wiedzieli o zaistniałym incydencie. Robili to co zwykle, każdy pracował, uwijał się, jedni robili zakupy, drudzy handlowali, a inni robili jeszcze coś innego.
Wędrował pomiędzy tymi drewnianymi domami ze spiczastymi dachami, które widzieli może i po raz ostatni.
W końcu dotarli do pierwszej fontanny, a było ich dwie na ich drodze. Wspaniała czysta błękitna woda tryskała z ust marmurowej ryby, a wokół niej stały posągi wojowników. Kalis wrzucił złotą monetę do fontanny i powiedział na głos:
-Oby się nam udało...
Pomaszerowali dalej, wzdłuż ścieżki i pomiędzy wspaniałymi ogrodami pięknych kwiatów. Stąd można było zobaczyć już tęczę rozciągającą się nad bramą. Na ich drodze zaczęli się pojawiać strażnicy pilnujacy murów, gdyż właśnie tam powoli docierali.
Patrzyli na te śliczne budowle, sklepy, ogrody, pomniki oraz na ten wspaniały ruch w mieście, które tętniło życiem. Wkrótce dotarli do kolejnej fontanny. Tym razem woda była zabarwiona na żółto, a wytryskiwała z olbrzymiego przekręconego kielicha, a lądowała w ustach wilków wykonanych z brązu.
Szli dalej, a obok drogi zaczęły się pojawiać rosnące palmy i bananowe. Stąd było już widać wyraźnie bramę, a jeszcze wyraźniej tęczę. Przed bramą roiło się od strażników, którzy niestety... zamykali bramę. Kalis podbiegł do nich:
-Co wy robicie? Otwórzcie bramę!
-Ale Panie... Dopiero co ją zamkneliśmy! Nie tak łatwo ją otworzyć! Musisz czekać Panie, aż nasi ludzie odpoczną!
-Ja muszę przejść natychmiast na drugą stronę!
-Nic na to nie poradzę Panie!
Kalis się zamyślił. Był jednocześnie zdenerwowany oraz poirytowany. Chodził od jednej strony do drugiej i myślał. W końcu wyglądało na to że wpadł na pewien bardzo kreatywny pomysł:
-Czas przetestować wynalazki wujka Banana... Chelseo! Złap się mnie i trzymaj mocno!
-Co chcesz zrobić mistrzu?
-Zobaczysz! Czyż nie obiecałaś mi posłuszeństwa?
-Już idę mistrzu!
Chelsea złapała się mocno Kalisa, który odepnął ze swojego pasa VorteX:
-Mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie...
Odepchnal się mocno od podłoża, a różdżka uniosła go wysoko, aż do samego muru i jeszcze wyżej. Po chwili powoli spadało na ziemię po drugiej stronie ściany. Chelsea powiedziała z podziwem:
-To było cudowne!
-Tak, Banan jak zawsze robi wspaniałe wynalazki-Odpowiedział Kalis-Choćmy już!
Pomaszerowali na północ, albowiem tam udał się Howster. Jeszcze raz spojrzeli na te piękne miasto, po czym odwrocili się spowrotem i szli w stronę przeciwną.
Kalis czuł że czeka przed nimi trudne zadanie, a zarazem wielka przygoda. Wiedział także, że rozbicie lub naruszenie diamentu może mieć przykre skutki. Mieli przecież do czynienia z zamkniętym w nim pradawnym złem, które ledwo udało się im powstrzymać dziewięć lat temu.
Wkroczyli na pola, porośnięte słonecznikami. Miasto zaczęło zanikać tym bardziej, im dalej szli. Pole wyglądało przepięknie. Gdzieniegdzie biegały króliki, a nad ich głowami szybowały ptaki. Gdy przeszli pole, miasto całkowicie zniknęło.
Tym razem wkroczyli na bagna, porośnięte licznymi mchami, llianami oraz grzybami. Mgła unosiła się w powietrzu niczym pył i zakrywała wszystko przed nimi. Na ziemi leżały kamienie, o które można się było potknąć.
Po chwili Kalis usłyszał głośny plusk-to Chelsea połknęła się o kamień:
-Kto to tu nastawiał? Kamienie się marzą ludziom...
Kalis pomógł jej wyjść z wody i szli dalej, aby wysuszyć jej ubrania, gdy wyjdą poza bagna. Gdy tak szli, zobaczyli stado wilków rzucających się na owce, która bezwładnie i bezsilne próbowała uciec.
W końcu wyszli na kolejne pola, a przed nimi rósł las brzozowy. Chelsea czekała aby ubrania choć odrobinę wyschły, po czym ruszyli w stronę lasu. Na polach pasło się mnóstwo krów i świń. Kalis pomyślał, że jedzenia nigdy nie za wiele, choć zabrali ze sobą liczne zapasy:
-Choć Chelseo! Pozabijamy kilka świń!
-Chętnie, lubię każdą okazję, by ćwiczyć swoje umiejętności-miała na myśli swoje czary. Była albowiem uczennicą Kalisa od dawna. Często donosiła listy od Banana potężnym magom, którzy pewnego razu postanowili nauczyć ją czarować.
-A zatem pokaż co umiesz uczennico!
Chelsea stuknęła berlem o ziemię, a trzy świnie i jedną krowa poleciały na raz w górze, po czym z łoskotem spadły na ziemię i były już martwe.
-Świetna robota!-Kalis pozbierał mięso-Teraz moja kolej.
Kalis postanowił przetestować swój Miecz Dusz w akcji. Ledwo dotknął krowę, a poraził ją letki ładunek elektryczny. Jednak gdy chciał uderzyć drugą, miecz nie poraził jej. W końcu doszedł do wniosku:
-Czyli mój miecz musi się ładować... Jednak banan i tak wykonał kawał dobrej roboty!
Chelsea zebrała mięso, położyła w jednym miejscu na ziemi, po czym wycelowała w nie rozdzke, z której buchnął płomień i upiekł mięso.
-Dobra Robota!-powiedział Kalis.
Szli w stronę lasu, jedząc swoją porcję mięsa. Nie zdążyli go zjeść, a po chwili byli w lesie. Wspaniałe drzewa wyrastały z ziemi, a ptaki podśpiewywały.
Słońce zaczęło zachodzić, więc Kalis zdecydował:
-Chyba się trochę prześpimy! To był ciężki i męczący dzień!
-Masz rację! Dobrze że wzieliśmy do plecaków śpiwory!
Wyjęli z plecaków swoje śpiwory, po czym starannie się je posłali. Następnie położyli się i zaczęli zasypiać, gdyż słońce było coraz niżej i zrobiło się ciemno:
-Dobranoc Kalisie!
-Dobranoc Chelseo!
Chelsea po chwili zasnęła, a Kalis długo nie mógł tego zrobić. Kim jest ten cały Anioł Śmierci? Skąd pochodzi naprawdę? Po co mu diament z duszą demona najwyższego? Dlaczego go zabrał? Czyżby chciał go zniszczyć? A może on ma racje? Może to jest jakiś sposób na zniszczenie zła? A może chce się sam wzmocnić jego potęgą? Co jeśli Howster stanie się największą zagładą ludzkości? Dlaczego mówił że nasz rodzaj przestanie istnieć?
Te pytania jeszcze długo kłębiły się w głowie Kalisa, aż w końcu zasnął.
Obudzili się bardzo wcześnie, gdyż nie było na co zwlekać. Na śniadanie zjedli kolejne przypieczone przez Chelsee mięso, po czym ruszyli w dalszą drogę.
Wyszli z lasu, po czym szli wzdłuż rzeki. Była trzecia w nocy, więc jeszcze nie widać było słońca. Po trzydziestu minutach wędrówki, zobaczyli pewne światło. Na początku myśleli, że pochodzi od jakichś pochodni, jednak okazało się, że od ognia. Tak, przed nimi paliła się wioska, nieduża lecz widać było katastrofę. Przyglądali się dalej temu zjawisku u zobaczyli jakiegos człowieka, który walczył z innymi ludźmi w żelaznych zbrojach.
Podeszli bliżej. Chłopak był młody i posługiwał się bardzo zręcznie kuszą. Lecz nie zwykłą kuszą. Jego strzały były jakieś dziwne, jakby magiczne. Każda strzała miała inny kolor. Jedna po trafieniu we wroga powodowała mały wybuch, inna jeszcze coś innego.
Chłopak miał na sobie czerwoną koszulkę oraz skórzane buty. Na głowie rosła mu wspaniała czarna czupryna. Natomiast postacie z którymi walczył wyglądały jak zwyczajni ludzie... tyle że z oczu świeciło im niebieskie światło, roztaczające mrok wokół siebie.
Podbiegli bliżej, aby mu pomóc. Jedna z postaci powiedziała mrocznym głosem:
-Drżyj przed potęgą śmierci... Wkrótce poczniesz w naszym panu...
Kalis przeciął postać Mieczem Dusz, natomiast Chelsea trafiła jednego z wrogów zaklęciem. Chłopak krzyknął:
-Jesteście moim zbawieniem! Długo bym nie wytrzymał! Jest już ich bardzo mało, bo większość zabiłem! Sam nie dam rady!
-Spokojnie! Pomożemy ci!-powiedziała Chelsea.
Dziwnych istot zaczęło być coraz mniej, lecz nadal atakowały. Kalis postanowił przetestować swoją kolejną broń-Boski Róg Mocy. Zatrąbił w niego z całej siły, a w powietrzu roztoczyła się przepiękna melodia. Kalis natomiast pobiegł bardzo szybko i zwinnie w stronę istot, po czym zaczął je zabijać jedną po drugiej.
Wkrótce pozostało ostatnich pięć istot, które pokonali z łatwością. Cała okolica była w ludzkiej krwi, wszędzie leżały ciała tych dziwnych istot, tak bardzo podobnych do ludzi. Wspaniałe, otoczone drewnianymi palami miasto miało zaszczyt spłonąć na ich oczach.
Kalis podszedł do zmęczonego walką chłopaka, który po ciężkiej walce położył się pod drzewem rosnącym obok:
-Kim jesteś Młodzieńcze?
-Nazywam się Antystoseon! Jestem Łowcą Demonów!
-Przepraszam, kim?-spytała Chelsea.
-Łowcą Demonów, sama nazwa wskazuję co robimy... Jest nas mało, ale znamy się na swoim fachu!
-Czy wiesz może jak doszło do tej bitwy?-spytał Kalis.
-Siedziałem sobie pod murami, aż tu przechodzi koło naszej wioski jakiś dziwny typ... O ile można to było nazwać typem... Sądzę, że powinienem mu okazać większy szacunek...
-O kim ty mówisz?
-Sam nie wiem... Przechodził tędy... Wysoki... W długim płaszczu i kapturze... nagle skręcił w stronę naszego miasta... jakby coś poczuł...
-Co poczuł?
-Nie mam pojęcia... Złapał pierwszego strażnika za gardło... I...
-No i co???
-To było okropne! Niebieska mgła wyleciała człowiekowi z nosa, z uszu... uformowała się w coś przypominającego ciało z gazu... I zostało pochłonięte przez tą istotę... Ten sam żołnierz zaczął atakować nas, a oczy napełniły mu się błękitem... Jakby nie miał już duszy...
-Niech zgadnę... To samo stało się z resztą Twojego miasta?
-Tak... Wysysał z każdego duszę... Głupotą było walczyć z tym czymś w pojedynkę... Dopiero gdy poszedł, próbowaliśmy pokonać tą hordę... lecz nasze miasto spłonęło i tylko ja ocalałem...
-Wiem kim była ta postać!
-Naprawdę? Zamieniam się w słuch!
-Jest to Anioł Śmierci-Howster. Poszukujemy go! Jeśli widziałeś w którą stronę się udał, bardzo nam pomożesz!
-Nie trudno było zauważyć... Zbytnio się nie spieszył... Poszedł tam!-wskazał palcem północny zachód.
-A zatem zmienił kierunek...
-A co on wam takiego uczynił?
-Wykradł coś, co może przynieść zagładę nam wszystkim...
-Co takiego? Chcę iść z wami!
-Jesteś pewien? To bardzo niebezpieczna wyprawa!
-Na pewno przyda wam się Łowca Demonów! W końcu z tym właśnie macie do czynienia!
-No dobrze... Niech Ci będzie! A zatem opowiem ci resztę w drodze... Nie zwlekajmy... Musimy dogonić Howstera!
-Wspaniale!-zerwał się na równe nogi, po czym wszyscy wyruszyli w dalszą drogę.
Kalis opowiadał Antystesoenowi dlaczego tak bardzo zależy im na dopadnięciu Anioła Śmierci. Był również w dobrym nastroju. Podczas gdy spali, Howster zniszczył miasto niedaleko.
To znaczy, że musiał być blisko...
Oceny: Vark123 (+2), Howster109 (+1), Anty (+1), Maks2015 (+1)
15-November-2016 23:13:12
Znajdź wszystkie posty
Maks2015 Offline
Banned

Liczba postów: 61
Dołączył: Oct 2016
Nick na Serwerze:
Maks2015

MineGold:
0.00
Post: #9
RE: ❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
Lol ile tego jest xD oczywiscie +
Oceny: Danio008 (+1)
15-November-2016 23:21:49
Znajdź wszystkie posty
PSmith15 Niedostępny
Banned

Liczba postów: 1,260
Dołączył: Jan 2015
Nick na Serwerze:
PSmith15

Odznaczenia:

(
Zobacz Odznaczenia)

Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #10
RE: ❑Kalisowe Dzienniki-Wszystkie Epizody❑
Jest nieźle, po za gramatyką i kilkoma bezsensownymi wtrąceniami dobrze się czyta. Write on!
15-November-2016 23:57:43
Znajdź wszystkie posty



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości