Najlepsze Serwery Minecraft w Polsce!
   Witaj serdecznie na forum gdzie znajdziesz swój ulubiony Serwer Minecraft                                        
         

Serwery Minecraft

Witaj, Serwery Minecraft - nie przypadkiem znalazłeś największe forum internetowe Minecraft w Polsce Serwery Minecraft 1.7, 1.8, 1.9, 1.10, 1.11, 1.12, 1.13, 1.14, 1.15 które tu znajdziesz pozwolą Ci miło spędzić czas, poznasz nowych wspaniałych ludzi i przeżyjesz fantastyczne przygody! Jednoczymy ludzi uwielbiających Gry i Minecraft! Zagraj z Nami i odkryj fantastyczne Serwery No Premium! Zobacz co oferuje polecana przez Nas

Lista Serwerów Minecraft



Zarejestruj się bezpłatnie na forum! Oto niektóre z przywilejów:
  • Zakładaj nowe wątki oraz aktywnie w nich uczestnicz,
  • Odblokuj możliwość pisania na Shoutboxie (czat),
  • Ogranicz ilość wyświetlanych reklam,
  • Zdobywaj odznaczenia oraz reputacje,
  • Znajdziesz tutaj darmowe poradniki Minecraft,
  • Odblokuj dostęp do ukrytych działów, tematów i linków,
  • Spersonalizuj swój prywatny profil,
  • Uczestnicz w forumowych konkursach,
  • Pamiętaj to nic nie kosztuje, MineSerwer.pl to darmowe forum internetowe na którym dowiesz się jak zainstalować minecraft oraz jak grać w minecraft!
Szukałeś Serwerów Minecraft? Znalazłeś! Zarejestruj się, a zagraj z nami!

               
serwery minecraft


Rekrutacja Policjantów MineSerwer - Kwiecień 2021


 
Ocena wątku:
  • 2 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[OPOWIADANIE] Magic World - Nowy Ład
Autor Wiadomość
troox Online
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
72
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #1
[OPOWIADANIE] Magic World - Nowy Ład
Przed czytaniem warto zapoznać się z tym:
RP Magic World 2

Raz na kilka dni będę publikował epizody, które pozwolą wam zobaczyć jak rozwijała się kraina Magic World i bohaterowie podczas 5 lat przerwy pomiędzy latami 2069-2074.
Opowiadanie będzie miało kilka epizodów, a te będą bardzo krótkie i treściwe.


==============================



Epizod 1 - Nowe rządy

Kilka dni po przejęciu władzy
Zamek Balów, dawniej Królewski
- Lordzie Malacath... Kraina wraca do normalności. Ludność cieszy się z obalenia Carrabothów. Są zadowoleni z twoich kroków - powiedział Auror.
Lord po chwili zszedł z tronu do żołnierza. Spojrzał na niego i odrzekł.
- Dogadują się z elfami, nieumarłymi i wampirami?
- Chyba tak, Lordzie... Nie dostaliśmy żadnych informacji o czymś, co powinno nas głębiej zainteresować - odpowiedział czarodziej.
- Ludzie traktują ich jak bohaterów. Okazują szacunek. Widać to w każdym mieście - dodał.
- To dobrze żołnierzu - odrzekł spokojnym głosem elf.
- Wydaj rozkaz burmistrzom miast, by wydali imprezę na cześć nowej krainy - dodał.
Auror kiwnął głową i poszedł wydać rozkaz.
Malacath tymczasem zaczął iść do ogrodów przed zamkiem. Zostały już odnowione.
Groby dawnych sojuszników Cecilli zostały usunięte, trumny spalone. Pozostał tam tylko grób Molag Bala.
W ogrodach, na ławce siedział Harkon. Dosiadł się do niego jego wuj.
- Harkon... Jak się czujesz? - spytał
- Dobrze... - odrzekł niskim głosem
- Świetnie. Bo nasza praca dopiero się zaczyna. Musimy dużo zrobić w tej krainie - rzekł.
Nastała krótka cisza. Oboje patrzyli się na grób Molag Bala.
- Słyszałem że wybrałeś Isabelle na stanowisko ministra... - przerwał ciszę
- Poradzi sobie - odparł Lord. - Czuję to. Ceremonia nastąpi jutro.
- I przemyślałem dużo rzeczy. Staniesz na czele czystki Carrabothów - dodał patrząc na niego.
- Co z jej sojusznikami...? - spytał elf
- Podobno nie zostało ich dużo. Regis... Vincent... Barbarossa... Znalezienie ich będzie dość trudne. Podejrzewam że już dawno wypłynęli za kontynent.
- Ale ich też będziesz musiał zabić - dodał Lord.
- Rozumiem... - odrzekł posłusznie Harkon, wziął wdech przez respirator
- Mogą ukrywać się w Pont Vanis... - dodał elf
- Wiem to. Ale czuję, że jej tam nie ma. To byłoby zbyt proste. Mimo to, i tak zdobędziemy wyspę. Za tydzień na nią wkroczymy. Teraz musimy dać odpocząć wojsku. Rozmawiałem z Krillem chwilę przed tym jak odpłynął. Podobno połowa Nieumarłych oddała życie za lepszą krainę - odrzekł Lord.
- Elfy są nadal w rozsypce... - powiedział nagle Młody Bal
- Tak... To też słyszałem. Ale mam plan, rozmawiałem o nim już z Mefisto.
- Jaki...? - spytał chłopak
- Wkrótce się dowiesz... - odparł
Lord w tej chwili wstał. Powolnym, spokojnym krokiem szedł przez ogrody, zostawiając samego na ławce Młodego Bala. Wrócił do sali głównej, gdzie czekał na niego już Dagon. Momentalnie usiadł mu na ramieniu.
- Jesteś gotowy? - spytał Lord
- Tak, Lordzie... - odparł kruk
Po chwili Malacath i Dagon zniknęli...

Postacie pojawiły się na małym dziedzińcu. Przed nimi był mały, kamienny zamek. Malacath zaczął iść w milczeniu w stronę zamku. Szedł schodkami do jego wrót. Nagle jednak wrota się otworzyły i wyszedł do nich Hrabia Baldur...
- Lord Malacath... Witamy w Samotnej Górze - powitał ich wampir.
- Witaj Baldurze - odrzekł elf, starzy znajomi podali sobie dłonie.
- Wejdźcie do środka. Mój doradca zabierze was do komnaty - powiedział Hrabia.
Baldur, Malacath i kruk na jego ramieniu weszli do środka zamku. Od razu powitał ich doradca Baldura. Zaczął prowadzić ich do komnaty.
- Trochę się tu u ciebie pozmieniało... - rzekł nagle Lord idąc cały czas za doradcą
- Trochę tak... Moi ludzie zdołali otworzyć skrytke Cecilli. Wziąłem swoją działkę, tak jak mówiłeś. Zrobiłem za to mały remont, by żyło się tym wampirom lepiej... - odparł Hrabia idąc za Lordem
Wampirów w Samotnej Górze było dość sporo, nie tak jak w krainie, ale i tak liczba robiła wrażenie. Wampiry mieszkające od urodzenia w tej górze nie chciały upuszczać swojego domu...
- Dwie działki trafiły już kolejno do Daggerfall i Abregado. Ograbiliśmy też pozostałe skrytki sojuszników Cecilli, ale je rozdaliśmy mieszkańcom. Tak jak kazałeś - dodał Hrabia.
- A co z moją działką? Wysłałeś ją do Kartis? - spytał mrocznym głosem elf
- Tak... Kilka godzin temu dostałem informacje że statek wrócił. Ładunek odebrali twoi ludzie - odparł Hrabia.
Malacath już nie odpowiedział.
Po chwili wszyscy dotarli do komnaty medycznej. Doradca zamknął za nimi drzwi, zostając za drzwiami. Dagon od razu odleciał z ramienia Lorda i ustał na kamienne łóżko.
Malacath i Hrabia ustali obok siebie naprzeciw kruka.
- Zaczynajmy - powiedział Lord niskim głosem patrząc na kruka.
- Jesteś pewny? Jeśli coś się nie uda, umrzesz - poinformował Baldur.
- Jestem gotów... Zaczynajcie - odparł pewnie Dagon.
Wampir kiwnął głową do kruka, by ten się przygotował. Po chwili wystawił w jego stronę ręce, tak samo jak Malacath. Po kilku sekundach z obu dłoni mężczyzn zaczęła wylatywać czerwona jak krew wiązka energii. Trafiała ona bezpośrednio w Dagona. Ptak natychmiast padł nieruchomy na kamienne łóżko. Oni jednak nie przestawali. Energia cały czas trafiała w klatkę piersiową ptaka.
Po kilku chwilach zaczęli słyszeć krzyki. Były potworne, ale nie przestawali. Wiedzieli, że to działa. Wiedzieli, że nie mogą przestać, inaczej zabiją Dagona...
Po kolejnych kilku sekundach z ciała ptaka zaczął wylatywać czarny dym... Unosił się metr nad jego ciałem, zaczął zlepiać się w kulę wielkości głowy człowieka. Cały czas słychać było krzyki byłego legionisty...

Po dwóch kolejnych minutach z ptaka przestała wylatywać energia. Malacath i Baldur w tym momencie przestali. Czarna kula uderzyła w nieruchome ciało ptaka. Pojawił się czarny, gęsty dym który zasłonił połowę sali. Nie było widać łóżka, na którym powinien leżeć Dagon...
Zabieg udał się dzięki połączeniu sił nekromancji Malacatha i Baldura. Nagle jednak z dymu wyłonił się Dagon w nowym ciele...


Wygląd Dagona:
(Więcej będzie w RP4)

[Obrazek: qxxmwNP.png]


Ustał przed mężczyzn, był ich wzrostu.
- Udało się... - powiedział lekko zmęczony Baldur
- Dagon... Jak się czujesz? - spytał Lord mrocznym głosem
- Dobrze, Lordzie... - odpowiedział legionista
- Twoje moce powinny być takie same i równie mocne co przed śmiercią - dodał swoje Baldur, złożył ręce, był zadowolony że się udało.
- Dziękuję... - odrzekł Dagon i kiwnął głową w podziękowaniu
- Ale musisz uważać. Twoja dusza jest teraz uwięziona w klatce. Gdy ktoś odetnie ci głowę... Dusza uwolni się, a ty już nie zdołasz wrócić do tego świata - powiedział Baldur.
- Zapamiętam to... - odrzekł Dagon
Baldur kiwnął głową.
Malacath, Dagon i Baldur wyszli z komnaty. Zaczęli wychodzić z zamku Hrabiego, odprowadzał ich doradca. Gdy dotarli do wrót, Lord spojrzał na Hrabiego i powiedział do niego.
- Jutro odbędzie się ceremonia mianowania nowego ministra. Będzie nim Isabella. Mam szczerą nadzieję, że przyjdziesz, Baldurze.
- To rozkaz? - spytał zaciekawiony wampir
Malacath kiwnął głową na tak.
- No dobra... Przyjdę, jeśli tak - dodał Baldur.
- Mianuje cię nowym dowódcą Aurorów. Lepiej, żebyś był... - powiedział Lord
Po chwili Dagon stworzył portal przez który najpierw przeszedł Lord, a potem on...
Hrabia był zadowolony, że zostanie mianowany dowódcą Aurorów. Było to wszak bardzo ważne stanowisko...



==============================
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-April-2021 12:58:28 przez troox.)
04-April-2021 19:38:55
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Online
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
72
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #2
RE: [OPOWIADANIE] Magic World - Nowy Ład
Epizod 2 - Pont Vanis musi upaść...

Tydzień po przejęciu władzy
Port w Dohl De Lokke
Harh Krill stał na pokładzie potężnego statku. Opierał się o burtę dwiema rękoma i patrzył na horyzont. Był zamyślony. Tak, jakby o kimś myślał. Za nim co chwilę ktoś obok niego przechodził. Nieumarli przygotowywali ostatnie rzeczy na statku, zanim wyruszą. Nosili skrzynie z kulami armatnimi, zaopatrzenie i inne rzeczy potrzebne w bitwie. Tak naprawdę bitwa miała być ostatnią rzeczą. To była ostateczność, w przypadku jeśli piraci nie poddali by się na widok potężnej floty.
Nagle do zamyślonego Krilla podszedł Harkon. Stanął obok niego. Młody Bal był wysoki, ale przy nieumarłym dowódcy wydawał się być dwa razy mniejszy. Stanął przy burcie i złożył ręce. Mężczyźni patrzyli przez chwilę w milczeniu na horyzont.
- O czym myślisz...? - spytał nagle niskim głosem Młody Bal
Harh spojrzał na chwile na chłopaka, po czym jego wzrok znów wrócił na horyzont.
- O niczym - odparł po chwili.
Chłopak widział lekkie przygnębienie dowódcy Nieumarłych. Domyślał się, że jest to spowodowane odejściem Raughna. Elf jednak nie umiał pocieszyć Krilla. Nie wiedział jak to zrobić.
Po dłuższej chwili ciszy Harkon spojrzał na Krilla i powiedział.
- Musimy ruszać... - poklepał go po ramieniu kilka razy
Dowódca kiwnął tylko głową do chłopaka, nie odpowiadając mu. Oboje poszli do steru. Chwila moment i byli już przy nim...
Harh chwycił za koło sterowe. Statek po chwili zaczął odpływać.
- Po chwałę! - krzyknął nagle donośnym głosem
Nie musiał długo czekać na odpowiedź. Po chwili mężczyźni usłyszeli okrzyk bitewny, ale pomnożony kilka tysięcy razy. Za statkiem płynęło około 10 kolejnych. Zaczęła się podróż do Pont Vanis...
Przez kilka minut panowała cisza. Słychać było tylko wiatr i fale obijające się o statek. Ocean był wyjątkowo spokojny, a słońce właśnie wstawało.
Ciszę przerwał Harkon...
- Pamiętasz jaki jest plan...?
- Ta... Nie zamierzam sprawdzać gniewu Malacatha - odparł Krill.
- Nie jest taki zły... - powiedział elf
Po chwili namysłu dowódca odpowiedział, kręcąc przy tym lekko sterem w prawo.
- Raughn mi o nim opowiadał... Nie znali się długo, ale to wystarczyło żeby wyrobił sobie o nim zdanie.
- To znaczy...? - spytał Harkon
- Szanował go. Widział, że nie zależy mu tylko na swoim tyłku - odpowiedział Harh.
Młody Bal już nie odpowiedział. Stał obok nieumarłego i patrzył na horyzont przed sobą. Rozmyślał nad jego słowami.
- Elfy to potrafią pływać? - spytał nagle Krill przerywając mu myślenie
- Tak... Umiemy... - odrzekł Harkon nieco oschlej
- A wy wkładacie sobie wykałaczki pomiędzy żebra...? - dodał patrząc na Krilla
- Żartuje, młody - odrzekł nieumarły śmiejąc się i uderzając go przyjacielsko w bark.
- Pytałem się, bo możemy nie dotrzeć do ich portu - dodał już nieco poważniej.
- Obawiasz się mielizny...? - spytał Harkon
- Nie... Piraci mają różne sztuczki. Być może będziemy musieli zostawić statki i przedostać się łodziami na wyspę - odparł Harh.
- Wszystko pójdzie zgodnie z planem... Elfy zaatakują od północy jeśli trzeba.. piraci będą zdezorientowani... - zapewniał elf
- Hm... - westchnął Krill

Mijała już godzina podróży. Dowódca Nieumarłych wydał się Harkonowi bardzo w porządku. Elf nigdy nie miał zbyt wielu przyjaciół. Tak naprawdę jego najbliższymi przyjaciółmi byli Frank, Haron i Jyggalag. Wszystkich już jednak nie ma. Młody Bal jednak nie skupiał się teraz na tym. Razem z Krillem i elfami miał do wykonania misje, i teraz to się liczyło najbardziej. Malacath wysłał do tego zadania Młodego Bala, ponieważ chciał by ten nabrał większego doświadczenia.
Nagle na horyzoncie zaczęła pojawiać się wyspa. Przybliżała się z każdą sekundą. Statki płynęły bardzo szybko. Z bocianiego gniazda Krill usłyszał krzyk.
- Pont Vanis na horyzoncie! Szkuner w zasięgu mili!
- Dobra... No to zaczynamy - powiedział dowódca.
- Przejmij ster - dodał patrząc na Harkona.
Krill odszedł zostawiając chłopaka przy sterze. Sam zaś podszedł do burty statku. Po kilku dłuższych chwilach czekania, do burty statku podpłynął szkuner. Okazało się, że był to szkuner zwiadowczy piratów. Krill patrzył na piratów z góry, ponieważ jego statek był znacznie większy od szkunera. Było na nim zaledwie garstka piratów.
- Czego chcecie?! - krzyknął jeden z nich, który był przy sterze
- Szukamy Cecilli Carraboth. Mamy rozkaz przejąć wyspę - odparł głośno i donośnie Krill.
- Nie ma z nami jej! Odpływajcie stąd! - zagroził pirat
- Ja ci dam odpływajcie... - odrzekł Krill i wziął w ręce swoją kotwice
- Odpływamy, szybko! - krzyknął pirat
Szkuner zaczął odpływać, jednak na daremno. Na marne była ich ucieczka. Nieumarły zamachnął się dwa razy kotwicą po czym wyrzucił ją z ogromną siłą na szkunera. Przebiła się na wylot przez jego pokład. Po chwili przyciągnął do siebie swoją kotwice i podszedł do Harkona jakby niby nic.
- Nie taki był plan... - powiedział Harkon, odsunął się od koła
- E tam... I tak by się nie zgodzili - odparł i chwycił za ster.
- Na lądzie już nie będą tacy cwani - dodał.
Statek zaczął odpływać od szkunera, który z każdą sekundą zatapiał się coraz bardziej. W końcu zatopił się cały i opadł na dno oceanu...

Po kilku kolejnych minutach statek na którym był Krill i Harkon, oraz flota za nimi dopłynęła do Pont Vanis. Kilkudziesięciu piratów stało w porcie na wyspie i obserwowało przybyszy. Domyślili się, że to nieumarli. Poznali ich po banderach i żaglach. Krill spojrzał w lunetę by zobaczyć czy jest bezpiecznie.
- Te szczury na nas już czekają... - zaśmiał się i schował lunetę i znów chwycił za ster
Cała flota zaczęła podpływać bliżej wyspy. Kilka statków zacumowalo w porcie. Większa połowa jednak musiała zostać na oceanie.
Krill i Harkon zeszli ze statku po kładce jako pierwsi. Po nich zaczęli schodzić Nieumarli. Mieli oni zostać na wyspie, by pilnować porządku. Od razu powitał ich zarządca portu.
- Witajcie! Czego szukacie? - spytał
- Szukamy Cecilli... - odparł mrocznym głosem Harkon
- Nie ma jej tutaj, od dawna nie było... A po cóż wam te wojsko! - dopytywał zarządca
- Przejmujemy wyspę. Teraz jest kontrolowana przez królestwo - odparł Krill.
- W takich sprawach musicie udać się do Hectora Miratta.
- Zaprowadź nas do niego... - odpowiedział Harkon
Po chwili Harkon, Krill i kilku Nieumarłych zaczęli iść za zarządcą portu. Szli przez miasto. Muzyka przestała grać, ludzie wychodzili z barów i patrzyli na przybyłych.
Po kilku minutach dotarli do budynku, który był głównym urzędem na wyspie Pont Vanis. Był tam Hector. Siedział na fotelu z nogami wyciągniętymi na biurko. Gdy mężczyźni weszli do środka, od razu usiadł normalnie.
- O co chodzi? - spytał
- Mamy rozkaz i pozwolenie przejąć wyspę... - powiedział Harkon patrząc na niego
- Wstań pajacu, gdy do nas mówisz - rzekł groźnie Krill.
- Tak. Tak, oczywiście... Wybaczcie - odpowiedział Hector i natychmiast zerwał się z fotela.
- Elfy i Nieumarli od dziś będą tutaj pilnować porządku... Ta wyspa jest już nasza... - mówił Harkon
- Wszystko co zataisz może skutkować karą... - dodał, by ostrzec mężczyznę
- Tak. Dobrze. Zapamiętam... - odpowiedział Hector
- Moje wojsko będzie tu stacjonować. Jeśli coś odwalicie, to dostanę raport jako pierwszy. Nie chcecie, bym wracał tu drugi raz... - ostrzegł Krill
- Co my z tego będziemy mieć? - spytał lekko przestraszony mężczyzna
- Spokój... - odparł za nieumarłego niskim głosem elf
- No dobrze już dobrze! Elfy i Nieumarli mogą tutaj stacjonować ile chcą... - odpowiedział od razu
Harh Krill od razu wyszedł z Harkonem z budynku i zaczęli iść ulicą w stronę statku.
- No i z głowy - powiedział nagle Krill.
- Ta... - odparł Harkon
- Nie jest ci gorąco...? W tej zbroi... - dodał Elf, by zaczepić Krilla
- Gdybym nie był Nieumarłym, to już pewnie dupa pływała by mi w pocie przez to cholerne słońce - odparł.
Harkon uśmiechnął się lekko na jego słowa. Od dawna się nie uśmiechał. Tak naprawdę od kilku miesięcy...
Mężczyźni doszli do statku. Weszli na niego, a ten po chwili zaczął odpływać, zostawiając połowę statków w Pont Vanis, a połowę zabierając ze sobą...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-April-2021 12:58:13 przez troox.)
05-April-2021 11:32:43
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Online
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
72
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #3
RE: [OPOWIADANIE] Magic World - Nowy Ład
Epizod 3 - Surowce Matlavy cz. 1

Dwa tygodnie po przejęciu władzy
Zamek Balów
Malacath szedł właśnie spokojnym korkiem korytarzami zamku. Jego dźwięki kroków rozchodziły się na kilkaset metrów. Na ścianach wisiały obrazy, a te oświetlało mocne światło lamp. Raz na jakiś czas można było też spotkać wiszący na ścianie baner z wizerunkiem łba krakena. Lord lubił ten symbol, wszak była to poniekąd jego "wizytówka". Wszyscy mogli po tym poznać, że jest to teren Lorda Malacatha.
Idąc tak korytarzami spotykał strażników zamkowych oraz elfich żołnierzy. W końcu jednak po kilku minutach szukania zdołał odszukać Harkona. Siedział na ławce ze swoją siostrą. Teraz, gdy nie było wojny mogli rozmawiać znacznie więcej, niż wcześniej. Młody Bal pozostał jednak tak samo małomówny jak wcześniej...
Gdy zobaczyli idącego wuja, od razu ich rozmowa ucichła.
Lord ustał przed siedzącym rodzeństwem i spojrzał na dziewczynę.
- Isabello... Możesz nas zostawić?
- Samych... - dodał nieco groźniej, widząc że dziewczyna niechętnie chce odejść
- Jak sobie życzysz wuju... - powiedziała Isabella
Po chwili wstała, a Lord odprowadzał ją wzorkiem, aż nie zniknęła za korytarzem...
- O co chodzi, Lordzie...? - spytał Harkon wstając
- Jakiś czas temu mówiłem ci o planie... Czas byś go poznał - odparł Elf.
- Słucham... - odrzekł Harkon, zaczął wsłuchiwać się w słowa wuja
- Czy uczyli cię w szkole o historii mrocznych elfów? - spytał nagle Lord
Mężczyźni zaczęli iść korytarzami spokojnym krokiem cały czas rozmawiając.
- Nie...
- Tak jak przypuszczałem... Mi też wielu rzeczy nie mówiono. Musiałem uczyć się niektórych spraw sam. Pomimo nauki w Daggerfall, nie mówili mi zbyt dużo o ich historii... - mówił Lord
- Na północnym zachodzie od krainy jest pewna wyspa. Kilkaset lat temu elfy wydobywały tam surowce. Gdy odkryli że w pobliżu Daggerfall mają tego złoża więcej, przenieśli się tam... Tak o to powstała kopalnia Tel Miryn - dodał.
- Po co mi to mówisz...? - spytał zaciekawiony Harkon
- Chce na nowo uruchomić tą kolonię. Na wyspie nie ma tylu złóż co w Tel Miryn, ale wszystko się opłaci. Kursy statków będą trochę drogie, ale i tak będziemy na tym zarabiać. Cecillia była głupia, bo z tego nie skorzystała...
- Czasy się zmieniają chłopcze... Różdżki są skuteczne, ale pójście w pancerz i miecz da o wiele więcej. To właśnie dlatego elfy rządzily kiedyś tymi terenami, bo nie używali różdżek... - mówił Malacath
- Rozumiem... - odparł przytakując Harkon
- Przypilnujesz transportu surowców do budowy fabryk. Mefisto już o wszystkim wie. Za kilka minut masz się spotkać z jego doradcą w porcie w Daggerfall - rzekł Lord.
- Fabryki...? - spytał
- Uhm... Elfy będą przetwarzać już na wyspie żelazo i inne surowce w gotowe produkty. Tak jest łatwiej - odparł Malacath.
- Jeszcze jakieś pytania? - dodał, zatrzymując się z nim i patrząc na niego
- Nie...
- To dobrze. A teraz ruszaj - powiedział Malacath
Harkon kiwnął głową i po chwili się teleportował...

Młody Bal znalazł się w porcie w Daggerfall. Zobaczył stojącego elfa, który wyróżniał się od innych. Harkon nigdy nie widział doradcy króla, ale domyślił się, że to on. Podszedł bliżej niego i popatrzył na niego.
- Witaj Harkonie, oczekiwałem cie - powitał go elf odwracając się do niego.
- Jestem Neloth Mannimarco, doradca króla Daggerfall - dodał i się przedstawił.
Harkon nie odpowiedział mu. Po chwili spojrzał na statki przed nimi i się odezwał.
- Statki gotowe...? - spytał kierując znów wzrok na niego
- Tak... Właściwie to czekaliśmy tylko na ciebie - odpowiedział i zaczął kroczyć przed siebie.
Młody Bal zaczął iść za Nelothem. Kierowali się na fregatę, która miała kierować całym konwojem. Statek był najbardziej uzbrojony, reszta to były statki typowo załadunkowe. W ich ładowniach były różne sprzęty i materiały potrzebne do budowy fabryk.
Neloth i Harkon weszli już na pokład fregaty. Ustali obok elfa, który sterował fregatą.
- Ruszajmy - oznajmił doradca.
Fregata ruszyła...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-April-2021 13:14:37 przez troox.)
07-April-2021 12:58:02
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Online
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
72
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #4
RE: [OPOWIADANIE] Magic World - Nowy Ład
Epizod 4 - Surowce Matlavy cz. 2

Dwa tygodnie po przejęciu władzy
Ocean, okolice wyspy Matlava
Neloth stał obok elfa, który sterował statkiem. Zbliżali się z każdą minutą do celu, jakim była wyspa Matlava.
Nagle do elfa podszedł Harkon, który wrócił właśnie z ładowni. Zwiedzał statek.
- Podoba się fregata? - spytał Neloth
Młody Bal nie odpowiedział. Ustał obok niego, złożył ręce i spojrzał na horyzont. Wyłaniała się właśnie wyspa Matlava...
- Po co wam te katapulty...? - spytał mrocznym głosem Elf
- Malacath ci nic nie mówił? Podobno na południu wyspy swój dom ma smok. A przynajmniej tak było kilkaset lat temu - odparł.
- Myślisz że nadal tam jest...? - spytał Bal
- Nie wiem i nie chce sprawdzać. Obóz zbudujemy na północy, żeby nie kusić losu. Nie wiem jak ty, ale ja nie chcę drażnić smoka - odparł Neloth.
- Mamy jakieś informacje o nim...?
- Niewiele. Mało zapisek przetrwało obalenie elfów z tronu. Gdy pojawili się Carrabothowie, większość zaginęło. Elfy zostały przepędzone do ogromnego getta, gdzie wybudowały stolicę. Azyl dla pokrzywdzonych elfów... - mówił
- Ale wracając... Smok podobno zionie potężnym ogniem. Jeśli tak jest, to się nie dziwię, bo jego domem jest wulkan - dodał Neloth.
Harkon nie odpowiedział. Zastanawiał się nad słowami doradcy...
Po kilku chwilach statek zaczął zwalniać. Zacumował kilkadziesiąt metrów od stałego lądu, by nie osiąść na mieliźnie. Elfy zaczęły zsuwać po linach łodzie na wodę.
- No to jesteśmy... - powiedział Neloth odchodząc od steru, za nim szedł Bal
- Rozejrzyj się po wyspie jak już dopłyniemy - dodał i zaczął wchodzić na łódź, żołnierze zaczęli ją opuszczać na wodę.
Harkon znów nie odpowiedział Nelothowi. Ciągle myślał nad smokiem, który może ukrywać się na wyspie. Jeśli nadal jest, Harkon mógłby spróbować go zabić. Kilka dni temu unowocześnił swoją zbroję, więc byłby to dobry test. Przyczyniłby się też do ochronienia statków, elfów i surowców, ale co najważniejsze... Zabicie smoka w pojedynkę byłoby prawdziwym testem dla Młodego Bala. Wszak jak na razie zgładzenie smoka w pojedynkę udało się tylko Malacathowi... Elf chciał udowodnić wujkowi swoją siłę, bo chciał dostać jakieś konkretniejsze zadanie. Widział że to co robi jest potrzebne, ale nudziły go te wyprawy. Najpierw musiał iść na nudną dla niego ceremonię w ministerstwie, później musiał wypłynąć na Kartis, a potem jeszcze długa wyprawa na Pont Vanis która okazała się połowicznym sukcesem. Co prawda zajęli wyspę, ale po Cecilli nie było ani śladu... Do tego wszystkiego dochodzą patrole w sprawie czystki Carrabothów, w których Harkon co kilka dni musi brać udział. To wszystko go zaczęło powoli irytować. Potrzebował kogoś lub coś zabić. Harkon jednak wiedział, że moment przelania krwi niedługo nastąpi. Cecilla i jej sojusznicy nie mogli się przecież cały czas ukrywać. W końcu nastanie ten moment, kiedy czystka pochłonie pierwszą ofiarę...

Kilka łodzi dotarło do lądu. Żołnierze wyskoczyli z łodzi i zaczęli powoli maszerować w przód. Rozproszyli się, by w razie ataku było mniej strat. Harkon też wyskoczył z łodzi razem z elfami, które również płynęły razem z nim, a następnie dołączył do Nelotha.
- Gdzie będzie ten obóz... - spytał Harkon
- Na północy. Kilka kilometrów stąd jest spora równina, tam zbudujemy obóz - odrzekł.
Harkon odszedł od elfa i dołączył do żołnierzy. Mieli oni za zadanie sprawdzić teren przed wymarszem robotników z surowcami do budowy fabryk i obozu.
Elfów było około 20, razem z Harkonem. Oddalili się od Nelotha i reszty już kilometr. Cały czas szli przez sporą trawę. Sięgała ona do torsu żołnierzy. Dwa elfy szły na końcu i wytaczały szlak dla pozostałych, którzy zostali przy statkach. Wycinali oni trawę dwiema sporymi kosami ręcznymi, tworząc tym samym ścieżkę.
Żołnierze szli już godzinę. Harkon szedł w środku grupy, rozglądając się na boki. W końcu jednak doszli do polany, na której miał znajdować się obóz. Tam trawa była już normalna. Słońce było w zenicie i mocno dawało o sobie znać.
- W końcu... - powiedział jeden żołnierz, wyprawa przez wysoką trawę kosztowała go trochę sił
Harkon w tym samym czasie się rozglądał. Żołnierze przeszli jeszcze kilkaset metrów i natrafili na jeszcze mniejszą trawe. Wyglądała jak po wykarczowaniu przez ogień.
- Rozkładajcie się! - krzyknął oficer by oddział zaczął rozkładać tymczasowy, mały obóz
- A ty powiadom Nelotha, że dotarliśmy. Jest bezpiecznie - dodał wydając rozkaz innemu żołnierzowi.
Harkon cały czas sie rozglądał. To nie była zwykła trawa. Uklęknął i spojrzał na nią, po chwili też dotknął. W pobliżu wyczuł też jakieś nienarodzone życie. Po chwili zdał sobie sprawę, gdzie się znajdą... Wstał i od razu podszedł do oficera.
- Nie jest bezpiecznie... - powiedział mrocznym głosem
- Jak to? - zdziwił się elf
- To leże smoka... Kilka metrów stąd są zakopane jego jaja... - odrzekł, po chwili oficer zobaczył, że ta niska trawa tworzy krąg
Na środku kręgu są zakopane jaja. Niektóre smoki tak robią od razu po złożeniu jaj, by były one bezpieczne i miały dobrą temperaturę.
- Musimy wracać... - dodał Młody Bal
- Nie wracamy. Wykopiemy jaja i przeniesiemy je w inne miejsce - odrzekł oficer.
- Te jaja ważą trzy razy więcej niż ty... Jest ich kilka... Więc pomyśl... - zaprzeczył Harkon
- Rozkopiemy to cholerstwo i tyle! - uniósł się oficer
- Słuchaj no... - odrzekł groźnie młody elf łapiąc żołnierza za szyję i obalając na ziemię
Harkon chciał coś powiedzieć, ale coś mu przerwało...
Od zachodu rozległ się potężny ryk bestii. Wszyscy od razu spojrzeli w tamtą stronę zaprzestając swoich czynności.
- Masz swój obóz... - powiedział nagle puszczając elfa, który tuż po Balu wstał z ziemii i się otrzepał
- Musimy się wynosić! Jazda! - krzyknął oficer, zrozumiał że smok nie szuka walki, tylko chce bronić swoje potomstwo
Harkon tymczasem wpatrywał się w przód, na zachód. Ryki były coraz głośniejsze i wyraźniejsze. Żołnierze zaczęli zbierać rozstawiony sprzęt, ale nie było już czasu. Trzeba było przygotować się na walkę...
Nagle nad lasem, kilka kilometrów od rozłożonego obozu, Harkon dostrzegł że coś leci. Coś... Dużego. Oficer do niego podbiegł.
- Nigdy nie widziałem tak ogromnego smoka! - powiedział lekko przestraszony
- Więc dobrze się przypatrz... Nie będziesz miał więcej okazji... - odrzekł po chwili Harkon i zaczął iść w przód, prosto na lecącą bestie
Smok zaryczał znów. Był wściekły, bo intruzi wdarli się na jego teren. Na teren, gdzie były jego jaja. Zwierzę nie mogło dopuścić do ich utraty. Zbliżało się coraz bardziej. Żołnierze byli przygotowani, wyjęli luki i wycelowali w smoka.
Bestia była już na tyle blisko, że Harkon mógł ją zaatakować z siekiery. Cały czas idąc prosto na smoka, rzucił siekierę w jego stronę. Oręż leciał bardzo szybko, kręcił się z niewyobrażalną szybkością. Za lecącą bronią tworzyła się mała smuga czarnego, mrocznego dymu.
Po krótkiej chwili siekiera uderzyła w szyję lecącego smoka. Odbiła się od jego łusek i spadła na ziemię. Harkon był zaskoczony. Zrobił większe oczy. Był zdziwiony, że siekiera nic mu nie zrobiła... Chciał w tym momencie cisnąć w smoka wiązką energii, ale zabrakło mu czasu. Smok cały czas lecąc wziął w przednią łapę nadal zaskoczonego Harkona, po czym po kilkunastu metrach wyrzucił go z ogromną siłą przed siebie. Smok zaraz po tym wylądował w okręgu i zaczął zionąć ogniem w żołnierzy.

Młody Bal upadł daleko za okrąg. Uderzając o ziemię, przeleciał jeszcze kilkadziesiąt metrów, tworząc długi ślad w gruncie. Harkon pozbierał się jednak z lekkim trudem zaczął iść na smoka, który cały czas walczył z elfami.
- Nic mu nie robimy! - krzyknął żołnierz do oficera, po chwili spłonął żywcem
Smok zionął potężnym ogniem w przeciwników. Miał ogromne rogi, czerwoną skórę i twarde łuski. Swoimi ciężkimi łapami przygniótł kilku elfów.
Nagle do okręgu powrócił Harkon. Od razu wyrzucił ze swojej dłoni wiązkę czarnej energii. Smok dostał w pysk i spojrzał na elfa. Zaryczał i zionął w jego stronę ogniem.
Młody Bal ustał w miejscu i krzyknął.
- Fo... Krah diin!
Lodowa energia wielkością porównywalna do wyzionego ognia zetknęła się z nim i spowodowała wybuch. Smok w chwili wybuchu cały czas zionął ogniem, dlatego wybuch uszkodził mu całą paszczą. Ryknął z bólu. Dym zasłonił Harkona, jednak widoczność nie była potrzebna smokowi do walki. Miał doskonale zmysły. Ten smok był na tyle potężny że był w stanie wyczuć położenie w jakim znajduje się elf. Z Harkona wydobywała się tak mocna, czarna magia że smok mógł go wyczuć. Chwycił go swoją łapą i zaryczał wściekle na niego. Następnie rzucił na ziemię i przygwoździł jego tułów łapą. Harkon miał jednak wolne ręce, dlatego wyciągnął jedną z nich i przywołał do siebie siekierę. Oręż w mgnieniu oka do niego przyleciał, a ten od razu wymierzył cios w pysk smoka, który zbliżał się już do jego głowy. Smok zamierzał odgryźć elfowi głowę, ale na szczęście mu się to nie udało. Dostał z siekiery w okolice gęby i odsunął się od Harkona. Zszedł łapą z elfa, który natychmiast wstał i spojrzał na bestie swoim krwistymym wzrokiem. Dym już całkowicie opadł, dlatego smok był cały widoczny. Harkon znów krzyknął...
- Gol... Hah dov!
Krzyk trafił smoka, ale ten jeszcze trzymał się na nogach. Był na tyle potężny, że zdołał się oprzeć mocy Młodego Bala. Ten jednak nie chciał odpuścić.
- Gol... Hah dov!
Krzyk znów trafił bestie. Po chwili upadła na ziemię. Pysk spoczął na gruncie. Harkon podszedł powoli do smoka. Bestia ciężko oddychała. Czuła się niekomfortowo, bo teraz była pod władzą Bala. Elf odkrył właśnie jeden z najmocniejszych krzyków, jakie dane mu było poznać. Był to "przymus", który użyty na jakiejkolwiek istocie przejmował jej umysł. Smok teraz mógł zrobić wszystko, co kazał mu Harkon.
Bestia patrzyła swoimi ciemno żółtymi ślepiami na krwiste oczy elfa. Była na tyle potężna, że miała świadomość co się dzieje, ale nic nie mogła z tym zrobić. Ciężko dyszała. Przy każdym wydechu z nosa wylatywał szary dymek.
Harkon patrzył na bestie dłuższą chwilę w ciszy. Smok patrzył w jego oczy, tak jakby chciał mu coś powiedzieć. Widać było, że był przestraszony... Elf nie mógł jednak ryzykować. Czuł że krzyk się kończy, smok lada moment mógł się uwolnić. Podszedł powoli do jego szyi i wyciągnął do góry siekierę.
Po chwili rozległ się przeraźliwy ryk smoka, który usłyszał nawet Neloth...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-April-2021 13:14:56 przez troox.)
08-April-2021 13:14:15
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Online
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
72
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #5
RE: [OPOWIADANIE] Magic World - Nowy Ład
Epizod 5 - Śmierć Elfa

9 miesięcy po przejęciu władzy
Zamek Balów
Mefisto zaczął schodzić po schodach. Obok niego szedł jego doradca, Neloth Mannimarco.
- Od razu gdy wrócimy, masz wydać rozkazy które mówił Malacath - powiedział stary elf, kaszlnął mimowolnie.
- Oczywiście królu... Zwiększymy ochrone transportu surowców z Matlavy - powtórzył słowa Lorda dalej idąc obok króla.
Nagle do elfów podszedł Baldur.
- Będę wam towarzyszył - rzekł nagle idąc obok nich.
- Nie trzeba. Spotkanie jest tajne, nic mi nie grozi - odrzekł Mefisto.
- To nie jest moja troska. To rozkaz Malacatha - odpowiedział.
Neloth otworzył drzwi od powozu, Mefisto z jego pomocą wszedł do wozu. Zaraz po nim wszedł Hrabia, potem elfi oficer i na końcu Neloth.
Powóz ruszył w stronę Daggerfall...
- Powinniście mieć większą obstawę... - powiedział wampir
- Nie ma takiej potrzeby. Jeździmy tak co miesiąc i jeszcze nic nam się nie stało - odpowiedział pewnie doradca.
Mefisto zaczął palić cygaro. Odpoczywał po spotkaniu. Uczestniczyło na nim kilka ważnych osób. Między innymi Isabella, Harkon, Baldur, Mefisto, Harh Krill oraz Lord Malacath. Omawiali oni ostatnie zmiany, które zaszły w ciągu miesiąca. Oficjalnie było to spotkanie w którym opowiadali sobie o ostatnich wydarzeniach, śmiejąc się i jedząc, jednak każdy tak naprawdę wiedział że to nie jest spotkanie rodzinne, tylko obowiązkowe składanie raportów Malacathowi.
- Obyś się nie mylił - odrzekł Hrabia, po czym spojrzał w okno powozu.
Wyjeżdżali właśnie z miasteczka przed zamkiem Balów.
Nagle Neloth uderzył trzy razy w sufit powozu. Oznaczało to, żeby elfi woźnica przewiózł ich trzecią trasą. Co miesiąc trasa była zmieniana. Tras było 4.
Hrabia zostawił to bez słowa. Domyślił się, że to jakiś sygnał dla woźnicy...
- Jak tam w twojej górze, Baldur? - spytał nagle Mefisto zaciągając się cygarem
- Pewnie ciemno tam macie - dodał lekko się śmiejąc i wypuszczając dym.
- Niekoniecznie, Mefisto - odparł patrząc na niego.
- Wpadnij za kilka dni to się przekonasz - dodał.
- Skoro zapraszasz... - odpowiedział elf

Powóz jechał już tak godzinę. Przemierzał właśnie las za Brumą. Kilka minut temu wyjechali właśnie z miasta. Mężczyźni nie wiedzieli, że kilometr stąd czekało na nich już kilkoro wampirów...
- Nadjeżdżają... - powiedział wampir
- Dobra... Przygotujcie się. Nie może nam uciec - odpowiedział.
7 wampirów kiwnęło głowami. Ustawili się na wyznaczonych stanowiskach.

Tymczasem w powozie...
- Jesteś cwanym szczurem, Baldur! - powiedział śmiejąc się król
- Ale pamiętaj, że to ja cię wtedy uratowałem - dodał.
- Ta, poradziłbym sobie bez ciebie. Ale nie powiem, byłem zaskoczony - odrzekł Hrabia.
- Regis by cię zabił, gdyby nie ta kula! - odpowiedział Elf znowu się śmiejąc
Hrabia chciał coś powiedzieć, ale coś poczuł...
- Baldur, czemu się nie śmiejesz?! - spytał król, lekko się śmiejąc, bo przypomniał sobie kolejną sytuację
Baldur był przekonany że coś czuje. Z każdą sekundą czuł to bardziej. Po kilku kolejnych sekundach był już pewien zagrożenia...
- Albo słuchaj tego! - powiedział elf śmiejąc się
- Mefisto uważaj! - krzyknął Hrabia po chwili
Nagle elf dostał bełtem z kuszy w żebro. Zagłębił się bardzo głęboko. Kilka bełtów uderzyło również w ściany powozu. Mefisto nie zdążył jeszcze upaść, a już powóz dostał bombardą. Wszyscy w środku bardzo się poobijali. Powóz przewrócił się na dach. Konie uwolniły się i uciekły w las.
- Cholera... - powiedział Mefisto trzymając się za bok, leżał na plecach
- Trzeba było wezwać obstawę... - rzekł Neloth, uklęknął przy Mefisto
Hrabia tymczasem już się pozbierał. Kopnął w drzwi, które wyrwały się z zawiasów. Zaczął wychodzić z powozu. Za nim wyszedł elfi żołnierz.
- Baldur, czekaj! - krzyknął Mefisto, kaszlnął
Hrabia i elf stanęli obok przewróconego powozu. Wampir ujrzał zabitego woźnicę. Po chwili usłyszał również upadającego żołnierza za nim. Obrócił się i zobaczył że ma wbity bełt w głowę.
Nagle zza drzew wyszedł pewien wampir, po chwili z innych drzew wyłoniły się pozostałe...
- Regis... - powiedział Hrabia patrząc na niego wściekle
- Hrabia Baldur... Cóż za spotkanie! - odrzekł i rzucił się na niego
Mężczyźni zaczęli walczyć...

- Królu... To napastnicy - powiedział nagle Neloth.
- Wiem... - odrzekł słabo, tracił coraz więcej krwi
- Królu, wytrzymaj. Elfy już wiedzą o naszym ataku. Powiadomiłem najbliższy oddział - mówił doradca.
- To koniec... - odpowiedział stary elf
Nagle ktoś chwycił Nelotha za ramię nie pozwalając mu nic powiedzieć. Wyciągnął go z powozu na zewnątrz.
- Puszczaj mnie! - krzyknął Neloth, zaczął się szarpać i próbował kopnąć napastnika
Po chwili dostał w głowę. Padł na ziemię nieprzytomny.
Wampir po chwili wszedł do środka powozu...

Tymczasem kilka metrów dalej...
- Zdradziłeś nas! - krzyknął Regis
- Poróżniła nas różnica poglądów! Widocznie takie było przeznaczenie! - odpowiedział Hrabia
- Nie, jesteś zwykłym... - mówił Regis
- Przestań pieprzyć! - krzyknął Hrabia przerywając mu
Rzucił się na wampira. Pojedynek trwał już kilka minut, przeciwnicy byli już bardzo zmęczeni. Oboje mieli też już swoje lata.
Baldur chwycił Regisa za ramiona i zamachnął się. Rzucił go na drzewo, po chwili teleportował się do niego i zaczął walić oszołomionego wampira po głowie. Po kilku ciosach, Regis zdołał się schylić i uniknąć pięści Baldura. Kopnął go zaraz po tym. Hrabia upadł na ziemię.
- Żegnaj, Hrabio - rzekł Regis z uśmiechem i teleportował się.
- Nie. Nie! Wracaj, tchórzu! - krzyknął wściekle wampir
Nagle jednak usłyszał walkę Nelotha z wampirami... Pozostał mu już tylko jeden do zabicia.
Baldur podbiegł do niego, ale sytuacja była już przez niego opanowana. Zabił ostatniego wampira.
- Wszystko okej? - spytał Baldur
- Nie! Dwóch się teleportowalo! Jeden wszedł do powozu i... Kur**! - krzyknął Neloth
Hrabia podszedł bliżej powozu. Uklęknął przy wybitnych drzwiach i zajrzał do środka.
- Cholera... - powiedział sam do siebie
Baldur ujrzał leżącego Mefisto Sommera w kałuży krwi. W głowie miał wbity sztylet...
09-April-2021 20:43:05
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Ravcore Niedostępny
┌►GєηєRαℓ◄┘
******

Liczba postów: 311
Dołączył: Feb 2017
502
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Story Writer

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #6
RE: [OPOWIADANIE] Magic World - Nowy Ład
Za pozwoleniem troxa.. dodam też małą historyjkę od siebie Wink


3 tygodnie po przejęciu władzy przez Malacatha

Cytat:Abregado - Dohl de Lokke - "Problemy Władzy"

Słońce powoli chyliło sie ku zachodowi. W mieście nadal jednak panował ruch. Ludzie i nieumarli żyli w zgodzie miedzy sobą nawet czasem wzajemnie sobie pomagajac. Bary były wypełnione az po brzegi i do późnych godzin nocnych grała tam muzyka.
Harh Krill jako nowy dowódca Nieumarłych miał wiele spraw do roboty. Teraz zaczął rozumieć jak trudna i odpowiedzialna jest to pozycja. Zaczął doceniać Raughna coraz bardziej za to co robił przez ponad 30 lat. Był wielkim liderem, nawet lepszym od samego Carrabotha.. Harh Krill miał ambicje aby mu dorównać i tak samo jak on stać się legendą w szeregach swojego wojska.
Krill siedział własnie w swojej kwaterze przy dębowym stole i odczytywał dokumenty i listy z ostatnich dni. Wiedział że musi wszystko uporządkować i zadbać o to aby nic nie zostało pominięte. Dodatkowo musiał wykonywać rozkazy Malacatha gdy takowe by zaistniały. Nie chciał bowiem popaść w niełaskę z lekceważenia jego poleceń, jednak równocześnie nie zamierzał być marionetką w jego rękach. Nieumarli byli w końcu niezależni i z ich potęgą musiał się liczyć nawet sam Malacath. W końcu to do nich należał tytuł najpotężniejszej armii w krainie a Harh Krill był ich liderem i dowódcą..
Dlatego tez gdy Malacath zajmował sie polityką w królestwie, Harh Krill zajmował sie swoimi włościami.
Przede wszystkim musiał poradzić sobie z ubytkiem swoich ludzi których liczebność spadła po wojnie o ponad połowę. Odbudowanie armii mogło potrwać bowiem nawet kilka lat.. Harh Krill dobrze o tym wiedział..
Dodatkowo przed wszystkim brakowało generałów w jego armii.. Po tym jak Nirtheal odpłynął dwa tygodnie temu z Cassandrą w siną dal i zrezygnował ze służby wojskowej, a Varran wrócił skąd sam przybył, nie było praktycznie nikogo kto mógłby takowe stanowisko otrzymać. Brakowało też czarodziejów ... w końcu Ignathir również odszedł, nie mówiąc dokąd się udaje i czy w ogóle planuje wrócić.
Harh Krill musiał zarządzić rekrutacje na stanowisko generała. Problem w tym że nie było na to ani miejsca ani warunków. Zwołał więc swoich żołnierzy przedstawiajac im projekt nowego miasta które miałoby zostać wybudowane na zachodnim wybrzeżu Abregado. Miasto miało zostać nazwane "Thir La Mana" a jego projekt był ściśle tajny. Nawet sam Malacath o takowym nie wiedział. Budowa miała zająć kilka miesięcy przez co Krill musiał tymczasowo przerwać swoje plany rekrutacyjne. Zastanawiające jest pewnie jednak co nowe miasto miałoby miec wspólnego z rekrutacją żołnierzy?
Odpowiedź na to pytanie nie była nikomu znana, jednak Harh Krill doskonale wiedział co chce zrobić... [...]

[...]Krill oprócz problemów z brakiem zastępców i generałów w swojej armii, musiał tez podołać problemom zewnętrznym. W głównej mierze chodziło tu o syreny. Od wielu dni Nieumarli skarżyli się na to, że ich statki przy brzegach Abregado bardzo często natrafiają na syreny które utrudniają im wpłyniecie do portu w Dohl de Lokke. Sam problem moze wydawał sie niezbyt poważny, ale nasilał się z każdym dniem po zakończeniu wojny, aż stał się irytujący. Zgłoszeń było coraz więcej. Nic dziwnego.... Syreny były kompletnie zagubione. Nie miały pojęcia co robić.. Po stracie królowej jaką była Ariadna, nie były w stanie samodzielne wybrać nowej przywódczyni, napadały na pojedyncze statki, wpadały w sidła i pływały bez celu po głębi oceanu egzystując bez większego celu.
Harh Krill wiedział ze musi coś z tym zrobić szczególnie ze względu na to, że syreny jak i nieumarli żyli ze sobą od lat w symbiozie, na co wpłynęły w głównej mierze miłosne relacje Raughna z Ariadną. Sam Krill nie zamierzał jednak szukać dla siebie kobiety z rybim ogonem, więc aby zażegnać kryzysu postanowił skontaktować się z syrenami jak i z Malacathem aby wspólnie wybrać nową królową Syren.
Do Malacatha został wysłany wiec list informujący go o zaistniałej sytuacji. Dzień później Malacath i Krill spotkali się w porcie Abregado i przez kilka godzin rozmawiali na temat rozwiązania problemu. Zgodnie z poleceniem Krilla, te syreny z którymi był jakikolwiek kontakt, zebrały się w porcie w Dohl de Lokke. Zajęło to trochę czasu aby je wszystkie zebrać i uspokoić ponieważ przez tygodnie bez jakiejkolwiek kontroli stworzenia te zaczęły dziczeć a nawet stawać się agresywne. Widząc jednak lorda Malacatha i Harh Krilla od razu się uspokajały.
Po dwóch godzinach negocjacji nową królową syren została wybrana dawna przyjaciółka Ariadny - Stella Von Nazhari. Jej postawa różniła sie od innych syren, wydawało się, że jako jedyna nie postradała zmysłów i zdrowej psychiki. Co więcej cechowała ją gracja, charyzma i ponadprzeciętna inteligencja. Można było rzec że jest to jedyna odpowiednia kandydatka na to stanowisko. Standardowo nowa królowa musiała złożyć śluby wierności Malacathowi uznając siebie za jego poddaną.
Gdy ceremonia została zakończona, Malacath wrócił z powrotem na kontynent. Harh Krill natomiast spędził jeszcze trochę czasu na rozmowach z nową królową syren. W głównej mierze tematem rozmów było utrzymanie dyplomatycznych stosunków pomiędzy syrenami i nieumarłymi oraz wzajemna pomoc i współpraca handlowa..[...]

[..] Prace nad miastem Thir La Mana rozpoczęły się bardzo szybko. Harh Krill był zadowolony że wszystko przebiega po jego myśli.. Za kilka miesięcy jego plan będzie mógł w końcu wejść w życie..

[Obrazek: image.php?di=3W79]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-April-2021 10:35:23 przez Ravcore.)
Oceny: troox (+1)
09-April-2021 22:14:16
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Online
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
72
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #7
RE: [OPOWIADANIE] Magic World - Nowy Ład
Epizod 6 - Pierwsza ofiara czystki

Rok i dwa miesiące po przejęciu władzy
Daggerfall, gabinet króla
W pomieszczeniu, przed biurkiem na skórzanym fotelu siedział Neloth Mannimarco. Trzymał łokieć na oparciu i myślał. Miał dużo pracy.
Nagle do pokoju wtargnął jego doradca.
- Królu... Elfy widziały wampiry niedaleko Smoczymostu - powiedział stojąc przed biurkiem.
- Ile? - spytał Neloth
- Około 20 - odpowiedział od razu.
- Wyślij wiadomość do Lorda Malacatha. Powiadom go o moim przybyciu - rzekł.
- Oczywiście mój królu... - odrzekł elf i wyszedł z gabinetu...

5 miesięcy temu
Wyspa Sir Baniyas
Regis znalazł się przed pałacem. Był lekko zaniedbany, ponieważ nie miał kto go wyremontować. Wampir wszedł do środka i zobaczył siedzącą na małym tronie Cecillie.
- Mefisto Sommer nie żyje - powiedział nagle Regis podchodząc bliżej.
- Jesteś pewny? - spytała kobieta
- Tak. Jestem. Zasadzka się udała - odrzekł.
- Wspaniała wiadomość Regisie...
Regis kiwnął głową, po czym odszedł w inną stronę...



Teraźniejszość...
Zamek Balów, główna sala.
W sali znajdował się okrągły stół, który sugerował równość siedzących przy nim osób. Siedział przy nim Lord Malacath, Harkon, Isabella oraz Neloth.
- Ludzie w miastach nadal są wściekli. Cecillia wydała rozkaz zamordowania bezbronnego, starego elfa. Społeczeństwo na pewno jej tego nie zapomni... - mówił Neloth
- Wiemy Nelothcie. To duża strata dla wszystkich... - wtrąciła się Isabella
- Mówiłeś na początku o raporcie swoich żołnierzy... Powiedz więcej... - rzekł Harkon patrząc na Króla
- Żołnierze widzieli obóz wampirów na południe od Smoczymostu. Jest w lesie, dlatego tak długo pozostawali w ukryciu - odrzekł Neloth.
Nastała cisza. Wszyscy czekali na odpowiedź Malacatha. W końcu się odezwał...
- Udam się tam osobiście.
- Wezwać Aurorów wujku? - spytała Isabella
- Nie dziecko... Sam się tym zajmę - odparł po czym się teleportował...

Tymczasem w obozie wampirów...
- Regisie... Jakie następne kroki? - spytał wampir
- Musimy znaleźć więcej ocalałych. Spróbujemy przekonać ludzi ze Smoczymostu by nam pomogli - odparł Regis.
Nagle jednak wampir poczuł chłód. Źrenice mu się powiększyły, poczuł ogrom czarnej magii niedaleko nich. Regis przełknął ślinę ze strachu.
- Teleportujcie do Cecilli... Szybko. Ktoś tu jest - mówił Regis.
Wampiry próbowały się teleportować. Ale... Nie mogły.
- Nie mogę się teleportować! - krzyknął jeden z żołnierzy
Nagle zza drzew wyłonił się Lord Malacath. Spojrzał na Regisa. Jego krwiste oczy wyraźnie odznaczały się pośród ciemności.
- Myśleliście, że zabicie Mefisto ujdzie wam płazem? - spytał nagle mrocznym głosem
- Lord Malacath... - powiedział ciszej Regis
Tak naprawdę tylko osoby z zamku wiedziały o istnieniu Malacatha. Przemowami I innymi uroczystościami zajmowała się Isabella. Lord pozostawał w ukryciu bo wiedział że na razie nie może się ujawniać. Ludność nie wiedziała by co myśleć...
- Przecież ty nie żyjesz... - dodał
- Tak myślisz? - rzekł Lord
Nagle 19 wampirów zaczęło lewitować lekko nad ziemią. Dusiły się. Moc Lorda była ogromna...
Regis nie wiedział co zrobić. Zabrakło mu odwagi. Nie mógł się nawet teleportować. Malacath uniemożliwił mu to...
- Jesteście w patowej sytuacji...- mówił Lord
- Elfy przejęły krainę, a wy nadal walczcie... - kroczył na Regisa, a ten się cofał
- To już nie jesteś odwaga... To głupota - zatrzymał się, ścisnął pięść.
Nagle rozległ się dźwięk upadku 19 ciał. Wampiry padły uduszone na ziemię. Regis nagle wzleciał w powietrze próbując uciekać. Nie miał jednak co liczyć na ucieczkę...
Malacath wypuścił w jego stronę wiązkę czarnego dymu. Owinął się wokół jego nogi oraz skrzydeł. Regis runął w ziemię z wielkim impetem.
- Żałosne... Co wy chcecie jeszcze udowodnić? - mówił Lord podchodząc bliżej skrępowanego Regisa
- Cecillia była wspaniałą królową! To wy zniszczycie tą krainę! - krzyczał wściekły wampir
- Regisie... Jak długo trzeba żyć pod kamieniem, by nie widzieć panującego ładu w krainie. Dopiero teraz ludzie mogą w spokoju cieszyć się życiem - odparł Lord.
Dym nagle zniknął. Elf jednak chwycił za gardło wampira i przystawił do drzewa.
- Wasza desperacka walka... Tylko to psuje - dodał i ścisnął jego gardło mocniej.
- Cecillia... I tak... Wygra... - mówił
- Wiesz jaka jest różnica pomiędzy nami? - powiedział retorycznie
- Wy skupiacie się wyłącznie na sobie. Chcecie tylko dobra i luksusów dla siebie. My zaś chcemy dobra dla swoich ludzi. Nie potrzebujemy kawioru i złota do szczęścia... - mówił Malacath, przystawił rękę bliżej jego brzucha
- Pier*** się... - odrzekł Regis, jego oczy zalewała krew
- Hun... Kaal zor!
W ręce elfa pojawił się miecz. Przebił się od razu przez jego ciało. Regis odruchowo chciał krzyknąć, ale brakowało mu powietrza. Próbował kurczowo go zaczerpnąć.
- Harkon pozwolił wam żyć - mówił Malacath powoli wsuwając miecz głębiej w jego ciało.
- Teraz zdechniecie... - dodał, wsunął miecz tak głęboko że przebił się przez drzewo o które wampir był trzymany
- Jeden po drugim.
W tym momencie Lord wyjął miecz z jego ciała, który po chwili zniknął. Puścił Regisa a ten osunął się powoli na ziemię.
- Nie... Wygracie... - mówił słabo oparty o drzewo
- Nigdy... - z jego ust wypłynęła krew
Lord patrzył w ciszy na konającego Regisa. Po kilku sekundach wampir wyzionął ducha...
Lord zobaczył, że jeden wampir odlatuje z obozu. Zostawił go. Chciał, by Cecillia wiedziała że żyje i lepiej zostawiła krainę w spokoju.

Dwie godziny później...
Wyspa Sir Baniyas...
Ocalały wampir wylądował przez wrotami pałacu. Wpadł jak poparzony i krzyknął w stronę Cecilli, która rozmawiała z Nurbanu.
- Malacath! On żyje!
Cecillia natychmiast przestała rozmawiać i spojrzała w stronę wampira.
- Co...?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-April-2021 14:09:56 przez troox.)
Oceny: Ravcore (+1)
11-April-2021 14:07:45
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Camrakor_13 Online
I am inevitable
******************

Liczba postów: 8,007
Dołączył: Apr 2015
2100
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Camrakor

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 708.00
Post: #8
RE: [OPOWIADANIE] Magic World - Nowy Ład
Rufus Thompson, czarodziej który stracił wszystko podczas wielkiej wojny w 2070 roku doprowadził do wielkiego wybuchu w swoim domku leśnym nieopodal wybrzeża. Mieszkał tam sam i sam również w nim umarł. Nie zdołał znieść straty żony i dwójki dzieci.
Natomiast Trina, narzeczona Alastora, zwolenniczką Heitha gdy uciekła od niego po śmierci swojego ukochanego zamieszkała na statku pewnego pirata, nazywał się on Erent Brown, był biednym piratem, ale posiadał wiele ludzi w załodze. Przygarnął ja jak swoją córkę, a ta po kilku latach zapomniała już o wielkiej stracie sprzed lat. W 2073 roku odziedziczyła statek po zmarłym dowódcy.

RP Magic World Last Battle coming soon...
14-April-2021 20:24:38
Znajdź wszystkie posty Odpisz
troox Online
Błyskotliwy
***

Liczba postów: 29
Dołączył: Feb 2020
72
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Chelsea

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 35.00
Post: #9
RE: [OPOWIADANIE] Magic World - Nowy Ład
Epizod 7 - Pamiątka po dziadku cz. 1

2 lata po przejęciu władzy
Zamek Balów
Sala była prawie pusta. Wiatr wpadał przez otwarte wrota do głównej sali i poruszał firanami. Przy ścianach stało kilku Aurorów. Na środku sali był złoty tron, na którym siedział Lord Malacath. Miał przyłożoną dłoń do twarzy, myślał. Drugą rękę miał położoną na podłokietniku. Przed nim stał Harkon. Patrzył na myślącego elfa.
- Musimy go znaleźć - powiedział nagle Lord patrząc na otwarte wrota za Harkonem.
- Twoja w tym rola - dodał patrząc już na chłopaka.
- Nawet nie wiem gdzie się udał... I czy żyje... - mówił Harkon
- Nie obchodzi mnie to - odparł od razu obojętnie.
Harkon przez chwilę w ciszy patrzył na Malacatha. Po chwili namysłu odparł.
- Poproszę Isabelle o pomoc...
- Nie. Masz go znaleźć sam. Rozumiesz? - rzekł nieco groźniej Lord
- Jasne... Wujku... - odrzekł
Przez chwile znowu nastała cisza. Mężczyźni myśleli nad rozwiązaniem problemu. W końcu jeden z nich się odezwał.
- Przeszukaj akta w Ministerstwie. Może coś znajdziesz.
- Wątpię że cokolwiek się ostało... Wiele akt spłonęło... - zaprzeczał Harkon
- Nie rozumiesz co mówię? - spytał retorycznie Lord i wstał powoli z tronu patrząc na chłopaka
- Rozumiem... Tak tylko mówię... - odparł z respektem do wujka
Elf powoli usiadł na tronie. Widać było, że jest zdenerwowany.
- Wróć jak coś znajdziesz - powiedział nagle oschle.
Harkon kiwnął niechętnie lekko głową i teleportował się do Ministerstwa...


3 lata po przejęciu władzy
Berlin, Niemcy
Była noc, na ulicach nie było zbyt wiele aut i przechodniów. Przed pewien blok podjechało żółte, dostawcze auto. Z niego wyszedł ubrany w żółto czerwony strój mężczyzna, na głowie miał czapkę a pod pachą niósł niewielką kartonową paczkę. Zamknął samochód kluczykiem i zaczął iść w stronę klatki schodowej. Podszedł i zadzwonił pod podany numer mieszkania.
- Kurier, proszę otworzyć - powiedział.
Nikt jednak nie odpowiedział, mimo to drzwi zostały otwarte. Kurier chwycił za drzwi i wszedł do środka bloku. Zaczął iść po schodach na 5 piętro. Po dłuższej chwili dotarł na wskazane piętro, pod właściwie drzwi. Zaczął pukać do drzwi. Nie musiał długo czekać, bo po kilku sekundach otworzył mu 2 metrowy facet z ogromem blizn na twarzy.
- Pan Jeremy Pyke? - spytał kurier patrząc na mężczynzę
- Tak - odrzekł dość niskim głosem.
- Paczka dla pana - kurier podał mu paczkę i po chwili wyjął jakiś tablet.
- Proszę się jeszcze podpisać - dodał wyciągając tablet w jego stronę.
Mężczyzna złapał paczkę pod pachę, wziął rysik i podpisał się na tablecie.
- Dziękuję, miłego dnia życzę - powiedział z lekkim uśmiechem kurier.
Jeremy jednak nie odpowiedział. Od razu po podpisaniu zamknął drzwi. Mężczyzna położył paczkę na stolik w korytarzu i udał się do salonu. Usiadł na fotel i dalej oglądał telewizje. Był ubrany w czarne dresy i bluzę. Jego relaks nie trwał jednak zbyt długo. Po minucie usłyszał pukanie do drzwi. Wstał z niechęcią z fotela i znowu ustał pod drzwiami. Zaczął przekręcać zamek w tym czasie mówiąc po niemiecku.
- Jeśli to ty Lukas, to lepiej żeby to było ważne!
Jeremy otworzył szeroko drzwi. Bardzo się zdziwił na widok tego, kogo zobaczył. To nie był Lukas, czy inny jego sąsiad. Ujrzał Harkona Bala.
Jeremy od razu mocniej chwycił drzwi i próbował szybko zamknąć. Elf jednak był szybszy. Położył rękę na drzwiach i odepchnął. Jeremy je puścił, a chłopak wszedł do jego mieszkania.
- Nie cieszysz się na mój widok...? Jyggalagu... - powiedział elf zamykając drzwi
- Czego chcesz? - odrzekł nieco groźniej Pyke
- Porozmawiać...
- Nie jestem chętny do rozmów - odparł z pogardą.
Harkon zrobił krok do niego i przycisnął go ręką do ściany. Naciskał na jego gardło tak mocno, że zaczęło to boleć Jyggalaga. Drugą ręką chwycił jego dłoń, by uniemożliwić mu jakikolwiek atak.
- Gadaj gdzie różdżka... - spytał groźnie Harkon patrząc mu głęboko w oczy
- Po co ta agresja, przyjacielu - mówił Pyke z lekkim uśmiechem.
- Żaden z ciebie przyjaciel... Odszedłeś bez słowa... - odrzekł przyciskając rękę mocniej do jego gardła
- Dałem ci to wszystko... A ty sie... Tak odwdzięczasz... - mówił z trudem
Harkon po chwili puścił Jyggalaga, a ten odruchowo chwycił za swoją szyję.
- Może się czegoś napijesz... - powiedział nagle
- Nie mam czasu... Gadaj póki ty go jeszcze masz...
- Zabij mnie. Proszę bardzo. Ale różdżka wtedy przepadnie - rzekł z uśmiechem.
Jyggalag wszedł do salonu nie patrząc na Harkona. Ten jednak poszedł za nim.
- Nie graj ze mną... - powiedział mrocznym głosem
- Nie gram. Jakbym śmiał tak z królem krainy. A może... Już nim nie jesteś - odparł z pogardą.
Elfowi puściły nerwy. Chwycił za gardło Jyggalaga i znów przystawił do ściany. Jego oczy zaczęła zalewać jakby krew. Było mocno czerwone, wręcz krwiste.
- Gadaj gdzie różdżka... - rzekł mrocznym głosem
- Nie zniszczycie jej... Próbowałem...
Harkon uderzył pięścią w ścianę. Zatrzymała się obok jego głowy, robiąc spore wgniecenie. Podczas uderzenia światło i telewizor zamigotały, tracąc na chwilę prąd.
- Kończy ci się czas... - mówił groźnie elf
- Jest ukryta w szafie... - odrzekł Jyggalag
Harkon od razu puścił mężczyznę i poszedł do wskazanego miejsca. Otworzył szafę, poszperał, powywalał z niej trochę rzeczy i ubrań, aż nagle znalazł to, czego szukał...
- Różdżka Cecilli... Jest potężniejsza niż myślisz... - powiedział nagle Jyggalag
- Nie obchodzą mnie już twoje słowa... - odrzekł Harkon stojąc do niego tyłem i patrząc na przedmiot
- Ah... No tak... Teraz Malacath się tobą niańczy.
Elf odwrócił się do mężczyzny, jego oczy zmieniły kolor na nieco normalny.
- Zapomniałeś o swoich aktach... - powiedział nagle
- Nie zapomniałem. Ktoś po prostu ich nie zniszczył... Zawsze ktoś musi coś spieprzyć - odparł siadając na fotelu.
- Znalazłem cię teraz... Znajdę ponownie...
- Nie będzie już takiej potrzeby, przyjacielu - uśmiechnął się lekko Jyggalag i zaczął oglądać telewizje.
- Skoro już masz co chciałeś, to wynoś się z mojego domu. Tak jak ja zrobiłem to z twoim - dodał z pogardą.
Harkon zacisnął prawą pięść, uleciał z niej mały dym. Po chwili jednak ją rozluźnił i się teleportował...
15-April-2021 13:54:50
Znajdź wszystkie posty Odpisz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości